Strona główna Aktualności KOMENTARZ DZIENNIKA DAILY MAIL: Polityczny kameleon bliski bohaterskiej pustce

KOMENTARZ DZIENNIKA DAILY MAIL: Polityczny kameleon bliski bohaterskiej pustce

11
0

<!–

<!–

<!–

<!–

<!–

<!–

Andy Burnham rozpoczął kampanię przed wyborami uzupełniającymi i potencjalne starania o przywództwo w Partii Pracy, wychwalając swoich przyjaciół na północy – „ludzi i społeczności, których kocham”.

Niepokojące jest, że dla przyszłego możliwego premiera, wydawał się mało zainteresowany kimkolwiek poza tym północnym lennem, z wyjątkiem tych z Westminsteru, którym wyraźnie uważał, że zasługują na metaforyczny wpłat na ucho.

Styl koleżeński i facet-sąsiad Burnhama przysporzył mu wielu fanów wśród członków partii, którzy pilnie szukają zbawcy, aby wydostać ich z pustyni stamerowskiej.

Ale kim jest ten polityczny kameleon? Za co naprawdę się stawia? I czy jest zdolny do rządzenia na wielkiej scenie? Pomimo wczorajszego mówienia dużo, dalej niczego nie wiemy.

Po wcześniejszym byciu Blairitą, Brownitą i Milifanem, teraz przedstawia się jako 'miękki lewicowiec’, eufemizm oznaczający ruinozną socjalistyczną politykę podatkową i wydawcze. Już planuje nowy podatek od ziemi. Pan wie, jakie inne przedsięwzięcia wydobywające na pierwszą metę ma w zanadrzu.

Urodzony przemieniacz, do niedawna był zwolennikiem umożliwiania kobietom trans dostępu do miejsc przeznaczonych wyłącznie dla płci żeńskiej i ponownego przystąpienia do UE. Ponieważ Makerfield jest w dużej mierze eurosceptyczny i społecznie konserwatywny, szybko porzucił obie zasady.

Mimo występowania jako insurgent, jest ostatecznym insajderem – byłym ministrem, sekretarzem stanu i burmistrzem Metropolii wykształconym w Cambridge, który nigdy nie miał porządnej pracy poza polityką.

Wczoraj przeszedł przez cały zestaw wymęczonych sloganów lewicy. Nowe podejście do polityki, palące poczucie niesprawiedliwości, nadzieja w powietrzu, klarowne wezwanie do zmiany, walka o robotników, odzyskanie naszej partii.

Andy Burnham launched his by-election campaign in Makerfield on Friday

Andy Burnham rozpoczął kampanię przed wyborami uzupełniającymi w Makerfield w piątek

Obiecywał dobre prace dla „dzieci”, przyspieszenie budowy mieszkań komunalnych (czyli coś, na czym kompletnie mu nie wyszło w Manchesterze), obniżenie cen biletów autobusowych i kolejowych oraz jeszcze większe nacjonalizacje. Zero słów na temat kosztów albo, co ważniejsze, kto poniesie rachunek.

W peroracie prawie bohaterskiej pustki podsumował swój przekaz w trzech słowach – „Jestem dla nas”. Taka bzdura może jeszcze uwieść lokalnych mieszkańców Makerfield, ale jeśli samozwańczy Król Północy pragnie przewodzenia całemu krajowi, będzie potrzebował więcej niż pustki w sloganach i stałego uśmiechu.

To nie sprawiedliwość 

Zbyt często sądy wydają zbyt łagodne wyroki, co podważa publiczne zaufanie do naszego systemu sprawiedliwości karnowości. Stosowane wobec grupy chłopców z podróży, którzy wielokrotnie zgwałcili dwie uczennice w Hampshire, „kary” niestosujące pozbawienia wolności są rażącym i haniebnym przykładem.

Jedna z ofiar, w wieku 15 lat, została wabiona poprzez internet do przejścia podziemnego, podczas gdy druga, 14-letnia, została zgwałcona pod groźbą noża na terenie rekreacyjnym. Jeden z sprawców został skazany za cztery zgwałcenia i dwa wspierania.

Jeśli to nie było wystarczająco przerażające, nagrali się śmiejąc, gdy dokonywali ataków i udostępnili obrazy w mediach społecznościowych. Jak to możliwe, że takie okropne zbrodnie nie zasłużyły na długotrwałe pozbawienie wolności?

Owszem, dwóch starszych chłopców miało 14 lat wtedy, jeden miał niski iloraz inteligencji, a obydwaj mieli postawiona diagnozę ADHD. Ale to nie usprawiedliwia gwałtu. Gdzie jest czynnik odstraszający w takiej łagodnej karze – i jakie przesłanie wysyła to do zrozpaczonych ofiar?

W wyniku publicznego oburzenia rząd słusznie przechodzi teraz weryfikację wyroku. Mogą się także zastanowić, czy sędzia, który wydał ten wyrok, jest odpowiedni do pracy.