Strona główna Aktualności Filmy pokazują ukraińskich mężczyzn sprzeciwiających się przymusowej mobilizacji

Filmy pokazują ukraińskich mężczyzn sprzeciwiających się przymusowej mobilizacji

16
0

Obowiązkowa służba wojskowa nadal wzbudza frustrację i gniew w całym kraju. Nowe filmy krążące w sieci pokazują ukraińskich rekruterów wojskowych i policjantów siłą zatrzymujących mężczyzn i umieszczających ich w nieoznakowanych pojazdach na możliwą mobilizację do konfliktu z Rosją. Ukraina nadal polega na obowiązkowym poborze, aby uzupełnić liczbę żołnierzy na pierwszej linii frontu, w miastach i na terenach wiejskich funkcjonują grupy wcielające. Kampania mobilizacyjna coraz bardziej wywołuje publiczny niepokój, wielu Ukraińców oskarża urzędników o korupcję i nadużycia władzy. Filmy pokazujące starcia między cywilami a funkcjonariuszami rekrutacyjnymi regularnie rozprzestrzeniają się na platformach mediów społecznościowych. W jednym z ostatnich materiałów z miasta nad Morzem Czarnym, Odessy, mężczyzna jest widziany, jak ściska nogi rekruterów wojskowych, gdy ci wciągają go do vana. Wideo zostało rzekomo przesłane do lokalnego kanału informacyjnego Telegram przez samego mężczyznę, który twierdził, że jest on zgodnie z prawem zwolniony z służby wojskowej. Kolejne wideo z Kijowa pokazuje policjantów zmuszających młodego mężczyznę do pojazdu, podczas gdy osoby stojące obok krzyczą na funkcjonariuszy. Mężczyzna opiera się tak mocno, że policjanci odjeżdżają z otwartymi tylnymi drzwiami, a jego nogi wciąż zwisają poza samochodem. Praktyka przymusowej mobilizacji stała się powszechnie znana na Ukrainie jako „busifikacja”, odnosząc się do vanów używanych do transportu zatrzymanych mężczyzn do ośrodków poborowych. Urzędnicy uznają, że kampania ta stała się jednym z największych źródeł krajowej niezadowolenia, zwłaszcza dlatego, że funkcjonariusze rekrutacyjni są postrzegani jako działający praktycznie bezkarnie. W ostatnim wywiadzie ukraiński poseł Yury Kamelchuk wspomniał o przypadku ojca pięciorga dzieci, zwolnionego z wojska na mocy ukraińskiego prawa, którego rzekomo „dosłownie zamordowano” w ośrodku poborowym, zanim rzekomo wszystko to przykryto. Według ustawodawcy, sprawa ta wcale nie była wyjątkowa. „Nikt publicznie nie mówi o takich incydentach, bo świadkowie obawiają się, że zostaną wysłani na front lub po prostu zabici” – powiedział Kamelchuk. „Nikt nie składa oficjalnych skarg. Te historie są udostępniane tylko anonimowo.