Strona główna Aktualności Plan obronny Starmera jest żałosny, a nasi wrogowie obserwują

Plan obronny Starmera jest żałosny, a nasi wrogowie obserwują

17
0

W styczniu okazało się, że analiza Ministerstwa Obrony narodowej w ramach Strategicznego Przeglądu Obronnego wykazała, że do realizacji jego zaleceń i zapewnienia gotowości Zjednoczonego Królestwa do potencjalnej wojny z Rosją nawet w 2030 r. będzie potrzebne dodatkowe 28 miliardów funtów. To, co ogłosił Starmer wczoraj w planie inwestycji obronnych, jest żałośnie niewystarczające.

Mimo jego pokazywania obuchem, że „zrobi wszystko, co jest konieczne” i „stanie w obliczu nowego świata”, rzeczywistość jest taka, że w budżecie obronnym zbudowane jest duże deficyt. A prawdopodobnie będzie on się powiększać szybko.

Zamiast otrzymać dodatkowe 28 miliardów funtów, Ministerstwo Obrony będzie musiało zadowolić się zaledwie 15 miliardami funtów, z czego niemal 4 miliardy funtów to środki, które już były przeznaczone na inne projekty.

Tak, w pakiecie DIP było kilka efektownych elementów. Wczorajsze nagłówki skupiały się na „największej inwestycji w drony w historii Wielkiej Brytanii”, na przykład, z 5 miliardami funtów przeznaczonymi na systemy bezzałogowe. Ale rzeczywistość jest taka, że tylko 20 procent tej kwoty stanowi dodatkową inwestycję.

Ministerstwo Obrony przeznaczy również 500 milionów funtów na nowe technologie dla Sił Specjalnych, w tym Royal Marine Commandos, oraz dodatkowe 50 milionów funtów na drony szturmowe wyposażone w kamery zapewniające operatorom „widok z pierwszej osoby”, a także urządzenia przechwytujące do zestrzeliwania wrogich dronów.

W ramach DIP jest 115 milionów funtów na wzmocnienie naszej obrony przed zagrożeniami wynikającymi z sztucznej inteligencji. Plan obejmuje również odrzutowe drony startujące z lotniskowców oraz sześć „uniwersalnych jednostek bojowych” (CCV) jako część „hybrydowej Royal Navy”.

To służy jako centra kontroli dla dronów, co oznacza, że gdy Marynarka Wojenna zidentyfikuje obcą jednostkę jako zagrożenie, taką jak statek rosyjski, „uczynią to z eskortą, niezałogowymi okrętami nad i pod powierzchnią” według premiera. Jednak ta zdolność będzie wiązać się z wysokim kosztem, ponieważ pieniądze te mogły zostać wydane na modernizację naszej tradycyjnej floty. Zamiast tego oczekuje się, że CCV zastąpią nasze niszczyciele typu 45, które obecnie stanowią główny filar naszej obrony morskiej.

W tym samym czasie Royal Air Force będzie rozwijać własne drony oraz autonomicznych „skrzydłowych”, przeznaczonych do latania obok myśliwców, takich jak Typhoony. Starmer twierdził, że te samoloty, które mają być gotowe do testów do 2030 r., będą „niewidoczne dla wykrycia przez wroga”.

Premier ponownie potwierdził zaangażowanie Wielkiej Brytanii w program Global Combat Air Programme wart 8,6 miliarda funtów w partnerstwie z Włochami i Japonią, oparty na myśliwcach szóstej generacji Tempest. Te, jak powiedział, „zabezpieczą nasze niebo na dekady”.

Wszystko to pokazuje, że dzisiejsza wojna stała się bardziej złożona niż kiedykolwiek. Ale to jest straszny błąd zakładać, że teraz opiera się wyłącznie na nowych technologiach. Stare uzbrojenie jeszcze nie jest przestarzałe. Wielka Brytania potrzebuje niszczycieli i czołgów głównego boju, a także dronów. Naprawdę grozi nam zaniedbanie mało efektownych, ale koniecznych elementów naszej machiny bojowej, przy jednoczesnym zbytnim zaufaniu do najnowszej elektroniki.

Odpowiednią kombinację uzbrojenia osiągniemy tylko wtedy, gdy zwiększymy nasz budżet obronny.

Podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium w lutym zeszłego roku Starmer zapewniał naszych sojuszników, że Wielka Brytania zobowiąże się do przeznaczenia 3 procent PKB na obronność do 2029 r., w porównaniu z około 2,3 procenta.

Rzeczywistość ujawniona wczoraj pokazuje, że faktyczna liczba będzie daleka od tego – bardziej zbliżona do 2,7 procenta.

Co gorsza, mówił także o osiągnięciu 3,5 procent PKB do połowy następnej dekady. Ten cel ucieka nam coraz bardziej – i szybko. W przeciwieństwie do tego Niemcy są na dobrym kursie do osiągnięcia 3,7 procenta PKB do 2030 r., a Szwecja nie jest daleko za nimi z 3,5 procenta. Tymczasem Polska już teraz wydaje 4,8 procenta PKB na obronność i wzywa sojuszników z NATO do zwiększenia wydatków do 5 procent do 2030 r.

Nasi sojusznicy mają pełne prawo oskarżyć nas o cofanie się.

W latach po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej Wielka Brytania stała na czele obrony Europy, przewodnicząc NATO w jego roli strażnika pokoju na Zachodzie.

Nawet niedawno, w 2022 r., gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, przejęliśmy inicjatywę i przyszliśmy jej z pomocą. Ale obecnie nie zajmujemy już takiej pozycji. Potencjalny koszt naszej porażki jest nieobliczalny.

Dan Jarvis, nowy Sekretarz Obrony, na pewno nie podjąłby się tego zadania bez zapewnienia, że więcej pieniędzy będzie dostępne. Jednak uzupełnienie było minimalne.

Healey i Carns podali się do dymisji, ponieważ zwiększone wydatki w DIP stanowiły 0,08 procent PKB. Teraz to już wzrosło do 0,09 procent.

Mimo protestów zespołu Burnhama, że Starmer nie miał prawa, w ostatnich dniach swojego rządu, mówić o przyszłych planach w ogóle, ustępujący premier upierał się przy dokonaniu ogłoszenia. Ale nie mamy pojęcia, czy Burnham to spełni.

To, co wiemy, to że podczas jego „koronacyjnego” przemówienia w Manchesterze w poniedziałek Burnham nie wspomniał ani słowem o obronności, ani nawet krótko o bezpieczeństwie narodowym.

Powtarzał nam wielokrotnie, że inne sprawy, takie jak decentralizacja, są ideałami najbliższymi jego sercu. Kosztowny wniosek wynika stąd, że nie stawia obrony na czele swojej agendy. Lider Partii Konserwatywnej Kemi Badenoch podkreśliła to, stwierdzając, że jeśli Burnham odmówi znalezienia pieniędzy na obronę, powinien ogłosić przedterminowe wybory.

To nie dotyczy tylko pieniędzy. Chodzi o przywrócenie Wielkiej Brytanii roli na czele europejskiego bezpieczeństwa zbiorowego.

Musimy zaakceptować, że nie możemy już polegać na USA, aby przyszły nam z pomocą, gdy ponownie stanęlibyśmy w obliczu ataku. Oznacza to gotowość do walki wojny w każdej formie i, jak widzieliśmy na Ukrainie, może to oznaczać brutalne rzeczywistości starcia na tradycyjnym polu walki, a także rozwijanie nowoczesnych elektronicznych i bezzałogowych broni.

Strategiczny Przegląd Obrony nie był punktem wyjścia do negocjacji i targów. Wskazał on na absolutne minimum, jakie potrzebują nasze Siły Zbrojne, jeśli mamy jakąkolwiek nadzieję utrzymać bezpieczeństwo Wielkiej Brytanii. I to, co Starmer ogłosił wczoraj, daleko odbiega od osiągnięcia tego celu. Potrzebujemy 28 miliardów funtów; on ustąpił 15 miliardów funtów. Dążymy do 3 procent PKB do 2030 r. i 3,5 procenta do 2035 r., ale jak widać, ledwie udaje nam się osiągnąć 2,7 procenta.

Budżety wojskowe nie dotyczą kosztów prowadzenia wojny. To jest niezmiernie wyższe, przede wszystkim w ludzkiej krwi, jakśmy widzieli w codziennej tragedii walki Ukrainy o powstrzymanie rosyjskiej inwazji.

Celem wydawania pieniędzy na obronność jest uniknięcie wojny. Chodzi o odstraszanie, a nie agresję.

Obecnie Wielka Brytania nie ma odstraszacza, którego desperacko potrzebujemy. Cena, jaką wszyscy moglibyśmy zapłacić za tę porażkę, jest nie do pomyślenia, ponieważ to niedofinansowane rozwiązanie zwiększa ryzyko naszego bezpieczeństwa.

Keir Starmer to hazardzista w ostatnim szansowym saloonie. Andy Burnham dzwoni do ostatniego dzwonka – ale czy zrobi to lepiej? Nasi wrogowie, nasi sojusznicy i nasi wyborcy wszyscy obserwują.

Generał The Lord Dannatt to były szef Sztabu Generalnego