Rosną ponownie przychody z eksportu rosyjskiej ropy naftowej i gazu. Nowa wojna w Zatoce Perskiej podniosła ceny, poszerzyła przestrzeń fiskalną Moskwy i dała Kremlowi tymczasową ulgę po miesiącach presji budżetowej. Jeśli utrzyma się przez kilka miesięcy, ten nadzwyczajny zysk mógłby efektywnie finansować znaczną część wysiłku wojennego Rosji.
Dla Ukrainy i Europy ma to znaczenie. Przychody z hydrokrabonów nie są szczegółem księgowym w budżecie Moskwy – stanowią one jedne z finansowych podstaw rosyjskiej gospodarki wojennej. Gdy ceny ropy rosną, Kreml zyskuje możliwość sfinansowania swojego machiny militarnego, propagandy i represji.
Ten sam szok, który podniósł rosyjskie przychody za granicą, wywołuje drugie naciski w Europie. Wysokie ceny energii ożywiają rozmowy przemysłowe na temat ponownego otwarcia debaty na temat rosyjskiego gazu.
Oba naciski wskazują w tym samym kierunku – z powrotem do Moskwy.
Poprawna europejska reakcja nie polega na ponownym otwarciu debaty na temat rosyjskiej ropy i gazu. Polega na jej zakończeniu poprzez szybsze elektryfikowanie.
Jest to teraz pilne pytanie polityczne. Komisja Europejska przygotowuje swój Plan Działania dotyczący Elektryfikacji, mający na celu przyspieszenie przejścia transportu, budynków i przemysłu z paliw kopalnych na czystą energię elektryczną.
Ten plan nie powinien być traktowany jako wąski plik klimatyczny, ale stać się jednym z głównych instrumentów bezpieczeństwa gospodarczego Europy, obok sankcji, produkcji obronnej i wsparcia dla Ukrainy.
Powód jest prosty. Każda pompa ciepła zainstalowana, każdy samochód elektryczny naładowany europejską energią, każdy proces przemysłowy przeniesiony z gazu na energię elektryczną zmniejsza zapotrzebowanie na importowane węglowodory. Każdy gigawat energii odnawialnej podłączony do sieci osłabia podstawę dochodową Kremla i innych autokracji paliw kopalnych. Dekarbonizacja, w tej perspektywie, jest również minimalizacją ryzyka.
Jednakże właśnie teraz, stare argumenty powracają. Dyrektor generalny włoskiego Eni argumentuje, że Europa potrzebuje „elastyczności” w stosunku do rosyjskiego gazu, że przemysł potrzebuje ulgi, a Moskwa może ponownie stać się stabilnym dostawcą.
Bloomberg donosił w lutym 2025 roku, że niektóre wschodnioniemieckie przemysły przygotowywały się już na ewentualny powrót rosyjskiego gazu. Reuters później udokumentował podobne myśli wśród wykonawców związanych z głównymi europejskimi nabywcami gazu i niemieckimi klastrami chemicznymi, w tym wezwaniami w okolicy obiektu przemysłowego Leuna do ponownego otwarcia szlaków Nord Stream.
Mimo że jest to prezent od losu dla skarbu Kremla, powrót do rosyjskich węglowodorów nie rozwiąże problemów energetycznych Europy.
Pierwsze, „tani rosyjski gaz” nigdy nie był prawdziwą strategią przemysłową. Był to ukryty subsydium bezpieczeństwa od państwa imperium, które zamieniło zależność energetyczną w przymus. Ukraina zapłaciła pierwsza. Następnie konsumenci i przemysł europejski. Nauka ta zajęła cztery lata, aby się nauczyć. Nie powinna być zapomniana dla krótkoterminowej ulgi przemysłowej.
Drugie, infrastruktura jest zniszczona. Nord Stream został uszkodzony. Tranzyt przez Ukrainę został zakończony. Spory kontraktowe z Gazpromem pozostają nierozwiązane. Każde znaczące przywrócenie rosyjskiego gazociągu wymagałoby decyzji politycznych, napraw infrastrukturalnych, kompromisów prawnych i lat odnowionej zależności –
– i nie zrobiłoby nic, by zniwelować obecną zmienność rynkową.
Trzecie, diagnoza jest błędna. Problem konkurencyjności Europy polega nie na odcięciu rosyjskiego gazu. Polega na tym, że Europa odcięła się od rosyjskiego gazu szybciej, niż zbudowała przemysłowy trzon elektryfikowanej gospodarki. Ekspansja sieci jest zbyt wolna, podobnie jak pozyskiwanie zezwoleń. Elastyczność i magazynowanie są niewystarczające. Elektryfikacja przemysłowa nadal jest traktowana jako przejście sektorowe, a nie to, co właśnie jest – projektem geopolitycznym.






