W trakcie rosyjsko-azerskich rozmów na terenie Zagulba State Residence w Baku, Azerbejdżanie, 19 sierpnia 2024 r. (Contributor/Getty Images)
Igor Bagnyuk, pułkownik rosyjskiej armii, nie jest znaną postacią.
Jego praca, w słabo nazwanym Głównym Centrum Obliczeniowym Sztabu Generalnego, nie obejmuje pociągania za spust czy torturowania więźniów, a jedynie programowanie tras lotu rakiet z głowicami bojowymi, które godzinę później uderzają w szpitale, szkoły lub bloki mieszkalne na Ukrainie.
Według wszystkich doniesień Bagnyuk jest dobry w swojej pracy. Prezydent Rosji przyznał mu medal.
Kiedy dzieci w Europie i Ameryce spędzały poniedziałek wielkanocny na łowieniu jajek i słodyczy, inny posłuszny, a być może chętny, urzędnik nacisnął guzik w nieujawnionej lokalizacji i zabrał życie dwuletniej dziewczynce, Hannie, i jej matce, Darii Sapun, gdy rosyjskie rakiety i drony zabójcze spadały na Odessę.
Banalność zła – fraza ukuła Hanna Arendt, która przed sześćdziesiąt lat stawała na czele procesu Adolfa Eichmanna – jest w pełni widoczna. Nie żyje ona tylko w Bagnyuku – zabójcy zdalnego sterowania – lecz także w jego naczelnym zwierzchniku, Władimirze Putinie.
Pisanie Arendt zaprzecza nam moralnemu pocieszeniu, że można obciążyć wszystko na jednego złoczyńcę. Zagrożenie wynika z ustroju, który produkuje i normalizuje przemoc. Codzienność Eichmannów i Bagnyuków jest wystarczająco przerażająca. Jeszcze bardziej przerażająca jest trująca, przychylne kulturze, która ich wyprodukowała – i społeczeństwu jako całościowe, które zarówno nazistowskie Niemcy, jak i dzisiejsza Rosja narzucają, aby usprawiedliwić to, co robią.
Arendt zidentyfikowała mechanizm władzy, który definiował rządy Moskwy przez wieki i ponownie jest widoczny w wojnie Rosji przeciwko Ukrainie.
Nie ma wątpliwości, że Władimir Putin jest złym człowiekiem. Ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za morderstwo cywilów ukraińskich, w tym dzieci. Jednak nie jest wyjątkiem. Ostatni zbrodniarz wojenny Rosji to przewidywalny wynik imperialnego systemu, który przez wieki reprodukował władzców tego typu z niezwykłą konsekwencją.
Przyjrzyjmy się dowodom.
Iwan Groźny (1547–1584) stworzył pierwszą tajną policję Rosji, opriczninę, aby podporządkować szlachców. Iwan prowadził wojny podbojowe w obronie Świętej Rusi. Nie miał wątpliwości, że brutalizacja własnego narodu to ścieżka do „wielkości”. Putin chwalił Iwana jako „gromadzącego ziemie rosyjskie”, nigdy nie wspominając o tym, że te ziemie należały do innych ludów – Tatarów, Marów – których Moskwa natychmiast przesiedliła, zamordowała, głodziła lub zaciągnęła na kolejną wojnę.
Piotr Wielki (1682–1725) spojrzał na zachód, polubił to, co zobaczył, i zajął się unowocześnianiem swojego zacofanego imperium – na kościach chłopów. Rozpoczął Wielką Wojnę Północną, aby potwierdzić miejsce Rosji wśród potęg, finansując swoje ambicje z zysków z rozszerzającego się handlu. W czerwcu 2022 r. Putin porównał swoją inwazję na Ukrainę bezpośrednio do podbojów Piotra. „Również odzyskujemy swoje własne,” — zdanie tak banalne, jak kłamliwe.
Nikołaj I (1825–1855) cenzurował wszystko, tłumił mniejszości, założył Trzeci Departament – prekursora KGB – i rozpoczął wojnę krymską w poszukiwaniu hegemonii regionalnej, którą uważał za swoje przywilej. Zachód nazywał go „gendarmem Europy” i fantazjował na temat nie do pokonania rosyjskiego wojska. Nikołaj przegrał, zdrowo, i umarł, obserwując, jak zapał, na którym budował swoją moc, rozpadł się w Sewastopolu. Moskwa była lepsza w zaaferowaniu strachem, niż w wygrywaniu wojen – co dalej po dziś dzień pomijają przywódcy zachodni.
Nikołaj II (1894–1917) odziedziczył niezwykłą boom ekonomiczny i zaprzepaścił go wojną rosyjsko-japońską. Wojną, którą Kreml zdecydowanie przegrał. Następnie Nikołaj II poprowadził imperium do pierwszej wojny światowej z tą samą błędną pewnością siebie, tłumiąc sprzeciw i siłowo rusyfikując mniejszości nawet bardziej niż jego poprzednicy.
Joseph Stalin (1924–1953) jest najbardziej pouczającym przykładem dla tych, którzy skuszani dzisiejszą retoryką zastanawiają się nad ugięciem się przed Moskwą. W 1939 r. sojusznicy mieli nadzieję przyciągnąć Stalina do antyhitlerowskiej koalicji. Zamiast tego podpisał on tajny pakt z innym architektem kolonialnej drapieżności, aby podzielić się Europą Wschodnią – anektując państwa bałtyckie, atakując Polskę od wschodu, podczas gdy nazistowskie Niemcy atakowały od zachodu.
Kiedy sojusznicy przybyli na ratunek radzieckiej Rosji po tym, jak Hitler zdradził swojego kompana w 1941 r., Kreml przyjął pomoc i zwrócił się przeciwko dłoni, która go karmiła. Stalin pędził swoje armie do Berlina nie po to, by przyspieszyć zwycięstwo wolności nad tyranizmem, lecz by sadzić flagi sowieckie w krajach innych ludzi.
Żelazna kurtyna i wyścig zbrojeń jądrowych były tym, co zachodnie kraje otrzymały na znak wdzięczności za zaufanie do Moskwy. Ci, którzy dzisiaj namawiają do ustępstw wobec Putina, aby oderwać go od objęcia przez Pekin, powinni zastanowić się nad tą historią.
Opiewany na szczytach G8 i chwalony za pochowanie przeszłości sowieckiej, nawet Boris Jelcyn rozpoczął dziką wojnę w Czeczenii, oddał bogactwa Rosji lojalnym oligarchom i wybrał swojego następcę spośród czekistów, aby zapewnić sobie nietykalność. Interesy zwykłych Rosjan i marzenia o wolności nie miały znaczenia. Jelcyn był bardziej Putinem niż nie był.
Aby utrzymać podporządkowanie w kraju, Iwanowie, Piotrowie i Władimirowie zastraszyli swoich sąsiadów i sięgali po maksymalne zastosowanie przemocy w każdym przypadku. Podbój to waluta legitymacji wewnętrznej.
Nikt, kto zasiada na tronie Kremla, nie wydałby majątku na ludność rosyjską. Skłóciłoby to system wyzysku skupiony wokół Moskwy, który odżywia się na swoich wewnętrznych koloniach.
Decydenci Zachodu muszą wreszcie zrozumieć: Putin nie jest geniuszem strategicznym, grającym w szachy trójwymiarowe. To dziedzictwo, przywilej i obowiązek prowadzenia imperialnych wojen i podporządkowywania się ludziom w kręgu moskiewskim. Tak jak było dla każdego władcy przed nim.
Nie odkrywa się odmiennego Rosji lub nie uwalnia. Istnieje tylko ta Rosja. Matryoszka tej samej maszynerii ucisku pod innym szyldem: carskie imperium, ZSRR, więzienie narodów, Federacja Rosyjska – trwająca na swojej ścieżce przez pięć wieków. Pierwszym krokiem do konfrontacji z agresją ze strony Kremla jest przestanie się zaskakiwać nią.
Tribunał zbrodni wojennych dla sprawców i dziesięciolecia rozliczeń dla społeczeństwa, które nabrało kłamstw, cieszyło się wojną w najgorszym przypadku i wybrało obojętność w najlepszym, to jedyny znany antidotum na banalność zła.
Bagnyuk, Putin i Rosja mogliby skorzystać z obydwu.
Uwaga redakcji: Opinie wyrażone w sekcji op-ed są autorów i nie twierdzą, że odzwierciedlają poglądy Kyiv Independent.


