Strona główna Aktualności Ratownicy medyczni nie zabrali sprzętu ratującego życie kobiecie – powiedzieli.

Ratownicy medyczni nie zabrali sprzętu ratującego życie kobiecie – powiedzieli.

10
0

Strażak przeklął sanitariuszy, którzy nie przynieśli sprzętu ratującego na miejsce przybrzeżne, gdzie kobieta została właśnie wyciągnięta spod wody po utknięciu między skałami – usłyszał wczoraj sędzia śledczy.

Sanitariuszka Colleen Gibson, która jako pierwsza przybyła na miejsce, rzekomo nie powiedziała policji i strażakom, którzy przybyli krótko po niej, że Saffron Cole-Nottage jest w kluczowym 30-minutowym okresie, gdy jej życie wciąż mogło być uratowane.

Dwutygodniowy proces dotyczący śmierci pani Cole-Nottage usłyszał już, jak dyspozytor alarmowy, rozmawiając z nastolatką, która podniosła alarm, dopiero po siedmiu minutach ustalił, że matka sześciorga dzieci jest zagrożona utonięciem z powodu przypływu.

Inny sanitariusz, który przybył po pani Gibson w zeszłym tygodniu, oskarżył innych respondentów na miejscu o efektywne „grać na byle czym” podczas „rozdartej” interwencji.

Pani Cole-Nottage, lat 32, spacerowała z psem z córką, gdy wpadła głową przed siebie między skały obronne nad morzem w Lowestoft, Suffolk, 2 lutego ubiegłego roku.

Dając zeznania, pani Gibson powiedziała, że brała udział w czterech wcześniejszych incydentach wodnych przed panią Cole-Nottage, ale nie była przeszkolona, aby przejąć dowodzenie nad wieloagencjonnym nadzorem nad sytuacją awaryjną.

Przybyła nad morze o godzinie 20:10 i powiedziała na procesie: „Czułam się niezdolna do ratowania i teraz, będąc 20 minut zanurzona…”.

Materiał z kamerą na ramieniu policjantów, którzy przybyli krótko po niej, pokazał, że pytali panią Gibson, czy można coś zrobić, by uratować panią Cole-Nottage a ona odpowiedziała: „Nie”.

Zapytana przez radcę sędziowskiego Bridget Dolan KC, dlaczego nie powiedziała kolegom ze służb ratowniczych, że możliwość ratowania życia pacjentki mogła się przedłużyć o kolejne 10 minut, powiedziała: „Nie wiem”.

Kiedy pani Dolan powiedziała, że policja „powiedziała, że jeśli dowiedzieliby się, że ratunek był możliwy, spróbowaliby”, dodała: „Nie uważam tego za bezpieczne. Nie mógłbym sięgnąć w dół między skały głową w dół z wodą.”

Pani Dolan odpowiedziała: „Nikt nie mówi, że powinnaś była spróbować. Policja powiedziała, że gdyby wiedzieli, że istnieje możliwość uratowania Saffron, próbowaliby.”

Biegły świadek Matthew England, pielęgniarz i sanitariusz z grupy doradczej Home Office ds. współpracy służb ratowniczych podczas incydentów, powiedział, że pani Gibson powinna była przejąć dowodzenie nad miejscem jako pierwsza osoba tam przybyła.

Powinna też miała kontakt z Coastguard, policją i strażakami na miejscu, ale „nie wydawało się bardzo skoordynowane w zakresie tego, co się działo”, dodał.

„Gdy straż pożarna wyciągała [p. Cole-Nottage], nie wydawało się, że byli świadomi, że jest to nazywane operacją odzyskiwania [ciała]. Rozpoczęli resuscytację”, powiedział na przesłuchaniu.

„Nie wydawało się być żadnego briefingu czy jakiejkolwiek świadomości.”

Strażacy, którzy zebrali się przy p. Cole-Nottage, zdążyli ją wyciągnąć w ciągu minuty, usłyszał proces, i chcieli, by sanitariusze przynieśli sprzęt ratujący jak najbliżej miejsca.

Pani Dolan powiedziała: „Początkowe działania ratunkowe to podstawowe wsparcie życiowe, wentylacja ogólnoustna.

„Widzieliśmy używkę przeklinania przez strażaka na miejscu, proszącego o zejście karetki i przyniesienie sprzętu.”

Jednak pan England powiedział, że okolica skał obronnych nad morzem „nie była bezpiecznym miejscem do przeprowadzania niczego innego niż podstawowe wsparcie życiowe” i byłoby lepiej w „bezpiecznym miejscu, gdzie masz 360 stopni dostępu do pacjenta”.

Dodał, że pani Gibson, która płakała na świadka, powinna była otrzymać „więcej wsparcia z centrum dyspozytorskiego” jako „samotna sanitariuszka” na początku.

Odnosząc się do rozmowy telefonicznej 999, którą zadzwoniła nastolatka wraz z dwiema przyjaciółkami, koroner powiedział: „Słowa „uwięziona”, „utknęła”, „zaklinowana” [padły] w ciągu czterech minut rozmowy.

„Nie trzeba być geniuszem, żeby zdać sobie sprawę, że jednoosobowy pojazd RRV (pierwszych reponderów) nie mógłby nic z tym zrobić.”

Pierwszy dzień procesu z ubiegłego tygodnia wskazał na to, że nogi p. Cole-Nottage pozostały uniesione w powietrzu po upadku głową między skały.

Rozmowa telefoniczna 999 została zrealizowana o godzinie 19:52, ale dopiero o godzinie 19:59 dyspozytor ustalił, jak szybko nadciąga prąd przypływu.

Christopher Strutt, lider zespołu dyspozytorów, powiedział na przesłuchaniu, że służba pożarna powinna zostać skontaktowana przez służbę karetki w ciągu sekund, gdy wiadomo było, że czyjaś głowa jest uwięziona.

Ale powiedział, że kontrolerzy musieli przejść przez algorytm, zadając pytania wywołane przez komputer, i byli zniechęcani do zgłaszania własnych pytań, dopóki lista nie była ukończona.

Ten fakt skłonił koronera Darrena Stewarta do sugestii, że „dość niezgrabny” system przyczynił się do „zezowania odpowiedzi”.

Chris Finbow, starszy inżynier nadmorski w radzie hrabstwa Wschodniego Suffolk, powiedział dzisiaj na procesie, że tragedia p. Cole-Nottage wydarzyła się kilka dni po pełni księżyca.

„Istnieje coś w rodzaju 700 przypływów w ciągu roku. Trzy procent z nich jest wysokim przypływem, jaki widzieliśmy tej nocy”, powiedział.

„To oznaczało, że przypływ nadeszło niesamowicie szybko. Był 80 cm wyższy niż standardowy przypływ.

„Zawsze po pełni księżyca dostajemy wysokie przypływy. To był ich szczyt.”

Na procesie usłyszano, że p. Cole-Nottage wypiła w dniu incydentu i była ponad trzykrotnie powyżej dozwolonego limitu alkoholu, gdy upadła.

W oświadczeniu po jej śmierci jej partner, Mick Wheeler, powiedział, że żyła życiem „pełnym miłości i śmiechu” z ich dziećmi, a jej utrata pozostawiła „niesłuszny pustótwór”.

Proces trwa.