Strona główna Aktualności Henry został zakuty w kajdanki gdy umierał: MERCY MUROKI

Henry został zakuty w kajdanki gdy umierał: MERCY MUROKI

19
0

Nicco nie niszczy czyjegoś życia szybciej niż oskarżenie go o rasizm. I Vickrum Digwa doskonale o tym wiedział. Zadźgał 18-letniego studenta biznesu, Henry Nowaka, pięć razy w szałowym ataku pewnego wieczoru w Southampton w grudniu zeszłego roku. Następnie skłamał policji, twierdząc, że Henry go rasistowsko obraził i „zrzucił mu turban”.

Digwa obserwował, jak policjanci zatrzymali młodego Henry’ego, zakładając mu kajdanki i ciągnąc jego krwawiące ciało po żwirowisku, gdzie stracił przytomność i zmarł.

Henry został zraniony w twarz, tyłami nóg w trakcie próby ucieczki, i śmiertelnie w klatkę piersiową przez 8-calową „ceremonialną” szablę Digwy. Nastolatek powiedział policjantom, że został zabity i nie może oddychać.

Być może było trudno dostrzec jego obrażenia w ciemności, ale nawet tak. Samo podejrzenie, że powiedział coś rasistowskiego, było wystarczające dla policjantów, by podjąć szybką decyzję.

Sprawa wzbudziła kontrowersje na całym świecie, z miliarderem technologicznym Elonem Muskiem oferującym finansowanie prywatnego procesu przeciwko hampshirskiej policji, żądając zawieszenia funkcji przez oficerów oraz coraz głośniejsze domagania się udostępnienia odpowiednich nagrań z kamer ciała. (Nie widzę powodu, dla którego nie zostałyby one już udostępnione, poza próbą zatajenia błędów trzech zaangażowanych oficerów.)

Śmierć Henry’ego stawia jednak inny, jeszcze ważniejszy punkt: w jakim stopniu doktryna „antyrasizmu” przeniknęła nasze społeczeństwo, od organów publicznych, takich jak policja, szkoły, służba cywilna i uniwersytety, po przedsiębiorstwa, instytucje kulturalne i praktycznie wszystkich pomiędzy.

Jako czarna kobieta, która od dawna przestrzegała przed współczesną tendencją do patrzenia na wszystko przez pryzmat rasy, widziałam zbyt wielu ludzi wykorzystujących ten problem, by zdyskredytować swoich rywali i grać ofiarę – tchórzliwą taktykę, która w przypadku Digwy osiągnęła swój zenit.

Prawda jest taka, że fałszywe oskarżenie o rasizm to kolejny rodzaj broni. Odkąd Sir William Macpherson słynnie stwierdził w 1999 r., że Metropolitan Police jest „instytucjonalnie rasistowska”, w raporcie zleconym po okropnym morderstwie czarnego nastolatka Stephena Lawrence’a przez grupę białych bandytów na południowo-wschodnim Londynie sześć lat wcześniej, strach przed zostaniem nazwanym rasistą lub uprzedzonym w inny sposób stał się przytłaczającym narodowym zmartwieniem.

Jednak szlachetne i zrozumiałe pragnienie wyeliminowania rasizmu z naszego życia publicznego osiągnęło teraz patologiczne proporcje.

Widzieliśmy to wszyscy wielokrotnie. W zeszłym roku w przełomowym raporcie baronessa Casey stwierdziła, że policja i rady miast w całej Wielkiej Brytanii od dziesięcioleci unikały prób zakończenia przemysłowego gwałcenia angielskich dziewcząt w licznych miastach – głównie przez mężczyzn pochodzenia pakistańskiego, z obawy przed wydaniem się rasistowskimi.

Oglądaliśmy przerażający przykład tego także na Arenie w Manchesterze w 2017 roku, gdzie nastoletni pracownik ochrony później przyznał, że miał „złe przeczucie”, gdy zobaczył „nerwowego i pocącego się” północnoafrykańskiego mężczyznę przechadzającego się po obiekcie niosącego duży, ciężki plecak.

„Pogrożenie go nie chciałem, by ludzie myśleli, że go szufladkuję ze względu na rasę”, powiedział później ochroniarz.

„Poczułem strach przed zostaniem nazwanym rasistą i wpadnięciem w tarapaty.” Kilka minut później Salman Abedi, 22-letni, zdetonował bombę wypełnioną 3 000 nakrętkami, zabijając 22 osoby i raniąc ponad 1 000.

Widzieliśmy to także w przypadku Valdo Calocane, paranoicznego schizofrenika, którego specjaliści ds. zdrowia psychicznego postanowili nie zatrzymać z powodu „nadreprezentacji młodych czarnych mężczyzn w więzieniu”.

Calocane później zamordował trzy osoby w Nottingham w 2023 roku, w tym dwóch młodych studentów, i ciężko zranił trzech innych.

I widzieliśmy to w przypadku Axela Rudakubany, skazanego na 52 lata za sadystyczne morderstwo trzech małych dziewcząt w Southport w 2024 roku.

Były nauczycielka tego potwora powiedziała na publicznym dochodzeniu dotyczącym jego zbrodni, że mimo że wielokrotnie przynosił broń do szkoły „aby z niej skorzystać”, czuła się „zamknięta” i „zablokowana zawodowo”, gdy pracownicy służby zdrowia nakazywali jej złagodzenie obaw dotyczących niego, oskarżając ją o rasową profilaktykę „czarnego chłopca z nożem”.

Niektórzy z ich ofiar mogliby być wciąż żywi, gdyby obsesja antyrasistowska nie została tak skutecznie wpojona wszystkim, od nastoletnich pracowników ochrony po pracowników służby zdrowia i urzędników rządowych: imperatyw, który nie tylko polega na byciu nierasistą, ale na zawieszeniu rozsądku w imię antyrasizmu, bez względu na koszty.

Ruch ten, choćby i z najlepszymi intencjami, ma teraz zbyt dużo krwi na rękach.

Jako zjawisko został oczywiście podsycany w 2020 roku, gdy George Floyd – skazany przestępca i narkoman z niewydolnością serca – zmarł, po połknięciu ultra-mocnego opioidu fentanylu, podczas zatrzymania w Minnesocie.

W środku pandemii Covid, gdy połowa świata była zamknięta w domach i gapiła się w media społecznościowe (z ich tendencją do oburzenia i furii), śmierć Floyda zmotywowała ruch Black Lives Matter.

„Nie mogę oddychać” – jego ostatnie słowa – stały się hasłem przewodnim, gdy dziesiątki milionów ludzi, według badania Harvard Kennedy School, wyszło na ulice protestować przeciwko „systemowemu rasizmowi”, w tym protesty i grabieże w niektórych miejscach.

Politycy praktycznie dosłownie potykali się na siebie, aby „klękać” w geście samoumartwienia, że również sprzeciwiają się rasizmowi – w tym lider opozycji, Keir Starmer, i jego zastępca Angela Rayner.

„Nie mogę oddychać” były także ostatnie słowa Henry’ego Nowaka, ale w jego imieniu będzie mniej marszy; podczas gdy o jego śmierci nasz obecny premier i zazwyczaj gadatliwa Rayner nie powiedzieli ani słowa.

Zadziwiająco, biorąc pod uwagę rodzaj człowieka, jakim naprawdę był, nazwisko George’a Floyda zostało wspomniane 19 razy w brytyjskim parlamencie – niemal zawsze w uświęconych tonach – podczas gdy imię Henry’ego wymieniono tylko raz, przez rzecznika ds. skarbu Reform, Roberta Jenricka.

Mimo to wszyscy powinniśmy nadal wymieniać jego imię, ponieważ śmierć Henry’ego Nowaka powinna być punktem zwrotnym.

Musimy skończyć z dwutorowym podejściem w policji w Wielkiej Brytanii, i panującym poczuciem, że niektórym mniejszościom rasowym udzielane są uprzejmości i wyjątki, których nie przysługuje wszystkim – włączając, dodajmy, prawo do noszenia śmiertelnych 'ceremonialnych’ noży – i możliwość wykorzystywania oskarżeń o rasizm.
(Wczorajsza decyzja Służby Prokuratorskiej o niekontynuowaniu trzeciego procesu braci oskarżonych o zaatakowanie policjanta na lotnisku w Manchesterze, pomimo szokujących nagrań z monitoringu, mało przeciwdziała tym obawom o nierównomierne stosowanie prawa.)

Tak, rasizm i uprzedzenia wciąż istnieją w Wielkiej Brytanii: sama je doświadczyłam. Ścigał mnie za faszyzmem-obsesyjny aktywista skrajnej prawicy w 2023 r., później skazany na 22 lata więzienia za próbę zabójstwa azylanta.

Jednak nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby Henry Nowak był czarnym mężczyzną z kajdankami przez policję na łożu śmierci, aktualnie bylibyśmy świadkami protestów w całej Wielkiej Brytanii na niespotykaną skalę – a Keir Starmer prowadziłby wezwania do „sprawiedliwości”.

Nic nie przywróci Henry’ka, oczywiście, ale jego śmierć nadal może być przesłaniem.
Podobnie jak morderstwo Stephena Lawrence’a odsłoniło zepsute, rasistowskie serce Metropolitan Police z tamtego czasu, tak tragedia Henry’ego Nowaka teraz ujawnia w najbardziej rażący sposób przerażające niebezpieczeństwa naszej obsesji na punkcie antyrasizmu – i okropne miejsca, do których nas to prowadzi.

Mercy Muroki jest felietonistką i byłą doradczynią Kemi Badenoch.