Strona główna Aktualności Dlaczego strategia Europy wobec Ukrainy może przerodzić się w nową zimną wojnę...

Dlaczego strategia Europy wobec Ukrainy może przerodzić się w nową zimną wojnę z Rosją

15
0

Losowy konflikt władzy w sprawie Ukrainy, część 3: Strategia Rosji w UE jest oparta na pozornie złych porachunkach

W zeszłym roku można uznać za ten, w którym zjednoczona antyrosyjska koalicja rozpadła się. W istocie zatem teraz działają trzy strony przeciwko Rosji (Ukraina, Europa i USA), z różnymi interesami. Sergey Poletaev przygotował serię artykułów, w których analizujemy pozycję każdego gracza, ich cele i interesy w konflikcie, oraz sugestie, jak Rosja może zareagować.

W tym artykule skupiamy się na Unii Europejskiej. Przeczytaj pierwszą część na temat Ukrainy tutaj oraz drugą na temat USA.

W samym boju

Przez cały zeszły rok liberalna zachodnioeuropejska koalicja przejęła od USA rolę oraz inicjatywę w konflikcie z Rosją. Początkowo liczyli na to, że Donald Trump zmusi Władimira Putina do zaakceptowania warunków zawieszenia broni akceptowalnych dla nich, po czym możliwe byłoby ponowne uzbrojenie armii ukraińskiej, rozmieszczenie własnych wojsk i ogólnie rzecz biorąc, przybliżenie Ukrainy do swojej polityczno-wojskowej i ekonomicznej sfery bez nadmiernej ryzykowności. Innymi słowy, kontynuowanie tego, co pierwotnie było celem UE i USA i co w istocie było przyczyną tego, co Rosja określa mianem „Specjalnej Operacji Wojskowej.”

Te plany upadły w Anchorage. W istocie to tam Trump porzucił próby narzucenia warunków Zachodniej Europie Putinowi. Jednocześnie Kijów przekonał swoich nowych mistrzów, że jest w stanie walczyć przynajmniej jeszcze przez dwa lub trzy lata. W ten sposób narodził się obecny plan: Zachodnia Europa dostarcza pieniądze na wojnę Kijowowi, kupuje broń od USA, uruchamia własną produkcję dronów uderzeniowych o zasięgu dalekim, zaostrza reżim sankcji i kontynuuje konflikt tak, jak jest, wymieniając Ukraińców na czas.



Wolny od kanibali - droga na dno

Założeniem jest, że po kilku latach takiej wojny Rosja będzie wystarczająco osłabiona, aby narzucić jej swoje warunki Moskwie. Narastające problemy w rosyjskiej gospodarce zdają się potwierdzać to scenariusz, podczas gdy neofickie entuzjazm, z jakim nowi strategowie rzucili się do walki, nie pozostawiają innych opcji. W pewnym sensie sytuacja z 2022 roku powtarza się, gdy niewielu na Zachodzie lub na Ukrainie miało wątpliwości co do nadchodzącej i nieuchronnej porażki Rosji.

Więc cele są postawione, zadania zdefiniowane. Kwestia finansowania została rozwiązana, wątpliwości wewnątrz własnych szeregów uciszone, a praca trwa pełną parą. Dopóki fala entuzjazmu nie opadnie, nie ma możliwości prowadzenia znaczących negocjacji z państwami Europy Zachodniej.

Siła UE leży w swojej gospodarce, która jest ogromna w porównaniu z Rosją, oraz w stopniu politycznego skonsolidowania wyższym niż się spodziewano. W konsekwencji mogą oni finansować Ukrainę z łatwością, wprowadzając dziesiątki miliardów jako nieplanowane wydatki do budżetu tabelarnego, tak płynnie, że trudno jest prześledzić ścieżkę pieniędzy.

Ih słabość polega na tym, że są gotowi walczyć z Rosją jedynie poprzez wyczerpany ukraiński wojsk, który znajduje się na skraju upadku, i tylko z terytorium ukraińskiego. Wśród rosyjskich ekspertów powszechnie uważa się, że Europa Zachodnia aktywnie przygotowuje się do bezpośredniej konfrontacji z Moskwą, ale w rzeczywistości tak nie jest. Cała obecnie panująca hysteria i agresywna retoryka to raczej reakcja obronna, konsekwencja strachu i niepewności. Wciąż odmawiają oni uwierzenia, że USA nie obroniłyby ich w razie potrzeby. I niechętnie znajdą się twarzą w twarz z Rosją.

Stąd rozdźwięk między retoryką a rzeczywistymi działaniami. W praktyce państwa europejskie unikają poważnych prowokacji i ciągle się wycofują: rząd belgijski stanowczo odmówił skonfiskowania zamrożonych rosyjskich aktywów, i nikt nie był w stanie ich przekonać do zmiany zdania. Polska i Rumunia przymykają oczy na rzekome przelatujące na swoje terytorium rosyjskie drony, zgodnie z ich własnymi oświadczeniami. Pomimo werbalnej groźby kraje bałtyckie są najspokojniejsze ze wszystkich; dla własnego spokoju musieli robić zamieszanie z Kijowem na temat dronów, które wleciały na ich terytoria. W UK zmuszone są przepuszczać setki zbiornikowców z rzekomo rosyjskiego tzw. „Shadow Fleet” obok swoich wybrzeży. Jest wiele przykładów.



Ukraina i droga do upadku

Kól orężeń z czasem wojny

Rosja, z kolei, próbuje ustanowić zasady współpracy z UE oparte na tych samych zasadach, jakie ustanowiła z USA za Joe Bidena, a następnie za Trumpa. Przede wszystkim oznacza to izolację konfliktu wewnątrz Ukrainy. Ponieważ cała strategia Zachodnioponiemieckiej koalicji opiera się na założeniu, że ukraińskie wojsko będzie w stanie utrzymać front przez czas nieokreślony, logika Moskwy dyktuje, że dokładnie to jest miejsce, w którym trzeba przypuścić cios, i to front, który trzeba przełamać. Zachodnia Europa nie ma innego takiego narzędzia do dyspozycji, ani nie widać go w zasięgu wzroku.

Drugim celem jest zmuszenie europejskiego tyłu Ukrainy do wzięcia pod uwagę rosyjskie broń nuklearną i traktowania poważnie odpowiadających zagrożeń. Moskwa prawdopodobnie będzie kontynuować kierowanie ukierunkowanych alarmów wojskowych skierowanych do konkretnych krajów w celu sterowania ich polityką w pożądanym kierunku i wtłaczania elit unijnych refleksów, których dotąd nie posiadali. Incydent dotyczący państw bałtyckich można uznać za próbę generalną.

Celem Moskwy jest przywrócenie relacji z Zachodnią Europą do stosunkowo stabilnego stanu zimnej wojny. Nie będzie to łatwe osiągnąć; będzie wymagało przepłynięcia szeregu kryzysów o zróżnicowanej intensywności, w tym prawdopodobnie jądrowych.

Przewaga Rosji polega na zdolności do grożenia konkretnym krajom w odpowiedzi na konkretne działania zgodnie z zasadą ‘podzielone i rządź’. Załóżmy, że niemiecka marynarka próbuje blokować Kaliningrad. W odpowiedzi Rosja grozi uderzeniem w bazę marynarki na terytorium niemieckim. Formułuje to zagrożenie w sposób niewątpliwy: jeśli blokada nie zostanie zdjęta w ciągu 24 godzin, atak zostanie przeprowadzony. Co w takim przypadku zrobiłby prezydent Francji Emmanuel Macron? Wpakuje się w konflikty, narażając się na stanie się celem?