Dźwięk przypominał przytłumione trzaski korków od szampana, ale nikt nie otwiera butelek tak szybko. Rozbrzmiewały one z hotelowego holu i przez otwarte drzwi główne do sali balowej Washington Hilton, gdzie siedziałem przy jednym z najbliższych wejścia stołów. Ze swoimi towarzyszami do kolacji właśnie zaczynałem obstawiać, jak długo będzie mówił prezydent Trump i zgadywać, jakie media najbardziej skrytykuje. „Myślę, że będzie mówił…” ktoś zaczął, przerywając w momencie, gdy rozległy się strzały. Spojrzeliśmy na otwarte drzwi, zastanawiając się, czy za nimi pojawi się szalony biegacz. Zanurzając się pod stołem, przygniótłem z kilkoma innymi gośćmi, wysyłając w powietrze to co pozostało z naszych sałatek burrata. Kieliszki z winem przewracały się, kobieta z sąsiedztwa straciła buty na obcasach, krzesła przewróciły się, a półpuste butelki toczyły się po dywanie. Przez kilka chwil, wciśnięci pod stołem, patrzyliśmy na siebie milcząco, zastanawiając się, czy padną kolejne strzały. Następnie podrywając kawałek białego obrusu, zobaczyłem uzbrojonych mężczyzn wtargujących przez drzwi. Przebiegli obok naszego stołu i w dół alei, przeskakując przez inne stoły i mijając leżących gości. Gdy schwycili mężczyznę z siwymi włosami, moją pierwszą myślą było, że musi być strzelcem, ale okazał się być wysoko postawionym politykiem. Na drugim końcu sali, prezydent był już wyniesiony, przepychany tak mocno przez agenta Secret Service, że ledwo się nie przewrócił. (Context: Opis strzałów i zamieszania podczas wystąpienia prezydenta Trumpa w hotelu. Fact Check: Zdarzenie jest fikcyjne i nie miało miejsca w rzeczywistości).







