Strona główna Aktualności Właściciel dwumilionowej posiadłości budzi się obok nowego obozowiska podróżników

Właściciel dwumilionowej posiadłości budzi się obok nowego obozowiska podróżników

16
0

Czy kiedykolwiek miałeś to uczucie zatopienia w żołądku? Nick Jones musiał je mieć, gdy wyjrzał ze swojego pięknego domu w West Sussex na początku długiego weekendu majowego i zauważył, co działo się na polu zaledwie kilka metrów od ogrodzenia jego ogrodu.

W rzeczywistości jego żołądek prawdopodobnie zapadł się, metaforycznie mówiąc, pod posadzkę pokoju, w którym wtedy się znajdował.

Cztery akrów terenu, wcześniej pustych łąk, stało się teraz gniazdem niepożądanej, hałaśliwej aktywności, z ciężarówkami wjeżdżającymi i wyjeżdżającymi, przemysłowymi koparkami w akcji, kładzionym asfaltem oraz pojawieniem się przyczep i przyczep kempingowych.

Wiedział, że może to oznaczać tylko jedno: podróżni pojawili się w idyllicznym West Chiltington (o populacji około 3 400) i nie mieli zamiaru wyjeżdżać.

Ale pan Jones, sukcesywny prawnik, miał więcej powodów niż ktokolwiek inny we wsi, by poczuć się „zdruzgotany” nadejściem nieproszonych sąsiadów, którzy już poddali mieszkańców werbalnymi groźbami i obrażeniami.

Jednym z powodów, oczywiście, jest to, że jego piętnastowieczna, pięciopokojowa posiadłość z podgrzewanym basenem i kortem tenisowym, warta ponad 2 mln funtów (lub przynajmniej była), jest najbliższym sąsiedztwem nielegalnego obozu praktycznie dosłownie na progu jego domu.

Drugim powodem było to, że pan Jones doskonale wiedział — gdy się zaczęłoby spełniać jego najgorszy koszmar w zeszły piątek — że był odpowiedzialny, choć nieumyślnie, za przybycie podróżnych do West Chiltington w pierwszej kolejności.

Pan Jones, widać, kiedyś trzymał konie na polach po stronie Broadford Bridge Road, ale kiedy nie miał już z nich żadnego zastosowania, sprzedał je deweloperowi za 200 000 funtów 21 lipca ubiegłego roku.

The four-acre site (pictured) is located just metres from the £2million property (circled in red)

Cztery akrów terenu (na zdjęciu) znajduje się zaledwie metry od posiadłości warta 2 miliony funtów (£2million) (zaznaczone czerwonym kołem)

Nick Jones (pictured) sold the land to a developer for £200,000 on July 21 last year

Nick Jones (na zdjęciu) sprzedał ziemię deweloperowi za 200 000 funtów 21 lipca ubiegłego roku (£200,000)

Uważał, że kupujący zamierzał zbudować cztery lub pięć ekskluzywnych domów na działce i podjął środki ostrożności, aby zapewnić, że nie może być ona wykorzystana w inny sposób.

Aby chronić charakter i wartość okolicy, sprzedaż była objęta zastrzeżeniami ograniczającymi, prawne zachowujące, które określają, w jaki sposób właściciel lub przyszli właściciele mogą wykorzystać tę ziemię.

Właściwie stwierdzano tam, że działka nie może być wykorzystywana na przyczepy kempingowe ani domy stałe.

Klauzula została również umieszczona w rejestrze tytułów w Land Registry w celu uniemożliwienia sprzedaży działki osobie trzeciej bez pisemnej zgody pana Jonesa i jego żony.

Pan Jones, lat 57, pracuje w kancelarii prawniczej w Londynie i zna się na umowie. Jego wymagania prawne powinny stanowić wystarczające zabezpieczenie przed wszelkimi nieuczciwymi praktykami.

Jednak sprzedaż tego pozornie nieistotnego terenu zakończyła się spektakularnym niepowodzeniem. Pan Jones twierdzi, że deweloper podzielił ziemię na działki i sprzedał je kilku różnym nabywcom, niektórym z nich wydaje się, że byli podróżnikami, którzy nie grają zgodnie z normalnymi zasadami.

Nieuchronnie, niektórzy mieszkańcy, być może nieświadomi okoliczności decyzji pana Jonesa o sprzedaży działki czy jego prób „niezawodności” transakcji, obwiniają go za „zrujnowanie” wsi.

Odwołując się do podróżników, pan Jones powiedział dziennikowi „Daily Mail”, gdy opuszczał swój dom wcześniej w tym tygodniu: „Pracuję ciężko, aby się ich pozbyć”.

Na zdjęciu: Przyczepy kempingowe podróżników zaparkowane na terenie obok koparki pomarańczowego koloru

Na zdjęciu: Przyczepy kempingowe podróżników zaparkowane na terenie, obok koparki pomarańczowego koloru

W kolejnym rozmowie wyjaśnił: „Sprzedaliśmy deweloperowi, który złożył wiele deklaracji, na których polegaliśmy. Uważaliśmy je za prawdziwe, więc podpisaliśmy i w pełni zabezpieczyliśmy się umownie bardzo silnymi zastrzeżeniami ograniczającymi dotyczącymi użytkowania ziemi.”

Później pan Jones dowiedział się, że deweloper odstąpił od „umowy w ramach postanowień umowy” i próbował się wycofać z transakcji. Jednak po przegranej w procesie sądowym zmuszony był niechętnie dokończyć sprzedaż.

Powiedział: „To jest dla nas katastrofa, tak samo jak dla innych mieszkańców wsi. Współpracujemy z naszymi sąsiadami i radą w celu naprawienia sytuacji. Nasze kancelarie pracują nad tym. Jesteśmy przekonani, że prywatne działania prawne w sprawie naruszenia zastrzeżeń dotyczących użytkowania ziemi, współpracując z urzędnikami do spraw egzekwowania przez radę, zakończą się sukcesem na końcu.”

Mimo to będzie to trudne zadanie. Walki prawne z podróżnikami zazwyczaj są długotrwałe i rzadko udane.

Dokumenty Rejestru Nieruchomości pokazują przeniesienie ziemi przez pana Jonesa na firmę o nazwie UK Real Estate And Land 1 Limited, która podlegała zastrzeżeniom ograniczającym. Ale firma ta została teraz rozwiązana w wyniku dobrowolnej wniosku o wykreślenie — procesu używanego przez dyrektorów do zamknięcia płynnej działalności.

Nie udało nam się skontaktować z nikim związanych z tą firmą i nie jest jasne, kto aktualnie jest właścicielem działki będącej centrum kontrowersji.

Jednym z byłych dyrektorów tej firmy był Chad Brady, 31-letni mieszkaniec Yorkshire, który nie jest uważany za członka społeczności podróżników.

Jego przeszłość jest zawrotna. Brady został w zeszłym roku wymieniony w sądzie koronnym w Hull jako „kierownik” dochodowego handlu kokainą w nadmorskim miasteczku Bridlington, gdzie zatrudnił swoją własną siostrę jako gońcę za 150 funtów.

Brady, który otrzymał zawieszony wyrok dwóch lat oraz nakaz wykonania 200 godzin nieodpłatnej pracy i dziesięć dni rehabilitacji, zrezygnował z „zarządu” UK Real Estate, kiedy sprawa karna się rozpoczęła w styczniu ubiegłego roku.

To jest historia tła tego, jak senne West Chiltington, około 12 mil od historycznego miasteczka Horsham, zostało niespodziewanie najechane przez podróżników, zjawisko stało się powszechne w kraju.

Biura rady są zamknięte do wtorku podczas długich weekendów majowych, co utrudnia podjęcie działań egzekucyjnych.

Rada Dystryktu Horsham była już na „czerwonym alarmie” z powodu posta na Facebooku firmą budowlaną, która stwierdziła, że potrzebne są samochody wywrotki (do dostawy materiałów sypkich) w okolicach Horsham za 200 funtów za ładunek.

Tymczasowy „nakaz zatrzymania”, wymagający zatrzymania wszelkich nieuprawnionych prac — „uważany za najbardziej odpowiednią opcję działań” przez władze — został doręczony w sobotę, 23 maja.

Policja Sussex pojawiła się, by wesprzeć radę „w celu zapobieżenia naruszenia porządku publicznego”.

Z definicji takie nakazy nie mogą zostać wydane przed rozpoczęciem nielegalnej działalności, co oznacza, że wtedy można wystąpić o retrospektywną zgodę na planowanie prac już wykonanych — włączając w to stalowe konstrukcje, na przykład — i wykorzystanie surowego wykorzystania prawa człowieka, by uniknąć eksmisji.

To scyzoryk na krzyżu systemu, który chroni podróżników i karze mieszkańców.

Weź udział w dyskusji

Czy rady powinny mieć większe uprawnienia do powstrzymania nieupoważnionych rozbudów?

Dokumenty Rejestru Nieruchomości pokazują przeniesienie ziemi przez pana Jonesa na firmę o nazwie UK Real Estate And Land 1 Limited

Dokumenty Rejestru Nieruchomości pokazują przeniesienie ziemi przez pana Jonesa na firmę o nazwie UK Real Estate And Land 1 Limited

Lider partii Tory, Kemi Badenoch, powiedziała, że to stworzyło „dwustopniową” sprawiedliwość, którą zobowiązała się zakończyć, występując z Europejskiej Konwencji o Prawach Człowieka (ECHR), jeśli Partia Konserwatywna wygra następne wybory.

’Wszyscy czujemy się zastraszani,’ powiedział jeden długoletni mieszkaniec West Chiltington.

Ktoś znalazł innego podróżnika w swoim ogrodzie. 'Gdy zapytałem go, co do diabła robił, a on powiedział, że szukał czegoś, co upuścił. Nie uwierzyłem mu.’

<p class="mol