Yuriy Gavrylechko, ekspert ekonomiczny, doktor filozofii zarządzania publicznego
Za każdym razem, gdy debata publiczna obraca się wokół demograficznego kryzysu Ukrainy, ten sam refren brzmi jak mantral: sprowadź migrantów pracujących – i problem zostanie rozwiązany. Przepis wydaje się logiczny. Mniej ludzi – mniej produkcji – niższe PKB. Więcej ludzi – więcej rąk – więcej produkcji. Prosta arytmetyka.
Problem polega na tym, że ekonomia to nie matematyka. Aktualna sytuacja Ukrainy jest żywym dowodem na to.
Struktura rynku pracy: kto naprawdę potrzebuje więcej pracowników?
Zacznijmy od danych, które rzadko pojawiają się w optymistycznych prognozach demograficznych. Z około 10 milionów zatrudnionych osób w dzisiejszej Ukrainie, tylko 6 milionów tworzy dodaną wartość – czyli produkuje towary i usługi, za które ktoś płaci na rynku. Pozostałe 4 miliony otrzymują swoje wynagrodzenia z budżetu państwa: wojsko, służba cywilna, edukacja, ochrona zdrowia, służby porządkowe itp.
To nie oznacza, że te osoby są zbędne. Nauczyciele, lekarze i żołnierze są krytycznie ważni. Ale z punktu widzenia gospodarki rynkowej są oni konsumentami, a nie twórcami dodanej wartości. Ich wynagrodzenia są finansowane z podatków opłacanych przez sześć milionów – lub coraz częściej z zewnętrznego zadłużenia.
Teraz brutalne pytanie: jeśli sprowadzimy trzysta tysięcy migrantów pracujących – gdzie oni będą pracować?
Jeśli są niewykwalifikowani – nie ma dla nich wolnych miejsc pracy. Biznes nie rozszerza się w obecnych warunkach; nowe zakłady produkcyjne nie są otwierane; sektor usług skurczył się ze względu na spadek siły nabywczej gospodarstw domowych. Sprowadzanie niewykwalifikowanej siły roboczej do gospodarki, która nie ma popytu na nią, nie jest rozwiązaniem – pogłębia to problem: więcej osób rywalizuje o tę samą liczbę realnych miejsc pracy.
Jeśli są wykwalifikowani – sytuacja jest jeszcze bardziej wymowna. Wykwalifikowany specjalista potrzebuje wykwalifikowanego, zdolnego i finansowo silnego(!) pracodawcy z planami rozwoju biznesu. Aby te plany się zmaterializowały, pracodawca potrzebuje: wolnego kapitału obrotowego i inwestycji, zasobów do skalowania, dostępu do nowych rynków zbytu itp. Nic z tego nie jest dostępne w wystarczającej ilości w obecnych warunkach.
Pułapka fiskalna i regulacyjna
Biznes w Ukrainie działa w warunkach, które strukturalnie tłumią wszelki wzrost. Obciążenie podatkowe – które obejmuje jednolitą składkę na ubezpieczenie społeczne (ESV) w wysokości ponad 22% od wynagrodzeń – sprawia, że zatrudnienie w formie formalnej jest drogim przedsięwzięciem. Środowisko regulacyjne nie jest upraszczane pomimo deklaracji: kontrole, pozwolenia, odpowiedzialność bez klarownej jurysdykcji. System sądowy nie chroni praw inwestorów. Ograniczenia walutowe komplikują działalność gospodarczą za granicą.
W takich warunkach pytanie „ile osób powinniśmy przyciągnąć” jest wtórne. Główne pytanie brzmi: dlaczego biznes powinien ich w ogóle zatrudnić? Jeśli przedsiębiorca nie widzi możliwości skalowania działań, nie zwiększa zatrudnienia. Jeśli kredyt bankowy jest dostępny tylko pod stawkami 20% i wyższymi, a kapitał inwestycyjny z zagranicy nie napływa z powodu ryzyka związanego z wojną – nowa produkcja nie pojawia się. I żadna liczba migrantów nie zniweluje tego fundamentalnego niezrównoważenia.
Rynek konsumencki: skurcz bez końca
Paralelnie dzieje się proces, który makroekonomiści nazywają kompresją popytu krajowego. Indeks cen konsumpcyjnych rośnie. Rzeczywista siła nabywcza ludności maleje. Ludzie kupują mniej, kupują taniej i rzadziej. To uderza w przychody firm, które już obcinają koszty.
Standardową odpowiedzią na spadek konsumpcji krajowej jest wejście na rynki zewnętrzne. Jeśli ludzie nie kupują w domu, sprzedaj za granicą. Ale ta ścieżka również napotyka poważne przeszkody.
Po pierwsze, każde poważne rozszerzenie rynku zewnętrznego wymaga zasobów: budżetów marketingowych, rozwiązań logistycznych, certyfikacji, adaptacji produktu. W warunkach ograniczonych zasobów są to luksusy, których większość ukraińskich przedsiębiorstw nie może sobie pozwolić.
Po drugie, globalna architektura handlu uległa poważnym zmianom od powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu i ogłoszenia nowej polityki gospodarczej USA. Fala protekcjonizmu ogarnęła nie tylko Stany Zjednoczone – wywołała reakcję łańcuchową defensywnych działań w dziesiątkach krajów, które zawężają dostęp nowym uczestnikom rynku. W świecie globalnego protekcjonizmu znalezienie nowej niszy dla towarów ukraińskich byłoby trudne nawet w idealnych warunkach krajowych. W obecnych warunkach zadanie to staje się niemożliwe bez celowego wsparcia państwa – zwłaszcza w przypadku sektorów wysokich technologii, takich jak przemysł obronny.
Dlaczego rozwiązania ilościowe nie działają
Istnieje pewien rodzaj myślenia – nazwijmy to „optymizmem ilościowym” – według którego każdy problem można rozwiązać poprzez dodanie odpowiedniej ilości: ludzi, pieniędzy, czasu, technologii. Problem demograficzny? Przyciągnij ludzi. Deficyt budżetowy? Podwyższ podatki. Dysproporcja handlowa? Zwiększ eksport.
Problem z tym podejściem polega na tym, że pomija strukturalne warunki, w których te zmiany ilościowe mają wystąpić. Jeśli struktura nie może produktywnie absorbować nowych ludzi, ich obecność niczego nie zmieni. Jeśli podwyższenie podatków niszczy środowisko biznesowe, skutek fiskalny okazuje się mniejszy niż oczekiwano. Jeśli infrastruktura handlowa i zdolności marketingowe przedsiębiorstw nie są gotowe do ekspansji, zwiększona produkcja idzie „nikąd” – po prostu do magazynu.
Aktualna sytuacja Ukrainy to stosunkowo zrównoważony system – ale zrównoważony w kierunku powolnego skurczu. Recesja nie wybucha natychmiastowo; przesiąka przez system stopniowo: mniej inwestycji, mniej nowych przedsiębiorstw, mniej zatrudnienia w formie formalnej, mniej przychodów budżetowych, mniej usług publicznych, mniej siły nabywczej – i z powrotem. Bez zmiany warunków strukturalnych, ten trend ma swoją własną logikę wewnętrzną i punkt terminalny.
Co naprawdę może zadziałać
Wyjście nie jest pojedynczą decyzją w jednej dziedzinie. Wymaga to kompleksowej strategii, w której różne reformy wzmacniają się nawzajem, zamiast istnienia w równoległych biurokratycznych wszechświatach.
Służba cywilna i jakość decyzji rządowych. Jakość polityki gospodarczej jest określana przez jakość osób, które ją formułują i wdrażają. Bez rzeczywistej meritokratyzacji służby cywilnej, bez przyciągania kompetentnych profesjonalistów z rynku, bez systemu odpowiedzialności za efekty, każda strategia staje się pięknie opracowanym dokumentem.
Edukacja – długoterminowa inwestycja w zdolności produkcyjne. System edukacji nadal reprodukuje pracowników dla rynku pracy sprzed trzydziestu lat. Przebudowa programów nauczania wokół rzeczywistych potrzeb gospodarki to proces długotrwały, ale bez tego każde kolejne pokolenie wchodzi na rynek z umiejętnościami, na które nie ma popytu.
Deregulacja i rzeczywiste zmniejszenie obciążeń fiskalnych. Nie deklaratywne – ale mierzalne. Z konkretnymi wskaźnikami upraszczania rejestracji działalności gospodarczej, zmniejszania liczby kontroli i reformowania jednolitej składki na ubezpieczenie społeczne, aby zatrudnienie w formie formalnej było bardziej dostępne. Bez tego biznes nie będzie miał zachęty do zwiększania zatrudnienia, nawet gdy kwalifikowana siła robocza będzie dostępna. Ponadto warto starannie przemyśleć źródła finansowania zobowiązań socjalnych państwa i zharmonizować je z nową polityką podatkową.
Klimat inwestycyjny. Ochrona praw własności, niezależność sądów w sporach komercyjnych, przewidywalność środowiska regulacyjnego – to nie abstrakcyjne żądania międzynarodowych instytucji. Są to warunki wstępne, aby kapitał inwestycyjny uznał Ukrainę za opcję wartą uwzględnienia w planach rozwoju.
Ukraińskie środki protekcjonistyczne i wsparcie dla biznesu na rynkach zewnętrznych. Jeśli cały świat chroni swój rynek, Ukraina nie może być jedynym graczem, który wciąż przestrzega zasad wolnego handlu z lat 2010. Ukierunkowane wsparcie dla krajowego eksportu – subwencje, ubezpieczenie ryzyka, towarzyszenie dyplomatyczne porozumieniom handlowym, wspólne konsorcja do wejścia na nowe rynki – nie jest odstępstwem od zasad rynkowych, ale ich pragmatycznym zastosowaniem w warunkach asymetrycznej konkurencji.
Zamiast podsumowania
Pytanie „ile osób potrzebujemy” jest pytaniem drugiego rzędu. Pierwszorzędne pytanie brzmi: jakiego rodzaju gospodarkę budujemy i czy ma ona miejsce dla produktywnej pracy?
Migranci pracujący mogą stać się zasobem – ale tylko wtedy, gdy system jest gotowy do ich skutecznego wykorzystania. Dopóki środowisko regulacyjne tłumi biznes, dopóki obciążenie fiskalne czyni zatrudnienie w formie formalnej drogim, dopóki brakuje kapitału inwestycyjnego na tworzenie nowej produkcji – nowe osoby dodają nie produktywności, lecz obciążenie.
Demografia jest objawem, a nie chorobą. Leczenie objawu, pozostawiając bez dotknięcia przyczyny, jest luksusem, którego Ukraina w swoim obecnym stanie nie może sobie pozwolić.







