Ministrowie sądzą, że Keir Starmer popełnił ostatni błąd. „Myślę, że w przyszłym tygodniu będzie musiał złożyć rezygnację,” powiedział mi dziś rano jeden z nich. „Całkowicie spartaczył na pytaniach do premiera. Skłamał przed Izbą. W przyszłym tygodniu wszyscy zobaczą, że skłamał przed Izbą. I to będzie koniec.”
Fatalną gafę, o której mówili, odnosiła się do oświadczenia, które Sir Keir złożył liderce konserwatystów Kemi Badenoch w połowie wczorajszej wymiany zdań. Na szeroką nieufność w całej Izbie, odczytał serię cytatów odwołanego stałego sekretarza ds. zagranicznych Sir Olly’ego Robbinsa, które miały sugerować, że oczyścił Nr 10 i Biuro Gabinetu z podejmowania nieodpowiedniej presji w związku z weryfikacją Petera Mandelsona.
Same cytaty były selektywne, wprowadzające w błąd i w jednym przypadku nawet fałszywie przypisane. Ale potem Sir Keir poszedł dalej. „Nie było absolutnie żadnej presji w związku z tym przypadkiem,” wyzwał się.
Według ministra, z którym rozmawiałem wczoraj, to oświadczenie wywołało „głębne zaniepokojenie” wśród urzędników z Downing Street. Jednak do dziś rana to zaniepokojenie przekształciło się w otwartą „panikę”. Powodem tego, jak mi powiedziano, jest to, że premier niezgrabnie odbiegł od starannie opracowanej odpowiedzi przygotowanej dla niego przez jego zespół na temat reakcji na zarzut Sir Olly’ego w poniedziałek, że „w całym styczniu, szczerze mówiąc, moje biuro i biuro ministra spraw zagranicznych były ciągle pod presją”.
Mówiono mi, że przed pojawieniem się Sir Olly’ego przed komitetem spraw zagranicznych zespół Sir Keira zbierał się, by opracować odpowiedź na przecieki krążące wśród sojuszników urzędnika cywilnego, że on i inni urzędnicy zostali zmuszeni do przyspieszenia mianowania Mandelsona. Zdecydowali, że byłoby niemożliwe obalić zarzut, zwłaszcza że doskonale zdawali sobie sprawę, że taka presja została faktycznie wywarta — ale zdecydowali się na inne podejście. Jeśli zostanie naciskany, premier po prostu stwierdzi, że urzędnicy powinni być wystarczająco stanowczy, aby oprzeć się wszelkiemu szantażowi.
To był dokładnie ten tok, który Sir Keir przetestował w swoim początkowym oświadczeniu przed Izbą w poniedziałek.
Tego dnia poseł liberałów Claire Young zapytał Premiera: „Porzucenie wypróbowanego ambasadora na rzecz ryzykownego wydaje się dziwnym zachowaniem dla Premiera, który twierdzi, że tak bardzo ceni właściwe procedury. Czyj to był pomysł, i kto wywierał presję?”
Sir Keir odpowiedział: „Odrzucam pomysł, że jakakolwiek presja jest dobrym powodem do nieujawniania Premierowi, że UKSV (Powołanie do bezpieczeństwa Wielkiej Brytanii) zalecił odrzucenie dla bardzo ważnego, poufnego mianowania. Po prostu nie akceptuję tego, że to jest wystarczający powód, niezależnie od presji.”
Ale potem w środę, z powodów, których nawet jego najbliżsi doradcy nie mogą pojąć, zdecydował się porzucić ten scenariusz — i improwizować. Z potencjalnie katastrofalnymi konsekwencjami.
Duża część zainteresowania Westminsteru skupiła się na informacji, że były główny asystent Sir Keira, Morgan McSweeney, ma pojawić się w przyszłym tygodniu przed komitetem selekcyjnym Damy Emily Thornberry. Ale w Downing Street skupiono się na oczekiwanej wizycie Sir Philipa Bartona, poprzednika Sir Olly’ego.
Wiadomo w No10, w Biurze Gabinetu i w Minsterstwie Spraw Zagranicznych, że Sir Philip był pod ogromną presją, by przyspieszyć mianowanie Mandelsona. Według jednego raportu, został zobowiązany przez McSweeneya do „po prostu dokonać mianowania”.
Nie jest jasne, czy Sir Philip potwierdzi to konkretne oświadczenie, a sojusznicy McSweeneya twierdzą, że nie użyłby takiego przemysłowego języka w stosunku do doświadczonego urzędnika cywilnego.
Jednak urzędnicy z Downing Street spodziewają się, że Sir Philip potwierdził presję. Wtedy Premier zostanie uznany za bezpośredniego kłamcę przed parlamentem.
„Barton zada ostateczny cios,” powiedział mi minister. „Kiedy sprzeczy bezpośrednio temu, co Keir powiedział w Izbie, nie będzie wyjścia.”
Opinia, że dymisja Sir Keira może nadejść już w przyszłym tygodniu, nie jest szeroko podzielana. Ogólna opinia wśród parlamentarzystów i urzędników, z którymi rozmawiałem, jest taka, że gdy rażące dowody Sir Philipa zostaną zestawione obok szokującego błędu podczas PMQs, okaże się to katalizatorem dla ustanowienia formalnego śledztwa przez komitet standardów parlamentarnych. Co z kolei może być impulsem do dymisji Sir Keira.
Jak wyjaśnił jeden minister: „To komitet standardów obalił Borisa w hańbie. A Keir nie pozwoli na to. Optyka i analogie będą zbyt szkodliwe. Nie pozwoli sobie na to. Po prostu odejdzie.”
Rozmawiałem wczoraj z innym parlamentarzystą, który obserwował z przerażeniem katastroficzny występ Sir Keira podczas PMQs. Zapytałem go, co jego zdaniem skłoniło Premiera do popełnienia takiej dziwnej pomyłki. Szczególnie że przyszedł w środku monologu, który go skrytykował za oskarżenie Badenoch o wprowadzanie w błąd Izby i kraju.
„Myślę, że podświadomie jest w nim część, która chce, aby to się skończyło teraz,” powiedział. „Myślę, że chce, aby decyzja została mu odebrana.”
W przyszłym tygodniu, Premier może spełnić to życzenie.







