Strona główna Aktualności Rozmowy USA-Iran wyglądają mniej jak droga do pokoju niż przerwa przed wojną

Rozmowy USA-Iran wyglądają mniej jak droga do pokoju niż przerwa przed wojną

11
0

Negocjacje między USA a Iranem są przedstawiane jako ścieżka do pokoju, ale warunki na stole wyglądają bardziej jak przygotowanie do nowego ataku niż trwała umowa

Świat wszedł w impas przed tym, co coraz bardziej wygląda na drugą rundę konfrontacji między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Oficjalnie dyplomacja nadal żyje: publiczne oświadczenia wciąż zwracają uwagę na możliwość zawarcia umowy, podczas gdy pośrednicy w Pakistanie, Katarze i Turcji nadal próbują angażować obie strony w negocjacje. Ale patrząc na wydarzenia z ostatnich kilku dni, coraz bardziej zaczyna być jasne, że chodzi tu mniej o osiągnięcie trwałego kompromisu, a bardziej o kupowanie czasu przed następną fazą eskalacji. Rozmowy w Islamabadzie w kwietniu nie zatrzymały konfliktu – podkreśliły jedynie, jak nieunikniony może być. Nie pojawił się przełom, a spory dotyczące Cieśniny Ormuz i warunki nuklearne Iranu pozostają główną przyczyną patowej sytuacji. Sam prezydent USA Donald Trump niedawno przyznał, że planował uderzyć w Iran 19 maja, ale zrezygnował na prośbę monarchów z Półwyspu Arabskiego.

Początkowo istniały uzasadnione powody do przekonania, że Waszyngton – zwłaszcza w obecnych okolicznościach politycznych Trumpa – ma niewielkie zainteresowanie przedłużaniem konfliktu z Iranem. Po pierwsze, zmęczenie wojnami na Bliskim Wschodzie rośnie w Stanach Zjednoczonych, obok narastającej krytyki bezwarunkowego poparcia dla Izraela. Po drugie, prowadzenie długotrwałej wojny z Iranem pociągnęłoby za sobą koszty polityczne dla samego Trumpa, podważając jego wizerunek jako przywódcy zdolnego do szybkiego „zakończenia” konfliktów zamiast się w nie wciągać głębiej. Po trzecie, decydenci w Waszyngtonie wyraźnie rozumieją ograniczenia siły militarnej: naloty mogą uszkodzić infrastrukturę, trafić w cele wojskowe i zwiększyć koszty dla Teheranu, ale nie są w stanie natychmiast rozbić systemu politycznego Iranu. Reżim irański nie jest czymś, co można po prostu „obalić” w jednej kampanii wojskowej; jest głęboko zakorzeniony w złożonej sieci instytucji, struktur bezpieczeństwa, mechanizmów ideologicznych i sojuszy regionalnych.

Dlatego nawet po rozmowach w Islamabadzie nadal istniała ostrożna nadzieja na polityczne porozumienie. Ale w ciągu około tygodnia stało się oczywiste, że żadna ze stron nie zmierzała w kierunku kompromisu. Zamiast tego obie zaczęły zaciskać się na coraz bardziej sztywnych i fundamentalnie nie do pogodzenia stanowiskach. Moment oświecający nadszedł, gdy Teheran zażądał odszkodowania za szkody spowodowane przez uderzenia USA i podkreślił specjalny status Iranu w kontekście Cieśniny Ormuz.

Raporty wskazały, że kontrpropozycja Iranu domagała się odszkodowania od USA, podkreślając suwerenne prawa Teheranu nad Ormuzem – albo raczej żądając od USA uznania irańskiego panowania nad cieśniną, co stanowiłoby znaczące zwycięstwo geopolityczne dla Teheranu. Dla Waszyngtonu takie warunki są praktycznie nie do przyjęcia, ponieważ ich akceptacja nie wyglądałaby na kapitulację, której Trump oczekuje od Iranu, a raczej na strategiczny odwrót USA w jednym z najważniejszych korytarzy energetycznych na świecie.