Trwa dwa dni i około stu zapukanych drzwi, aby spotkać mojego pierwszego wyborcę Partii Pracy.
Elizabeth Williams, wesoła 87-latka, wita mnie na zewnątrz swojego kamykowo-obity blisko końca terenowego domu w dawnej wiosce górniczej Garnlydan ze szczerą uśmiechniętą twarzą i błyskiem w oku.
„Zawsze głosowałam na Partię Pracy, moi rodzice też głosowali na Partię Pracy, i będę wierna” – tak to wyjaśniła.
Jest słoneczne popołudnie w Valleys, a ja próbuję rozmawiać z wyborcami na Keir Hardie Close, jednej z wielu lokalnych ulic nazwanych na cześć polityka, który w 1900 roku został wybrany na posła w pobliskim Merthyr Tydfil i Aberdare.
Hardie, charyzmatyczny były górnik, stojący przedstawiciel Partii Pracy, został pierwszym parlamentarzystą tej partii. Historycy nazywają go „ojcem założycielem” partii.
Czasy się zmieniają, a starzejący się mechanik o imieniu Rodney Starmer postanowił nazwać swojego nowo narodzonego syna Keir, jako hołd. Syn Rodneya teraz mieszka na Downing Street 10.
Wyborcy Walii wkrótce pójdą do urn wyborczych, w wyborach, gdzie zarówno szlachetne dziedzictwo Hardiego, jak i przyszłość Starmera szybko się kształtują.
Aby zrozumieć dlaczego, wystarczy spojrzeć na sondaże.





