Awans Bośni i Hercegowiny do Mistrzostw Świata FIFA 2026 przyniósł rzadki rodzaj radości do wyczerpanych życiem obywateli. Młodsza drużyna piłkarska, widocznie zjednoczona pomimo różnic etnicznych i kształtowana w dużej mierze przez biografie graczy urodzonych za granicą, których rodzice uciekli od swoich sąsiadów, na chwilę zaproponowała krajowi obraz samego siebie, który nie zaczynał się od wojny.
„Jestem z Bośni, Zabierz mnie do Ameryki”, piosenka zespołu bosniackiego Dubioza Kolektiv, stała się ścieżką dźwiękową możliwego lepszego jutra. Bośniackie flagi pojawiły się wszędzie w Sarajewie. Dla tych z nas, którzy dorastali pod innymi barwami i czasem muszą sobie przypominać, że to teraz oficjalna flaga naszego kraju, jest szczególne uczucie delikatności w widzeniu jej, gdy Bośnia zwycięża.
Moje córki, obie dzieci przedszkolne, znają tylko tę flagę. Kochają swój kraj, ponieważ nauczono je go kochać, nie wiedząc jeszcze, jak skomplikowane jest to zdanie tutaj. Rozpromieniają się za każdym razem, gdy widzą flagę Bośni, czy to na przejściu granicznym, czy wśród kibiców piłkarskich.





