Podczas czterogodzinnych rozmów 18 czerwca premier Węgier Péter Magyar siedział z liderami UE i nie ulegał. Chcieli przyspieszyć rozmowy akcesyjne Ukrainy. Magyar nie ustępował, dopóki ten język nie został wykreślony z tekstu szczytu. Otrzymał to, czego chciał.
Akcja UE to nagroda, której Ukraina dążyła od Euromajdanu w latach 2013-14, kiedy Ukraińcy krwawili za prawo do wyboru Europy: prawo do głosu w decyzjach kontynentu, dostęp do rynków i funduszy UE oraz europejska ścieżka z dala od Rosji.
Jednak każde państwo członkowskie może zajść ten proces. Viktor Orbán, były pro-rosyjski premier Węgier, wielokrotnie to robił, a rząd Magyara nadal blokuje akcesję Ukrainy.
Magyar nie jest Orbánem. Po ataku Rosji na obwód Zakarpacia – zachodni obwód Ukrainy, zamieszkały przez wielu Węgrów – Magyar potępił atak. Jego prozachodni minister spraw zagranicznych, Anita Orbán (bez pokrewieństwa), wezwała ambasadora Moskwy i zapytała, kiedy Rosja zakończy wojnę.
Jednak dla Magyara pomaganie Kijowowi może kosztować głosy: ponad połowa Węgrów sprzeciwia się wznowieniu rozmów, a nawet zwolennicy Magyara z partii Tisza – kończącej 16 lat panowania pro-rosyjskiego Fideszu – są podzieleni na pół.
To, co Orbán zostawił za sobą, również wpływa na wahania Węgier: aparat propagandowy Fideszu zmniejszył się, ale jego narracje przetrwały, a kwestie mniejszości mogą być nadal wykorzystywane przeciwko Magyarowi, a system energetyczny jest związany z Moskwą.
(Odrębność w obrębie UE)



