W Wigilię Wielkanocną dziewczyna we wszytym haftowanym garniturze przeszła przez żywy most z połączonych ramion na dziedzińcu Sofii Kijowskiej, a most przed nią ciągle się odtwarzał, aby mogła kontynuować chodzenie. Taniec ten nosi nazwę Verbova doshchechka—deseczka z wierzby—i pochodzi z wiosek, które zachowały kosmiczną logikę: dziecko idzie po moście, most to wiosna, most to powrót słońca, most to życie, które odnawia się, a chodzenie jest sposobem na odtworzenie odnowy.
[Niezwykłe rytuały świąteczne obok katedry św. Zofii w Kijowie, 12 kwietnia 2026 r. Foto: Muzeum Ivana Honchara]
Nikt na dziedzińcu w poniedziałek nie tłumaczył tłumowi niczego, co się tam działo. Rytuał sam się objaśniał. Wzięło w nim udział pięć tysięcy osób, z których większość miała mniej niż trzydzieści lat.
Nic z tego nie powinno istnieć. Powinno być zniszczone najpierw, gdy kościół próbował zakazać pogańskich zwyczajów, a potem, gdy ateizm sowiecki próbował zakazać kościołowi. Przeżyło oba, i dzisiaj służy zarówno odrodzeniu religijnemu, jak i narodowemu.
Był to trzeci rok tańców. Pierwszego roku uczestniczyło w nich mniejsze grono osób, a projekt badawczy, który rozpoczęły Muzeum Ivana Honchara i Narodowy Rezerwat Sofii Kijowskiej, opierał się na archiwalnych nagraniach i garstce młodzieżowych zespołów ludowych.
W tym wiosennym czasie projekt przeszkolił około 300 osób, aby wykonali materiał—nie jako koncert, ale jako doświadczenie życiowe—i przyciągnął publiczność liczącą około 5 tysięcy osób, głównie młodych, głównie z Kijowa, wielu z nich studentów Akademii Kijowsko-Mohylańskiej i Uniwersytetu Szewczenki oraz uczelni artystycznych, którymi organizatorzy spędzili miesiące odwiedzając.
Jest powód, dla którego organizatorzy chcieli, aby wyglądało to w ten sposób, a nie jak festiwal ludowy. Festiwale folklorystyczne to spektakle. To, co próbowano ożywić, to uczestnictwo. Vesnianky, wiosenne pieśni, nigdy nie były materiałem scenicznym we wsiach, z których pochodzą. To, co robiły młode osoby przez trzy dni Wielkanocy—niedzielę, poniedziałek, wtorek—było spotykaniem się, łączeniem parami, błogosławieniem małżeństw, znakowaniem zmiany pór roku.
W jednej wiosce etnografowie nagraliby pięćdziesiąt różnych wersji. Pieśni były technologią bycia dwudziestolatkiem w konkretnym miejscu w konkretnym kwietniu.
[Rytuał błogosławieństwa par planujących zawarcie małżeństwa]
Wśród tego, co było odtwarzane w tym roku, był rytuał zapisany we wsi Roskoshivka w obwodzie winnickim: śpiewanie nad młodymi parami, które planują w ciągu roku wziąć ślub. Do podwórza Sofii w poniedziałek przyszło dziewięć par, stanęło na środku koła, gdy tancerze śpiewali nad nimi.
Pieśni nazywają parę, opisują intencje, wymieniają rok.
To nie jest ślub. To publiczne błogosławieństwo pragnienia. Logika etnograficzna mówi, że wiosna to czas na parowanie, i społeczność śpiewa o tym, nim ktokolwiek podpisze cokolwiek.
[Gałązki wierzby na kole z kolorowymi wstążkami są starsze od tego wszystkiego, starsze niż Chrześcijaństwo na tych terenach. Koło to słońce. Wstążki to promienie. Koło przenoszone jest przez wiosenny cykl świąt trwający od pierwszego topnienia śniegu przez Zielone Świątki.]
To, że wciąż można to zobaczyć w 2026 r. na dziedzińcu pięćdziesiąt metrów od katedry założonej w 1037 r., jest konkretnym dowodem na to, co sowieci nie zdołali zakończyć.
[Tłumaczenia, kontekst i fakty sprawdzone]




