24 lutego 2022 r. kolektywnemu Zachodowi została wręczona rzecz, o którą nie prosił: okazja i obowiązek, które nadeszły w tym samym momencie. Nie tylko strategiczne zainteresowanie w odpieraniu rosyjskiej agresji – obowiązek.
Obowiązek wobec Ukrainy, tak. Ale co ważniejsze, obowiązek wobec samego siebie: udowodnić, że oparty na wartościach porządek światowy, który zbudowano, skorzystano z niego i przez dziesięciolecia ogłaszano, jest wart obrony, gdy koszty stają się realne.
Najgorsze jeszcze przed nami
Aby zrozumieć, jaki to moment, pomocne jest spojrzenie na to, jak kształtowały się podobne rozłamy wcześniej. Główne przekształcenia w Europie w nowożytnej erze oferują przybliżone porównanie.
Okres rewolucyjny i napoleoński, konflikt europejski, trwał 26 lat (1789–1815). Dwa światowe wojny, kontynentalne podłożem, ale o zasięgu globalnym, pochłonęły 31 lat (1914–1945). Porozumienie powojenne zimnej wojny zostało rozstrzygnięte w ciągu 12 lat (1989–2001).
Jeśli aktualne przekształcenie rozpoczęło się 24 lutego 2022 r., to nie jest nierozsądnym górnym limitem od osmiu do dziesięciu lat. Trend nie jest zwartą linią spadkową, skaluje ramy czasowe. Ale kierunek podróży, wynikający z przyspieszenia technologii komunikacyjnych i czasu politycznego, jest nadal jasny. Jeśli obecne przekształcenie rozpoczęło się 24 lutego 2022 r., dniem inwazji Rosji na Ukrainę, to osiem do dziesięciu lat nie jest nierozsądnym górnym limitem – nawet jeśli może przerodzić się w większy, być może globalny konflikt.
Stawia nas to nie blisko końca burzy, ale gdzieś w jej środku. Środek to miejsce, gdzie siły odśrodkowe wykonują najbardziej destrukcyjną pracę, gdzie systemy ujawniają, z czego są faktycznie zbudowane, gdzie iluzje przestają być zrównoważone.
Zadanie polegało nie na zdobyciu raju.
W lutym 2022 r. to nadal wydawało się działać dla Zachodu. Wydawało się, że Europa poniesie główny ciężar wspierania Ukrainy, podczas gdy Stany Zjednoczone będą utrzymywać szerszy obwód – powstrzymując Chiny, zapewniając ochronę Tajwanowi, Japonii i Korei Południowej, zawierając Iran.
Rosja zżerała samą siebie na Ukrainie. Chiny, pomimo swego obecnego wpływu, ponosiły demograficzne i ekonomiczne obciążenia, które zmuszą do strategicznej wyceny przed latami 30. Iran był może mniej niż jedno pokolenie od przemiany politycznej. Zadaniem nie było zdobycie raju. Chodziło o utrzymanie linii na tyle długo, aby te wewnętrzne naciski przekształciły się w ograniczenia.
Ta możliwość teraz w dużej mierze zniknęła. Nie z powodu jednego przywódcy ani jednej decyzji, ale z powodu czegoś starszego i trudniejszego do nazwania: porażki cywilizacyjnej wytrzymałości. Albo, mówiąc bardziej dosadnie, przypomnijmy sobie mowę, którą Winston Churchill wygłosił w czerwcu 1940 r., kiedy ogłosił: „będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach; nigdy nie poddamy się.”
A gdzie jesteśmy teraz? Co byśmy poczuli, gdyby nasi przywódcy wygłosili takie przemówienie dzisiaj? Chęć walki? A może bylibyśmy tylko lekko zakłopotani? Pozostawiam każdemu czytelnikowi znalezienie swojej odpowiedzi.
Niezniszczony. Wypełniony
To zakłopotanie, jeśli istnieje, ma swoją historię. Zachód, po trzech dekadach komfortu powojennego zimnej wojny, stracił zwyczaj cierpliwości. Zapomniał, jak podejmować zobowiązania przekraczające cykle wyborcze, jak absorbować koszty, które nie rozwiązują się w przekroju cyklu informacyjnego, jak utrzymać linię, gdy jej utrzymanie jest powolne i mało efektowne.
Kultury polityczne, które kiedyś wspierały zachodnie przywództwo – międzynarodowy amerykanizm, europejska koordynacja, wspólna świadomość, że porządek wymaga utrzymania – powoli wydrążone. Nie zniszczone. Wydrążone..
Erozja nie jest symetryczna. Ameryki jest głębsza i innego rodzaju. Prezydent grozi opuszczeniem NATO nie dlatego, że Ameryka nie ma środków do przywództwa, ale dlatego, że krajowa kultura polityczna, która kiedyś czyniła takie przywództwo zrozumiałe, zawaliła się do wewnątrz.
Co pozostanie z amerykańskiego przywództwa – z partnerską relacją transatlantycką? Żywe zobowiązanie czy głównie pusta sentymentalność – taka, jaką Sekretarz Stanu Rubio zaoferował w Monachium w tym lutym, zauważając, że Ameryka „zawsze będzie dzieckiem Europy”? Nie wiemy.
Węgierscy wyborcy właśnie pokazali, że demokratyczne odruchy mogą wciąż zadziałać, gdy są wystarczająco silnie naciskane.
Co sprawia, że europejski rdzeń tego niepowodzenia jest jeszcze bardziej nie do obrony. To niepowodzenie kontynentu, który wie, co trzeba zrobić, ale nie potrafi się zgrupować, by to osiągnąć – deklaracje bez zdolności, slogany bez działań, język stanowczości bez mechanizmów działania.
Europa pozostaje globalnym graczem i poważnym partnerem dla Ameryki tylko wtedy, gdy przeprowadzi kategoryczną zmianę, a kategoryczna zmiana to dokładnie to, z czym europejskie instytucje najbardziej się borykają z produkcją. Tak, węgierscy wyborcy właśnie pokazali, że demokratyczne odruchy mogą wciąż zadziałać, gdy są wystarczająco silnie naciskane. Ale poprawka na ostatnią chwilę nie jest tym samym co wytrwałość.
Jeszcze Ameryka i Europa dzielą system wartości bardziej głęboko niż z jakąkolwiek inną częścią świata. To nie jest nic. To, w rzeczywistości, jedno z niewielu strukturalnych aktywów, które przetrwały obecny chaos bardziej lub mniej nietknięte – i ma to znaczenie, nawet gdy relacja polityczna jest trudna do zarządzania.
Zachód nie stracił swojej wytrzymałości w momencie kryzysu.
Głębokie pytanie brzmi, jak to się stało. Odpowiedź wydaje się leżeć w trzech dekadach iluzji – iluzji, że historia się skończyła, że liberalny porządek jest samodzielny, że nawyki, które go zbudowały i obroniły, można bezpiecznie przejść na emeryturę. Cierpliwość zanikła.
Polityczna wola absorbowania kosztów w czasie, w ciągu cykli wyborczych, bez widocznej nagrody, cicho zanikła. Zachód nie stracił swojej wytrzymałości w momencie kryzysu. Spędził ją stopniowo w długich latach, gdy nic nie wydawało się ją wymagać – wydając obowiązkową dywidendę pokoju i odkładając rachunek. Teraz ten rachunek przyszedł.
Jak przetrwać burzę
Niezależnie od stosunków między USA i Europą, to, czego Zachodowi teraz potrzeba, aby przetrwać burzę, to silna Ukraina.
A w Europie, bardziej związane formacje regionalne, które są mniej uzależnione od wielkiej choreografii – przede wszystkim współpraca państw nordycko-bałtyckich-polska, oparta na wspólnym położeniu geograficznym, wspólnej percepcji zagrożenia i zdobytej powadze, aby odeprzeć zagrożenie ze wschodu; i odpowiednik śródziemnomorski, zbudowany na tej samej logice wspólnego narażenia – stojąc wobec innego zagrożenia, ale nie mniej dramatycznego: w miarę jak globalna niestabilność wyczerpuje afrykańskie państwa o słabych instytucjach i braku wewnętrznych rezerw, presja migracyjna na południową flankę Europy będzie tylko wzrastać.
To oznacza, że miejsce Ukrainy jest wewnątrz północno-wschodniej formacji, nie obok niej, co oznacza również, że historyczne żale między Kijowem a Warszawą i Budapesztem muszą być przepracowane przez wszystkie strony, a nie pozostawione Moskwie do wykorzystania. Wymaga to kompromisów, których nikt nie będzie wygodnie znaleźć.
Jednocześnie jest jasne, że większa bitwa – o moralną wiarygodność cywilizacji demokratycznej jako wartości warta wyboru, o uwagę i lojalność globalnego południa obserwującego uważnie – jest bardziej niż prawdopodobnie przegrana. Zachód mógłby ją stoczyć. Wybrał jednak wygodę. To okno się zamyka, jeśli jeszcze się nie zamknęło.
Ci, którzy przetrwają ten okres, będą tymi, którzy myślą ponad następnymi wyborami.
Ale to nie jest koniec historii. Historia będzie trwać, nawet jeśli nasza chęć jej globalnego zaangażowania maleje. Co teraz nadejdzie, będzie bardziej surowe, bardziej improwizowane i mniej wyrozumiałe. To nie powód do rozpaczy – rozpacz to inna forma komfortu. To powód do jasności.
Tym, którzy przetrwają ten okres, będą ci, którzy myślą ponad następnymi wyborami, budują rzeczywistą zdolność militarną i tworzą regionalne koalicje wystarczająco silne, aby się utrzymać, nie czekając na przybycie wielkiej zgody odgórnego.
Iluzje są skończone. Teraz tylko ci, którzy zbierzą się w sobie, będą mieli szansę.
Uwaga redakcyjna. Opinie wyrażone w naszej sekcji Opinie należą do ich autorów. Zespół redakcyjny Euromajdanu Press może je podzielać lub nie.
Prześlij opinię do Euromajdanu Press






