W swoim przemówieniu w piątek Andy Burnham formalnie przyjął dramatyczne objęcie przywództwa Partii Pracy. Przemoże zebranych delegatów: 'To jest chwila dumy, jaką dziś mi i mojej rodzinie podarowaliście, a także bardzo emocjonalna. Jestem gotów, gotów do prowadzenia.’
Potrójne użycie słowa 'gotów’ było jego własnym pomysłem, który dopisał do tekstu tuż przed przemówieniem.
Celem było uspokojenie obserwującej go partii. Ale podejrzewam, że podświadomie była to próba uspokojenia samego siebie.
Rzeczywistość jest taka, że Burnham nie jest jeszcze gotowy, by zostać premierem. A jego zespół nadal nie jest gotowy do rządzenia krajem.
'Wszystko się stało szybciej, niż byśmy chcieli,’ przyznał mi jeden z jego współpracowników wczoraj. 'Chcieliśmy dłuższego okresu przejściowego. Ale damy radę.’
Odkąd Keir Starmer ogłosił cztery tygodnie temu swoją rezygnację, Burnham i jego sojusznicy biorą udział w wyścigu z czasem, by przygotować się do przejęcia władzy. I przegrali go.
Ich początkowy plan zakładał długotrwałe przekazanie władzy, w którym Starmer pozostanie do samej konferencji Partii Pracy pod koniec września. Ale Sir Keir nie zamierzał się na to zgodzić.
'Na poważnie nie myśleli, że spędzi całe lato jako opiekun domu Burnhama, prawda?’ – zauważył z goryczą jeden z jego zwolenników.
Wynikiem tego jest, że gdy Burnham dzisiaj wkroczy do Downing Street, zrobi to z mniejszym przygotowaniem niż jakikolwiek inny premier w nowożytnej historii brytyjskiej polityki.
Dowody na to są wszechobecne. Piątkowa 'specjalna konferencja’ mająca formalnie ogłosić jego przejęcie władzy została źle zorganizowana. Jego przemówienie nie miało ram, było skierowane wstecz i kierowane wyłącznie do jego partii.
Jak zauważył pewien minister: 'Znaleźliśmy się na czołówkach wszystkich głównych serwisów informacyjnych. I dla wielu osób to był praktycznie ich pierwszy kontakt z Andy’m. Ale on nie mówił do nich. Mówił praktycznie do Neila Kinnocka.’
Następnie pojawiła się konfuzja, która przerodziła się w otwarty chaos, związany z planowaniem składu jego gabinetu. Sojusznicy Burnhama jeszcze w zeszłym tygodniu nalegali, że nie podjęto jeszcze ostatecznych decyzji. W ciągu ostatnich 48 godzin nagłe zmienili zdanie, informując, że wszystko zostało ustalone na kilka dni przedtem.
Nie ważne, co jest prawdą, ale zrobiło to wrażenie, że wiele ważnych stanowisk w gabinecie, szczególnie Kanclerza, wciąż było otwarte. To z kolei wywołało szkodliwą i nieestetyczną wojnę o przecieki, gdy Shabana Mahmood, Ed Miliband i inni próbowali zmusić Burnhama do powierzenia im roli.
Podobny zamęt towarzyszył jego programowi politycznemu. Burnham i jego sojusznicy przez ostatnie dwa dni uparcie twierdzili, że 'jest plan’. Ale to twierdzenie zostało podważone przez coraz bardziej chaotyczne przecieki na temat wszystkiego, począwszy od kart tożsamościowych i rozwoju ropy naftowej na Morzu Północnym po pomoc zagraniczną.
I ponownie, żadna z tych różnych inicjatyw politycznych nie była poprzedzona żadną spójną narracją czy przekazem. 'To jakby po prostu wrzucali rzeczy, aby przekonać ludzi, że faktycznie mają program polityczny,’ tak to sformułował zaniepokojony poseł.
Te problemy są potęgowane przez coraz bardziej aktywny kryzys kadrowy w jego zespole. Szybkość przejścia oznacza, że nie było jeszcze czasu, aby obsadzić wiele stanowisk niezbędnych do wsparcia jego planu dwóch siedzib premiera: w Północnej i Południowej Anglii.
Faktycznie, nie istnieje obecnie żaden spójny schemat kadrowy. Ani nie ma ustalonej strategii 100-dniowej, ani nawet podstawowej siatki aktywności na pierwszy miesiąc urzędowania Burnhama. Jak przyznał jeden ze stronników: 'Jaką siatkę? Nie mamy takiej. I nawet nie mamy nikogo, kto by ją wypełnił.’
Niektórzy wewnętrzni przeciwnicy Burnhama już z zadowoleniem wskazują na tę dysfunkcjonalność, przewidując, że zapowiada to katastrofę. 'Wszystko zawali się bardzo szybko,’ powiedział mi jeden zwolennik Starmera. 'Nie minie wiele czasu, zanim wszyscy zaczną mówić: 'O Boże! Co my zrobiliśmy?’
To rodzaj życzenia, jeśli nie złej woli. Po pierwsze, fakt, że Burnham przejmuje władzę na początku letniej przerwy daje mu i jego walczącemu zespołowi odrobinę swobody.
Bez codziennej parlamentarnej kontroli jego nowy gabinet będzie miał trochę miejsca na to, aby się pouczyć i zaznajomić z ich obowiązkami.
Nasz nowy premier ma również jedną zaletę nad swoim poprzednikiem. Podczas gdy nie stworzył jeszcze wyraźnie zdefiniowanego programu politycznego, ma wizję, dokąd chce zaprowadzić kraj.
'Test Makerfield’ – w którym upiera się, że każda inicjatywa musi przynieść bezpośrednie korzyści pracującym jego okręgu wyborczym – stanowi szablon do rozwoju. Keir Starmer, jak widzieliśmy, nie miał nawet takiej podstawowej ramy.
Inny pozytyw to fakt, że Burnham potrafi budować zespoły. Jak niedawno zauważył jednen ze stronników: 'Kiedy był burmistrzem [Manchesteru], powierzał portfolio przeciwnikom z szerokiego spektrum politycznego. Torysów i Liberałów. Jego siłą jest jednoczenie ludzi.’
Z czasem te zalety mogą wyjść na jaw. Ale nie ma uniknięcia faktu, że objęcie stanowiska premiera nastąpiło zbyt wcześnie dla człowieka, który nie był nawet posłem na początku czerwca. Oznacza to, że w pierwszych tygodniach i miesiącach jego urzędowania błądzenie jest nieuniknione.
Nie tylko dlatego, że nikt obejmujący najbardziej wymagające stanowisko w kraju nie miał tak mało czasu na psychiczne przygotowanie się na ogrom wyzwań, które przed nim stoją.
Kilka miesięcy temu spotkałem Andy’ego Burnhama na ulicy. Szedł do pubu z przyjaciółmi. Zażartował ze mnie z powodu ostatniego wyniku Liverpoolu, opuściłem go i pożegnaliśmy się.
To życie już minęło. Nigdy nie będzie już samotnie spacerować ulicami. Po wygranej w uzupełniających wyborach w Makerfield, bliski sojusznik wyjaśnił, jak zamierzał znaleźć trochę czasu dla Burnhama, by odejść w spokojny sposób z rodziną i ochłonąć, zanim nadejdzie nadchodzące.
Słyszałem, że w nadchodzących tygodniach Burnham zamierza wprowadzić nowe hasło. Zamierza dać Brytyjczykom 'przestrzeń do oddychania’. Trochę ulgi od kryzysu kosztów życia, obaw o pracę i gospodarkę, niepokoju w związku z przestępczością.
Miejmy nadzieję, że w pewnym momencie w ciągu lata nasz nowy premier znajdzie również chwilę, by odetchnąć samemu. Bo jeśli nie będzie go miał, Wielka Brytania może stanąć przed długą, zimną zimą.




