Strona główna Aktualności Były ambasador Ukrainy w Polsce: Prezydent Nawrocki lekceważy dziesięciolecia pojednania między Warszawą...

Były ambasador Ukrainy w Polsce: Prezydent Nawrocki lekceważy dziesięciolecia pojednania między Warszawą a Kijowem

18
0

Prezydent Polski Karol Nawrocki (L) i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski (R) w Warszawie, Polska, 19 grudnia 2025 r. (AP Photo/Czarek Sokołowski, Plik)

W lipcu 2024 roku, pełniąc funkcję Ambasadora Ukrainy w Polsce, miałem zaszczyt otrzymać od prezydenta Andrzeja Dudy Order Zasługi RP, Krzyż Komandorski z Gwiazdą.

Za zaufanie, braterstwo i lata uczciwego partnerstwa – nadal głęboko dziękuję moim polskim przyjaciołom. W duchu tej samej uczciwości proszę ich teraz o zrozumienie, czego wymaga odemnie sumienie.

Moje oddanie interesom państwa ukraińskiego, moje obowiązki wobec godności prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, Sił Zbrojnych, moich kolegów dyplomatów oraz wolnego i niepodzielnego narodu ukraińskiego, a także moje głębokie poczucie sprawiedliwości zmuszają mnie do zwrócenia państwowego odznaczenia Rzeczypospolitej Polskiej.

Boli mnie to, ale oczywiście niektórzy przedstawiciele polskiej elity politycznej nigdy naprawdę nie zrozumieli – a być może nigdy nie chcieli zrozumieć – prawdziwej ceny wolności Ukrainy: kim są Ukraińcy, przeciwko jakiemu wrogowi walczą i za jakie wartości naród ukraiński współcześnie wylewa krew.

Ani nie zrozumieli, że trudno byłoby znaleźć naród bardziej oddany przyjaźni i partnerstwu z Polską niż Ukraińcy – ludzie, którzy zawsze będą wdzięczni Polakom za otwarte serca i otwarte domy w obliczu agresji rosyjskiej.

Tragicznie, polityczne egoizmy oślepiają. Uniemożliwiają oni ludziom zobaczenie osiągnięć minionych dziesięcioleci, rzeczywistości obecnej oraz możliwości budowy wspólnej przyszłości.

W ten sposób rozumiem decyzję prezydenta Polski Karola Nawrockiego o pozbawieniu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego najwyższego państwowego odznaczenia Polski – pod pretekstem, że jednostka Sił Zbrojnych Ukrainy, na prośbę samych żołnierzy ukraińskich, otrzymała honorowe wyróżnienie upamiętniające Bohaterów Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA).

Uważam, że taka reakcja jest co najmniej nieproporcjonalna i nieodpowiedzialna.

Karol Nawrocki efektywnie kwestionuje dziesięciolecia pracowitej pracy prowadzącej do pojednania i wzajemnego zrozumienia ukraińsko-polskiego. Jest to szczególnie bolesne, ponieważ proces pojednania nie został zainicjowany przez polityków, ale przez tych samych ludzi, którzy przeżyli najbardziej tragiczne rozdziały naszej wspólnej historii na własnej skórze. (Kontekst: Referencja do historycznego spotkania między ostatnim Naczelny Dowódca UPA a weteranem Armii Krajowej w 1994 roku)

Być może to zostało zapomniane. Pozwólcie mi na przypomnienie tego.

W czerwcu 1994 roku na seminarium zorganizowanym przez polskie centrum „Karta” w Podkowie Lesnej koło Warszawy, ostatni Naczelny Dowódca UPA, Wasyl Kuk, uścisnął rękę Tytusowi Kołakowskiemu, weteranowi reprezentującemu 27 Dywizję Wolińską Armii Krajowej. Był to moment, który miał określić, jak może wyglądać pojednanie ukraińsko-polskie.

Dla wielu był to szok.

Ludzie, którzy pół wieku wcześniej stali po przeciwnych stronach krwawej ukraińsko-polskiej konfrontacji, znaleźli w sobie siłę, by spotkać się, porozmawiać i wyciągnąć rękę.

Ten pojedynczy gest otworzył drogę do lat dialogu między historykami, weteranami i przedstawicielami społeczeństwa obu krajów – dialogu, który zaowocował przełomowymi seriami prac naukowych – Ukraina-Polska: Trudne pytania.

Ci ludzie, którzy przeżyli samą wojnę, rozumieli prostą prawdę: historia powinna być przedmiotem szczerej dociekliwości i wspólnego wspomnienia, a nie politycznego wykorzystania. Wiedzieli, że pojednanie oznacza przede wszystkim zdolność do uhonorowania własnych poległych bez zaprzeczania bólowi drugiej strony.

Znaczna część polskiej elity politycznej preferuje zapomnieć, że konfrontacja ukraińsko-polska ma o wiele głębsze korzenie historyczne i nie rozpoczęła się wraz z UPA na Wołyniu w 1943 roku.

Długo przed tym ukraińska ludność cierpiała na dyskryminujące polityki Drugiej Rzeczypospolitej, włączając w to pacyfikację w 1930 roku, podczas której władze polskie przeprowadziły masowe represje w ukraińskich wsiach Galicji i Wołynia.

Obóz w Berezie Kartuskiej, miejsce internowania dla więźniów politycznych, przez które przeszło dziesiątki ukraińskich działaczy społecznych i politycznych, stał się symbolem tej represji.

Przypomnienie tych wydarzeń nie jest próbą usprawiedliwienia zbrodni popełnionych na cywilach polskich. Żadne zbrodnie nie mogą być usprawiedliwione. Ale prawda historyczna wymaga uznania kontekstu i faktu, że takie tragedie nie wynikały z ideowych pism Dontsova czy Dmowskiego, których wieśniowie nie słyszeli ani nie czytali.

Były one wynikiem długotrwałego narastania wzajemnych pretensji, błędów polityki państwowej i radykalizacji obu społeczności na terenach wspólnego zamieszkania – procesu dramatycznie przyspieszonego przez totalny chaos wojny i zderzenie reżimów totalitarnych.

Ukraińcy nie zaprzeczają zbrodniom popełnianym przez członków ukraińskiego podziemia przeciwko cywilom polskim. Oddajemy należyty szacunek niewinnym ofiarom polskim, i nawet w obliczu obecnej wojny rosyjskiej otworzyliśmy drogę do ekshumacji i godnych pochówków.

Jednakże równie trzeba głosić zbrodnie popełniane przeciwko Ukraińcom przez polskie formacje wojskowe i podziemne – w Sahryni, Pawłokomi, Piskorowicach i wielu innych miejscach – nie mogą one być zamilczane.

Ponadto, w przeciwieństwie do UPA, która działała jako niezależne ruchy podziemne i nie była częścią żadnej międzynarodowo uznanej struktury państwowej, Armia Krajowa była oficjalnie częścią polskich sił zbrojnych i podporządkowana międzynarodowo uznanej polskiej rządowi na uchodźstwie w Londynie.

Z tego właśnie powodu społeczeństwo polskie i państwo polskie muszą być również przygotowane na uczciwą rozmowę o zbrodniach popełnianych przeciwko cywilom ukraińskim. Prawdziwe pojednanie jest niemożliwe bez uznawania cierpienia obu narodów.

Okres powojenny przyniósł Ukraińcom kolejną tragedię – Operacja Wisła. Dziesiątki tysięcy Ukraińców zostało przymusowo wypędzonych ze swoich domów z decyzji polskich władz komunistycznych. (Faktyczność: Operacja Wisła przeprowadzona przez władze Polski Ludowej w 1947 roku dla stłumienia ruchu ukraińskiego)

Ponadto, rosnący zbiór badań potwierdza, że sowieckie służby wywiadowcze systematycznie prowokowały konfrontacje ukraińsko-polskie, przebrani za członków UPA i polskie jednostki podziemne, by osłabić oba ruchy narodowe i zniszczyć wszelkie szanse porozumienia między naszymi narodami.

Pomimo tego, Ukraina nigdy nie kwestionowała prawa Polski do uhonorowania swoich bohaterów narodowych, swoich formacji wojskowych i postaci ruchu niepodległościowego – nawet gdy niektóre z nich związane są z kartami historii, które dla Ukraińców kojarzą się z tysiącami niewinnych osób.

Nie żądaliśmy usunięcia pomników, zmiany nazw ulic ani rewizji stanowiska państwa Polskiego wobec formacji wojskowych, postaci historycznych lub wydarzeń.

Rozpoczęliśmy i nadal prowadzimy się od zasady, że każde suwerenne państwo ma prawo samodzielnie określać swoją politykę pamięci historycznej i honorować tych, których uważa za walczących o swoją wolność i państwowość.

To właśnie dlatego oczekujemy takiego samego podejścia do suwerennego prawa Ukrainy do honorowania tych, którzy walczyli o ukraińską państwowość i stawali w opozycji do sowiecko-komunistycznej i nazistowskiej okupacji.

I stanowczo odrzucamy wszelką próbę narzucania Ukraińcom kompleksu wyłącznej zbiorowej winy. Tragedia Wołynia i wschodniej Galicji to wspólny ból zarówno dla Ukraińców, jak i Polaków. Nie dzielimy ofiar na „naszych” i „ich”, i nie wierzymy, że pamiętanie niektórych musi oznaczać wymazywanie innych.

Potępiać cały ruch UPA za zbrodnie na Wołyniu równa się potępieniu całej Armii Krajowej, całego polskiego podziemia – a ostatecznie samego państwa polskiego, w którym te jednostki działały – za zbrodnie popełnione przeciwko cywilom ukraińskim w regionie chełmskim, podlaskim, lemkowskim i na San.

Historia wymaga uczciwości, a nie politycznych etykiet i zbiorowej winy.

Nikt poza Ukrainą nie ma prawa określić, kogo Ukraińcy powinni uważać za swoich bohaterów – a kogo nie.

Dziś, gdy ukraińscy żołnierze oddają swe życia codziennie w walce przeciwko rosyjskiej agresji, wszelka próba kwestionowania prawa Ukrainy do honorowania tych, którzy walczyli o ukraińską państwowość w różnych epokach historycznych, jest krokiem w kierunku nowego podziału.

Dlatego moja decyzja o zwrocie państwowego odznaczenia Rzeczypospolitej Polskiej nie jest gestem braku szacunku wobec narodu polskiego, wobec moich przyjaciół polskich czy wobec tych w Polsce, którzy od lat pracowali na rzecz ukraińsko-polskiego zrozumienia.

Przeciwnie, jest to protest przeciwko niszczeniu dziedzictwa pojednania ukraińsko-polskiego, zbudowanego przez lata przez ludzi dobrej woli po obu stronach granicy.

Nadal wierzę, że Ukraińcy i Polacy pozostaną sojusznikami. Ale sojusz może być silny tylko wtedy, gdy opiera się na wzajemnym szacunku, równości i uznaniu prawa każdego narodu do własnej pamięci, własnej godności i własnych bohaterów.

Jeśli weterani UPA i Armii Krajowej, po wszystkim, co przeszli, znaleźli w sobie odwagę, by wyciągnąć sobie rękę, to dzisiejsi politycy muszą odnaleźć w sobie mądrość, by nie zniszczyć tego, co zostało zbudowane z takim trudnościom.

(Uwaga redakcyjna: Opinie wyrażone w sekcji opiniotwórczej są poglądami autorów i nie mają na celu odzwierciedlenia poglądów „Kyiv Independent.”)