Starszy oficer Sił Specjalnych odpowiedzialny za nadzór nad tajnymi misjami SAS sfałszował dokument dotyczący możliwych zbrodni wojennych.
Dowódca usunął najbardziej obciążające zdanie z raportu dotyczącego nocnych rajdów, które zakończyły się dziesiątkami podejrzanych zgonów.
Jego niepokojące ingerowanie zostało uwzględnione w plikach udostępnionych wczoraj wieczorem podczas dochodzenia Sądu Najwyższego w sprawie podejrzanych zabójstw pozajudicialnych.
Sondaż prowadzony przez sędziego ma na celu zbadanie zarzutów, że Siły Specjalne egzekwowały jeńców w Afganistanie i zniszczyły dowody na popełnione przewinienia.
Wtedy oficer pracował w roli nadzorczej w siedzibie Sił Specjalnych w Londynie.
W kwietniu 2011 r. otrzymał analizę statystyczną działań detenckich SAS, w tym liczbę zabitych w akcji wrogości (EKIA) i odnalezione broń.
Rzucający się w oczy rozrzut między EKIA a ilością karabinów i pistoletów znalezionych w podejrzanych szańcach talibów skłonił do zarzutów, że niewuzbrojeni Afgańczycy byli zabijani.
Analiza miała zostać przeanalizowana przez Starszego Doradcę Prawnego w londyńskiej siedzibie oraz ogólnego dowódcę, Dyrektora Sił Specjalnych (DSF).
Wtedy to oficer usunął rozstrzygający paragraf, w którym czytamy: 'Moim zdaniem jest tu wystarczająco elementów, aby przekonać mnie, że obecnie popełniamy pewne błędy’.
W oświadczeniu świadka N1788 przyznał, że usunął to zdanie, zanim dokument został przekazany dalej. Stwierdził, że „nie zamierzał tego po prostu przekazać w mailu’.
Wtedy dokument miał kluczowe znaczenie, ponieważ DSF decydował, czy powiadomić wojskową policję o podejrzanych strzelaniach, co mogło skutkować prowadzeniem dochodzenia w sprawie zabójstwa.


