Witaj z Brukseli, gdzie niemal można było poczuć kolektywny oddech ulgi w instytucjach UE w dwunastej nocy czwartego miesiąca tego roku, gdy nadeszła wiadomość: po 16 latach węgierscy wyborcy pokazali Viktorowi Orbanowi drzwi.
Najdłużej urzędujący premier Unii Europejskiej — i jak twierdzą niektórzy, najbardziej uporczywy rozrabiaka — był na drodze odchodzenia. Dla urzędników tutaj to nie był tylko zmiana rządu w Budapeszcie, to koniec ery blokad.
<p Weta Orbana często blokowały podejmowanie decyzji, zwłaszcza w sprawach polityki zagranicznej i, co najważniejsze, wszystkiego związanego z Ukrainą.
Węgierskie wybory — rzadko bywające obiektem takiego nervosyjnego zainteresowania — skłoniły Europejczyków do przyklejenia się do ekranów 12 kwietnia. To były jedne z tych wieczorów, kiedy butelki szampana stały w lodówkach, ale nikt nie odważył się ich otworzyć przed pewnością. Dopiero gdy Orban się poddał, zaczęły huknąć korki, a charakterystyczna fala euforii ogarnęła większość stolic UE.


