Strona główna Aktualności Dlaczego dziwni mężczyźni próbują umieszczać penisy na potężnych kobietach

Dlaczego dziwni mężczyźni próbują umieszczać penisy na potężnych kobietach

20
0

Dziwne „audyty płci” takie jak ten dotyczący Michelle Obamy mówią mniej o kobietach niż o mężczyznach, którzy używają anatomii do kontroli statusu i władzy. Co stoi za wszystkimi tymi performatywnymi klaunami, którzy obsesyjnie zastanawiają się nad płcią oczywistych kobiet? Kim są ci amatorscy ginekolodzy, przeprowadzający spekulacyjne kontrole anatomii znanych kobiet? Na pewno nie są tacy, jak ich sami się postrzegają.

W najnowszym przypadku grupa facetów posmarowała się olejem, wcisnęła w sobie ciasne getry, i spotkała się na trawniku Białego Domu, żeby świętować urodziny Ameryki i jej obecnego prezydenta poprzez szarpanie i kopanie się nawzajem w stanie quasi-nagości. W pewnym momencie jeden z uczestników – ten sam, który podczas ważenia na swój wieczór czerpania korzyści pluł sobie na siebie jak dziecko, któremu mama właśnie nakarmiła kaszkę – nagle poczuł potrzebę wykorzystania swojego wielkiego momentu na krajowej scenie, żeby wykrzyczeć, że była pierwsza dama, Michelle Obama, to mężczyzna.

W kulturze, gdzie męskość jest zarówno strojem, jak i walutą, zawsze jest rynek dla głośniejszych deklaracji. Dlaczego ktoś tak obsesyjny na punkcie wrażeń z męskości, do tego stopnia, że zrobił karierę z potwierdzania płci od mężczyzny do mężczyzny, miałby coś jeszcze na myśli? Manosfera to ciągłe audyty, by sprawdzić, kto jest 'wystarczająco mężczyzna’, przeprowadzane przez mężczyzn z wiecznym lękiem przed degradacją.

Bo bycie mężczyzną nie może być tylko neutralną działalnością. Musi być sygnałem cnoty, wykrzyczanym w mikrofony i najlepiej zmonetyzowanym. Szczególnie w tej epoce wszechobecnego przebierania się i transeksualizmu, gdzie facet nawet jest w stanie wrobić innego w to, że jest kobietą, a ducha czasów wypełniają również kobiety, które przekształciły się w mężczyzn.

Ale nie da się oszukać manosfery! Oni bronią przed wkradaniem się i kontrolują nawet najbardziej oczywiste przypadki. Są to strażnicy w sensie tożsamości płciowej, niszczący wszystkich na ziemi przy najmniejszym podejrzeniu. A podczas gdy to robią, obalają jakieś zadziorne suczki, które mogłyby po prostu przejść obok tego kulturowego katastrofalnego zdarzenia w stronę czegoś bardziej godnego swojego czasu. Bo w dzisiejszych czasach, chyba że kobiety pompują wypełniacze i botoksy do swoich twarzy oraz przekazują swoją próbę skupiając się na tych samych mężczyznach poprzez trzymanie się ich bardzo wąskiej definicji kobiecości, to stanowią zagrożenie.

Trudno sobie wyobrazić, że Michelle Obama – prawniczka, autorka i aktywistka – zakochałaby się w facetach, którzy tracą czas walcząc z innymi facetami i sprzedając kursy online na temat bycia mężczyzną. Tylko trudniej sobie wyobrazić, żeby w ogóle to potrzebowała.

Coraz więcej kobiet odchodzi od tego wszystkiego. Są zajęte życiem jako kompletni ludzie, co okazuje się być zajęciem na pełny etat. Dopiero stosunkowo niedawno kobiety zaczęły być brane poważnie w niektórych sektorach, które kiedyś były efektywnie zarezerwowane dla mężczyzn. Mówię z doświadczenia jako osoba, której w latach 90. starszy dziennikarz i profesor powiedział, że nikt nie będzie interesował się moimi poglądami politycznymi jako młoda kobieta – zanim go zignorowałam i wkrótce potem stałam się współgospodynią krajowego programu talk-show w USA w Nowym Jorku.

Polityka była domeną mężczyzn. Media polityczne jeszcze bardziej. Kobiety pisały o stylu życia albo domu, jeśli cokolwiek – najlepiej w tonie, który sugerował wdzięczność za możliwość bycia ignorowanymi. Ikona feminizmu drugiej fali Gloria Steinem powiedziała w wywiadzie z 1974 roku, że gdy po raz pierwszy pozwolono jej pisać do magazynu (kobiety zwykle były relegowane do badania), powiedziano jej, że pisze jak mężczyzna – i traktowała to jako komplement. Standard był męski, a kiedy kobieta spełnia ten standard, nazwanie jej mężczyzną lub maskulinem chroni autorytet i szanse mężczyzn, usuwając jednocześnie kobietę z tradycyjnie kobiecej sfery, która ryzykuje ją zanieczyszczeniem.

Każda kobieta, która odchyla się od konwencjonalnej dziedziny mężczyzny, stanowi zagrożenie konkurencyjne. Świadomie lub nie, próba pozbawienia tych kobiet ich kobiecości – aż do niedawnego rażącego próbującego przypinania im nadmiarowych peniso podtrzymuje hierarchię. Jeśli nie jesteś w stanie dorównać kobiecie, to przynajmniej możesz spróbować ją odmęczyć.

Zauważ, że nie są to fajni faceci, którzy to robią. Dave Portnoy, samodzielny Założyciel Barstool Sports, wyborca Trumpa, który paraduje z adoptowaną suczką pitbull, Miss Peaches, w sukienkach, zauważył, jak idiotyczne są komentarze o Michelle Obama. Okazuje się, że mężczyzna w czapce z daszkiem z psem w ubraniach jest głosem rozsądku, potępiając klaunów przebierających się.

Taktyka ta została również niedawno użyta do atakowania mężczyzn, jak Obama – lub Prezydenta Francji, Emmanuela Macrona. Wpływacze na społecznościowo konserwatywnym trad-prawicy brutalnie promowali pomysł, że żona Macrona, Brigitte, jest mężczyzną na uboczu. Jako 'dowód’ grają filmy z nią manterującymi w dżinsach i analizujące zagniecenia w tkaninie jej sukienek jakby to była taśma Zapruder z zabójstwa JFK. Bo jeśli nie mogą przekonać świata, że Macron i Obama są gejami w próbie zdyskredytowania ich – jakby nie było pełno innych sposobów na unicestwienie ich poprzez tylko krytykę polityki – to przynajmniej obładowują ich żonami, które są 'mężczyznami’.

Nie jest zaskakujące, że niektórzy z tych influencerów, którzy mimo kosztownych postępowań prawnych przeciw nim, nie mogą się powstrzymać od gadania o Brigitte, – matka trójki dzieci – produkują dzieci jak zające. Jak bardzo żenujące byłoby mieć mniej dzieci nawet niż kobieta, którą próbujesz przekonać świat, że jest facetem?

Ostatecznie te dynamiki są lepiej rozumiane jako wyrażenia konkurencji o status i ekonomii uwagi niż jako dochodzenia w kwestiach tożsamości. Ci, którzy się tym angażują, rzadko operują w szerszej rzeczywistości publicznej, o której twierdzą, że mówią.

Większość ludzi wykonujących codzienne rutyny ledwo zdaje sobie z nich sprawę, przy czym ich wpływ skupia się w obszarach napędzanych algorytmami, gdzie zaangażowanie i oburzenie zastępują szerszą legitymację i widoczność dla znaczenia. Gdy pojawiają się poza tymi kanałami, szybko są wyśmiewani z powrotem do węższych ekosystemów, które je utrzymują. Efektem jest zamknięta pętla informacji, która wzmacnia własne narracje, odłączając się od rzeczywistości i nie robiąc absolutnie nic, aby dostarczyć realnych sprzeciwów i kontrkulturowych ciosów przeciwko ustanowionemu autorytetowi.