Według policji, ostatnio byłem pewnego rodzaju zagrożeniem na drogach.
Jak twierdzą, to ja mknąłem drogą A10 w Enfield 21 kwietnia – nie tylko przekraczając 40 mph, lecz lekceważąc limit, jechałem 57 mph bez troski na bardzo ruchliwej drodze.
Możliwe, że prawie cię ominąłem, gdy mnie minąłeś. Możliwe, że właśnie szedłeś na przejście dla pieszych pchając wózek… kto wie, mnie to nie obchodziło.
Pięć dni później znów się zapisałem, tym razem jadąc 47 mph w strefie 30. Okna miałem opuszczone, ręka wygodnie oparta na parapecie.
W międzyczasie udałem sobie kilka wycieczek przez tunel Blackwall w południowym Londynie „na koszt firmy” – przemykałem trzy razy 26, 27 i 28 kwietnia bez płacenia opłat 4 funtów.
Nie przejmowały mnie także ograniczenia parkingowe. Parkowałem gdzie chciałem, kiedy chciałem – prywatne drogi mieszkalne, pasy autobusowe, cokolwiek.
Niewątpliwie skrzynka pocztowa w moim domu w północnym Londynie była bardzo zajęta. Otrzymywałem mandaty od Transport for London, Metropolitarna Policja, UK Car Park Management oraz Rada Lewisham średnio trzy razy dziennie.
W chwili pisania tego tekstu listonosz jeszcze nie przybył, ale spodziewam się groźnego stukotu w każdej chwili, kiedy kolejna porcja groźnych białych kopert zostanie wrzucona przez drzwi.
Niestety, na papierze narobiłem sobie już ponad 1200 funtów mandatów. Same kary za tunel wynoszą 180 funtów każda.
Ale to nie ja nagromadziłem te wszystkie wykroczenia drogowe, ani mój mąż, ani córka, którzy również są w ubezpieczeniu samochodu.
Była to osoba inna, która używała skradzionego samochodu z klonowanymi numerami rejestracyjnymi z mojego opodatkowanego, ubezpieczonego i dobrze utrzymanego VW Golfa, który niewinnie stał na zewnątrz mojego domu, podczas gdy jego złowieszczy sobowtór był gdzieś tam, prawdopodobnie używany w różnych przestępstwach, i oszpecając nasze dobre imię i historie kierowców.
Jesteśmy najnowszymi ofiarami klonowania numerów rejestracyjnych samochodów, ogromnej i dzikiej fali przestępczości, która ogarnęła Wielką Brytanię i która skłoniła obecnie zgłoszony projekt ustawy prywatnej.
Według DVLA, od stycznia do grudnia 2025 roku były 11 394 zgłoszenia sklonowanych tablic rejestracyjnych (choć podkreśla, że niektóre z nich mogą wynikać z błędów administracyjnych). Ulegają temu przede wszystkim zatłoczone ulice Londynu, gdzie mieszkam, wydają się być epicentrum.
Sondaż BBC zeszłego roku ujawnił 64% wzrost w anulowaniu kar za klonowanie samochodów w ciągu trzech lat, z 22 450 w 2021 roku do 36 794 w 2023 roku. „Fabryki” klonowania numerów rejestracyjnych zostały nawet powiązane z przestępczością prowadzoną przez gangi.
Jak więc wpadłem w to? To niepokojąco proste: po zdobyciu skradzionego VW Golfa, sprawca szukał praktycznie identycznego pojazdu, znalazł mnie, zduplikował numer rejestracyjny, następnie zamówił nowe tablice rejestracyjne od dostawcy online „bez zbędnych pytań”, zamienił je i – koniec, ma cenny zasób, który nigdy nie będzie można śledzić aż do niego.
Najbardziej prawdopodobnym miejscem łowienia pojazdów do klonowania są strony internetowe sprzedaży samochodów używanych, ale ja nie sprzedaję swojego samochodu, co sugeruje, że musiał być widziany, gdy nim jeździłem lub – w sposób powściągliwy – przez kogoś krążącego po ulicach, kto zauważył go przed moim domem.
Powiadomienia zaczęły przychodzić 24 kwietnia i nie ustają. Nie można lekceważyć rozprężonego bólu głowy.
Kiedy otrzymujemy powiadomienie, to my musimy udowodnić swoją niewinność. Spędziliśmy każdy wieczór tygodnia na pobieraniu i wnikliwej analizie zdjęć zarejestrowanych przez kamery drogowe, starając się zauważyć różnice między dwoma pojazdami.
Musimy również zrobić zdjęcie naszemu pojazdowi, załadować je i wypełnić masę formularzy – papierowych, online – zanim wyślemy to wszystko do władz.
Na niektórych zdjęciach różnice są oczywiste: nasz samochód ma szklany dach, zły nie, mamy również inne kołpaki.
Jednak zdjęcia zrobione w tunelu Blackwall – tylko rozmyta tablica w półmroku – są niemal niemożliwe do udowodnienia.





