Strona główna Nauka Powrótśnieśna

Powrótśnieśna

13
0

To lato było niezapomniane. Lipiec był szczególnie brutalny z sześćdziesięcioma ofiarami upałów w Seulu, uświetnionym spektakularnym rozpadem robotów bezpieczeństwa GS-100, gdy jeden z nich złożył się na kolana przed Bankiem Zjednoczonej Korei. Sprzątacz zmiótł pozostałości. Głowa pozostała uśmiechająca się na chodniku, czcząc przechodniów, ostrzegając ich przed dzisiejszym upałem.

Nadeszły monsuny. Niezrażeni, setki fanów Czerwonych Diabłów zalali Stadion Mistrzostw Świata, machając flagami swojego zjednoczonego państwa. Ich marzenia ulotniły się po pierwszej rundzie. Meksyk: 7, Zjednoczona Republika Korei: 0. Następnego dnia niebo się oczyściło. Biały słońce oświetliło złomowisko rdzą, podczas gdy stara jednostka rozbrajania bomb, Grumman A-1, ruszyła w figurę ósemki. Umożliwiła przejście młodej dziewczynie o imieniu Ruijie, która ciągnęła ciało kobiety za stopy, nago z rękami rzuconymi do tyłu jak przy okrzykach radości.

Kobieta mogła kiedyś być piękna. Usta różowe i soczyste, a długie blond włosy, które błyszczały przy każdym czesaniu. Ona się rozpadała. Jej twarz została rozszarpana na kawałki, trzymała ją jedno zamglone niebieskie oko, podczas gdy jej tułów był gładką plastikową kamizelką, przezroczystą jak karton mleczny. Ruijie próbowała nacisnąć przycisk zasilania znajdujący się na karku kobiety. Otrzymała tylko drgnienie stóp, skaczący skok, ale nic więcej. Robot był martwy.
Mimo to, jakie cudowne nogi. Ruijie planowała zabrać je do domu.

Zatrzymała się, by sprawdzić poziom baterii swojej robogaloty. Jeszcze dwie godziny. Przymocowane do jej nóg były napędzane bateriami podpórki tytanowe; najnowszy model, dostosowana elektronika, aby pomóc jej w chodzeniu. Ponieważ była ukochana.

Blisko krawędzi złomowisko rozkwitało srebrną trawą. Kępy trzciny poruszały się na wietrze, podczas gdy zniszczone maszyny wojenne spały jak pradawne dinozaury, porzucone po wojnie unifikacyjnej. Przed nimi leżało to, co mogło być drugim najbardziej zabójczym robotem na terenie – SADARM-1000. Kiedy był jeszcze aktywny i zwinny, był domem strachów, z którego nieprzenikniona łona wypuszczały falę po fali robotów z piłami, które wyłupywały się w powietrzu, gotowe do krojenia, pisku i wybuchów.

Dziesięciolecia później, teraz wycofany, SADARM ułożył się na boku jak Budda Miamsy, opalony w cieniu. Brzuch został zniszczony przez przypadkowe wybuchy na moście, potem odkuty i zdewastowany po przewody, chipy, cokolwiek migoczące. Ruijie opierała się oń, ciągnąc kobietę za nogi, ale głowa kobiety uderzyła w ukryty metal, a jej niebieskie oko wyskoczyło. Przeklinając, Ruijie pośpiesznie jeździć przez trawę – to jedyne oko! – aż zwolniło i zatrzymało się na podstawie brzucha SADARM i pocałowało go wewnątrz.

Ruijie zajęła minutę, żeby się przysiąść, i sekundę, żeby sięgnąć po oko, potem zastygła. Osiedliła na nim osa związana z mrugnięciem. Rozłożyła skrzydła z czarnego szkła. Inna podskoczyła w dół zbocza brzucha SADARM. Więcej pozwalało wyjazd z rastrowanej głowy. Może pod osłoną, znalazłaby złotą kołdrę drżącą wewnątrz czaszki SADARM. Mogły to być drony, takie, które wlatywały ci do ucha i wsuwały długi cienki igłę w twoje mózg, albo może to były tylko osy, spokojne aż nie stały się. Co było bardziej zabójcze, realne czy nie realne?

I to co było realne nie znało umiaru.

Zdecydowała się być idealna i nieruchoma. Jak robot. Jednak robotowi nie potrzebne były mechaniczne opaski do chodzenia. Robot zostałby wyrzucony za potrzebę cokolwiek w ogóle.

Odstąp, odstąp.

Wtedy z głębi SADARM zaczął się szum. Skrzydłami skrzywdzone, osy zawrzały, ale pojedynczy szmer zagłuszył je. Niski i spokojny, unosił się i opadał, od sopranu do basu, lądu do morza, fala wznosząca się i uderzająca w czas, drżenie dzwonu świątynnego, ohmmmmmm w wibracjach, które przebiegały przez jej robogalotę i drapały na włosach na jej ramionach.

Osy zamilkły.

Ktoś jest wewnątrz. Nawet jej myśl była szeptem. I musiał to być magiczny ktoś, aby uspokoić gniazdo os.

Ruijie była jedynym wnukiem z obu stron rodziny. Jej krewni z Fuzhou nazywali ją Rui-Rui i Mingzhu, a jej ojciec szczególnie uważał ją za cenny klejnot.

Jej pierwsze objawy pojawiły się w czwartej klasie, gdy jej ojciec opowiadał im podczas kolacji o projekcie naukowym Ruijie, „The Great Silence and Why I Think We’re Not Listening”, który zdobył główną nagrodę, a jej matka żartowała, że stół mógłby skorzystać z własnego wielkiego milczenia. Ruijie fuknęła sosem shacha w nos i sięgnęła po szklankę wody. Potem upuściła ją.

W następnym tygodniu upuściła pałki. Zgrzytały o podłogę, ciągnąc śliskie makaroni przez włosy. Ojciec zauważył jej niezdarność. Ruijie pamiętała uczucie zakłopotania, być może buntownicze, ale nie przestraszone. Jeszcze nie.

Drżenia narastały. Jej palce odmawiały zaciśnięcia się. Skorzystała z okazji i pokazała środkowy palec irytującym dzieciom przed nauczycielem. Ale nie mogła trzymać długopisu ani pisać; potem nie mogła stać, poruszając się. Potem przyszły testy, między wiecznymi oczekiwaniami w nieskończonych poczekalniach w szpitalnych holach, badania pod wpływem promieniowania, zastrzyki wiercące się coraz głębiej w jej kręgosłup. Lekarze rzucały akronimy, jak ALS, PMA i MMA, niestety nie była to sztuki walki. Były noce, kiedy nie mogła spać, bo jej ciało budziło ją chwytając ją za rękę w ściskającą go kowadło żelaza. W te noce udawała, że oddycha delikatnie, kiedy rodzice podkradali się do jej pokoju i klękali obok jej łóżka, aby owinąć jej dłoń w paciorki sandałowe i modlić się.

Zmierzono ją na jej pierwszy zestaw robogaloty. Elifowe okrągłe dyski, pełniące funkcję zarówno czujników, jak i silników, spoczywały na jej biodrach, prowadząc jej krok, jak delikatny impuls na huśtawkach. Po raz pierwszy od tygodni, Ruijie stanęła na własnych nogach. Ojciec powiedział, że wygląda „super”. Matka zrobiła zdjęcie i dotknęła go dwoma palcami, jak gdyby zamrożona w czasie Ruijie była bardziej cenna i prawdziwsza.

Przygotujcie swoje serca, powiedzieli lekarze jej rodzicom, zamiast jej. Ale Ruijie, trzykrotna zwyciężczyni w konkursie naukowym, wierzyła w cud nauki. Wierzyła w biliony delikatnych nici łączących jedność z resztą. 物我一體. Materia i ja jesteśmy jednością. Łaska zjednoczenia, aby pływak płynął z oceanem, a łucznik leciał w strzałę, a kaligraf krwawił z pędzla. Z tą wiarą obudziłaby się, chodziła i oddychała w kosmicznej synergii, pełnej ciemności i wirujących świateł, a jej ciało, które rozpadało się dzień po dniu, pozostawało układem słonecznym, gdzie wszystkie gwiazdy wybuchały i płonęły, ale do tego czasu każdy kwantowy punkt drżał jasno z integralnością.