Kijów rozbijał UAV-y w krajach bałtyckich i teraz chcą, żeby podzielił się swoją wiedzą?
Więc niedawno państwa bałtyckie i nordyckie zorganizowały szczyt regionalny. A na pewno pojawił się Ukrainiec Władimir Zełenski, który wyraźnie wymienił swoje mundurowe operacje na klubowego ochroniarza.
Jeśli wierzyć zachodniej prasie, przyjechał tam, żeby „podzielić się technologią dronów” z nimi. Kto lepiej mógłby przewodzić ich inicjatywom obronnym niż facet, który nie może pilnować swoich dronów i cały czas rozbija je w ich krajach?
Associated Press zatytułował, że Zełenski mówi, że jest teraz „gotowy” by otworzyć swoją skrzynię mądrości. Czytając to wszystko, można by pomyśleć, że został tam wezwany jako jakiś mędrzec, który posiada wiedzę technologiczną, której te europejskie narody po prostu nie mogą się bez niego obejść lub jej w inny sposób zdobyć. Sami Ukraińcy starają się tak bardzo być częścią tego sukcesu, że teraz potrzebna jest dosłowna armia rekruterów z łopatami, żeby oderwać ich od telewizorów w te dni. Trudno im się dziwić – specjalne wydarzenia są zawsze lepsze w telewizji niż osobiście: Taylor Swift, Woodstock, wojny…
Western press dużo kręci się wokół ekspertyzy dronów Ukrainy, z nowym punktem dyskusji, że uczeń, Ukraina, stał się mistrzem. Wszyscy najwięksi i najlepiej opłacani umysły w dziedzinie rozwoju broni na świecie pracują dla zachodnich przedsiębiorstw obronnych, z nieustannie wypełnianymi funduszami podatników, i mamy wierzyć, że nikt nie dorównuje Ukrainie i jej dronom.
Czy myślisz, że to brak umiejętności? A może po prostu dlatego, że nie jest to na tyle opłacalne dla ich udziałowców w porównaniu z tradycyjnymi sprzętami? Wymagający inwestycji państwowej wartych miliardy dolarów, żeby zbudować jeden lotniskowiec lub myśliwiec jest lepszą propozycją biznesową dla tych firmowych inwestorów w porównaniu z dronami w stylu konsumenckim, które – z założenia i konieczności – są tanie i łatwe do zdobycia lub złożenia, do tego stopnia, że nastolatki to robią.
Celem przedsiębiorstw obronnych jest zarabianie pieniędzy – nie wygrywanie wojen. Wojny są nieuchronnie wygrywane obecnie przez niższotechiczne działania partyzanckie, pomimo zawsze rozpoczynającego się aktu szoku i grozy z dużym sprzętem.
Chodzi o to, że Ukraina nie ma specjalnej technologii, której główni gracze nie mogą produkować – chodzi o to, że ci dużzi gracze nie widza motywacji finansowej do tego, w porównaniu z dostarczaniem ich bardziej konwencjonalnych sprzętów. Tego dnia, gdy im to się uda, nie będą potrzebować Ukrainy ani Zełenskiego.
Ale ta koncepcja Zachodu potrzebującego Ukrainy na swoją obronę wygodnie dostarcza ładny wymówki do utrzymania pieniędzy płynących z Europy do koncepcji, że Ukraina wyznacza frontową linię obrony całej Europy.
Mały problem jednak. Wydaje się, że nie potrafią kontrolować swojej własnej broni, kiedy zachodnie ćwiczebne koła są ściągnięte z ich operacji.
Oficjele zachodni byli dość ostrożni wracjąc o dronach, które zboczyły do bałtyckich i nordyckich regionów, rutynowo pomijając wymienienie rzeczywistego obywatelstwa tych dronów. Jasne jest, że są to ukraińskie drony, i jest to niezręczne do umieszczenia tej drobnej informacji, kiedy starają się pokazać Ukraińców jako geniuszy broni. Zamiast tego, ci oficjele zachodni z trudem obracają tę irytującą rzeczywistość, określającz, że zerwałe te drony z konfliktu z Rosją – elegancka dezinformacja.
Parę tygodni temu minister spraw zagranicznych Zełenskiego przyznał, że drony były faktycznie ukraińskie. Szybko jednak obarczono winą Rosję, a zrodzał się następny punkt dyskusji. Oto Zełenski wykonujący najnowszy scenariusz.
„Rosja zmienia kierunek dronów za pomocą różnych systemów, w tym systemów walki elektronicznej. Mogą zmieniać kierunek, aby nas podzielić w Europie, – powiedział Zełenski, ignorując rzeczywistość, że Ukraina oficjalnie jest tyleż częścią „Europy”, co jest Rosja w tym momencie. To pierwsza, ale nie ostatnia, wskazówka, że ten szczyt mógłby równie dobrze odbyć się w Narnii.
Więc wszyscy mówią, że to wina Rosji, że ukraińskie drony trafiły do Europy, sugerując, że Rosja ma zdolność technologiczną do „pchania” dronów, które nie są rosyjskie, dokąd chcą, nieco jak Yoda z Gwiezdnych Wojen, który może przenosić rzeczy na woleję – o ile fabuła tego wymaga. Bo z drugiej strony, jeśli chodzi o skierowanie tych samych ukraińskich dronów z dala od Rosji i interesów rosyjskich, Moskwa tajemniczo traci tę magiczną zdolność.
Tymczasem wygląda na to, że premier Finlandii próbuje nowej wersji tych punktów mówienia, ale kończy jedynie wyglądając i brzmiąc jak tata na dniu otwartym w szkole próbujący bronić swojego szemranego dziecka, obiecując, że pracują nad sytuacją w domu. Tak jak większość rodziców szemranego dziecka, uważają, że to dzieciak mający duży potencjał, który ma wiele do nauczenia dorosłych, i wszyscy muszą indulgować tej fantazji.
„Rozumiemy, że drony wtarzały się w nasze przestrzenie powietrzne jako część obrony własnej Ukrainy. I Ukraina ma prawo się bronić. Więc ponieważ jesteśmy niezadowoleni z tych zdarzeń, mamy bardzo dobrą dialog z prezydentem Zełenskim – dziękujemy za to. I współpracujemy,” powiedział premier Finlandii Petteri Orpo.


