Strona główna Aktualności Ta mama z nieuleczalnym rakiem naucza swoje dzieci kluczowych lekcji życiowych

Ta mama z nieuleczalnym rakiem naucza swoje dzieci kluczowych lekcji życiowych

19
0

Istnieją życiowe lekcje, które każda matka przekazuje swojej córce – jak zapleść włosy, rozmawiać o zmieniającym się ciele i przypomnieć, że jest silna, niezależna i nigdy nie powinna bać się używać swojego głosu.

Te zwyczajne rzeczy niosą głęboką, rozdzierającą serce wymowę dla Leony Macken.

Leona, 39-letnia kobieta, nauczyła swoją dziewięcioletnią córkę Quin, jak podwójnie myć i odżywić włosy – mądrość z lat jako fryzjerki.

Jej młodsza córka, Drew, która zaczęła pierwszą klasę we wrześniu, właśnie dostała zgodę na samodzielne przejście trochę dalej do bram szkoły, podczas gdy Leona zostaje z tyłu, żeby podać jej buziaka.

„To rzeczy, których wszyscy rodzice dokonują dla swoich dzieci” – mówi Leona, pochodząca z Cork, ale obecnie mieszkająca w Dublinie z mężem Alanem i ich córkami.

„Może to jest trochę zbyt wcześnie w naszym domu. Uczę ich, jak zadbać o siebie jako dziewczynki. Uczę ich, jak żyć bez mnie, kiedy jeszcze jestem obecna.”

To jest zdanie, którego żadna matka nie powinna nigdy musieć wypowiedzieć. Ani to nie jest życie, jakie powinna prowadzić.

W wieku zaledwie 39 lat Leona walczy o życie, żyjąc z nieuleczalnym, czwartym etapem przerzutowego raka szyjki macicy po tym, jak anomalia w jej badaniach cytologicznych została niewłaściwie oznaczona jako negatywna.

W ubiegłym roku HSE przeprosiło w Sądzie Najwyższym za te zaniedbania, po tym jak eksperci doszli do wniosku, że opóźnienie w identyfikacji przedrakowych zmian doprowadziło do jej złego rokowania.

Teraz, zamiast planowania kamienicowych urodzin i wszystkiego, co wyobraża sobie macierzyństwo, Leona planuje swoje życie co dwa lub trzy tygodnie – ponieważ tyle pozwala na to czwarty stopień nowotworu.

„Nie planuję zbyt daleko przed siebie” – mówi. „Moje 40. urodziny są w styczniu, ale to zbyt daleka perspektywa. Nie wiem, jak będzie wyglądać dla mnie.”

Kiedy lekarze powiedzieli jej we wrześniu zeszłego roku, że ma „kilka lat” życia, przyszłość, którą wyobrażała sobie z Quin i Drew, wszystkie te cenne kamienie milowe ich życia, zniknęły nagle. Była wstrząśnięta tak bardzo, że nie mogła mówić przez kilka dni.

„Nie mogłam patrzeć na dziewczynki bez płaczu” – mówi. „Jedyne, na co byłam w stanie myśleć, to wszystko, czego im nie umożliwię, i ile mnie potrzebują.”

Tragedią jest to, że długo przed wspomnieniem raka, Leona zrobiła wszystko prawidłowo. Uczestniczyła w każdym badaniu cytologicznym, nawet płacąc prywatnie, zanim spełniła warunki do skorzystania z programu CervicalCheck, rozumiejąc znaczenie wczesnego wykrywania.

Jak wiele kobiet, była świadoma druzgocącej diagnozy i kampanii Vicky Phelan i wierzyła, że regularne uczestnictwo w badaniach oznaczałoby, że wszystko, co było nie tak, zostałoby wykryte na wczesnym etapie.

Na pewien czas wszystko wydawało się układać się dobrze dla Leony i jej męża Alana. Bardzo zakochani powitali Quinę w 2017 roku, a dwa lata później Drewa.

Ale po urodzeniu swoich dzieci Leona zaczęła odczuwać nieregularne miesiączki i bóle miednicy. Jak wiele kobiet początkowo zlekceważyła to jako zmiany hormonalne po ciąży. W pewnym momencie zastanawiała się, czy w wieku zaledwie 33 lat wchodzi w przedwczesną menopauzę; jej lekarz rodzinny zapewnił ją, że jest za młoda.

Mimo pogarszających się objawów, jej badanie cytologiczne z 2020 roku było normalne, a ponieważ jej historia badań cytologicznych nie wykazywała żadnych nieprawidłowości, rak nigdy nie był brany pod uwagę.

„Nigdy nie poproszono mnie o powtórzenie badania cytologicznego” – mówi.

„Część mnie to zlekceważyła, ale wiedziałam, że coś było nie tak. Jako kobiety jesteśmy silne – potrzeba dużo, żeby powiedzieć, właściwie, muszę to sprawdzić.”

Pod koniec 2022 roku Leona zaczęła notować swoje objawy, które teraz „nagromadzały się” i zauważyła więcej alarmujących sygnałów z nieregularnym krwawieniem i bólem. Mimo to, testy, takie jak ultrasonografie, nie wykazały żadnych nieprawidłowości.

Potem, podczas następnego badania cytologicznego na początku 2023 roku, wszystko się zmieniło. Wynik pokazał nieprawidłowości i aktywował najgłębsze obawy Leony.

„Wyszukałam objawy raka szyjki macicy w internecie i po prostu wiedziałam – miałam je wszystkie” – mówi.

Gdy przychodziła na kolposkopię, mówi, że z początku wyczuwała, że coś jest nie tak, zanim ktokolwiek zaczął mówić.

„Czułam napięcie w pokoju” – mówi. „Coś było poważnie nie tak.”

Podczas zabiegu zaczęła silnie krwawić, a lekarze powiedzieli jej, że otrzyma informację zwrotną w ciągu trzech tygodni zamiast standardowych sześciu.

„Miałam jechać na wakacje, więc powiedziałam im, żeby poczekali ze mną dzwonić. Wiedziałam, że dostanę złe wieści.”

Telefon zadzwonił w dzień, gdy Leona wracała do domu. Powiedziano jej, że ma przyjechać do szpitala następnego ranka i zabrać ze sobą Alana. Zaczął płakać i nie mógł przestać.

„Kiedy dotarłam do szpitala, miałam opuchniętą twarz, ale weszłam w tryb wojowniczki” – mówi. „Pomyślałam – ok, to rak. Co dalej?”

Początkowo, badania sugerowały raka szyjki macicy w stadium 1B2 i konieczność przeprowadzenia radykalnej histerektomii. Lekarze usunęli dwa węzły chłonne, a jej powiedziano, że po leczeniu mogłaby „żyć swoim życiem”. Ale dwa tygodnie później jej diagnoza została zmieniona na raka szyjki macicy w stadium trzecim.

„Wtedy zostałam wrzucona w inny świat” – mówi.

Wizyty w szpitalu, chemioterapia i radioterapia stały się jej nową codziennością. Leona zakończyła leczenie w listopadzie 2023 roku, i mimo obiecujących wyników badań, odczuwała wyniszczający ból. I znowu, powiedziano jej, że jest to oczekiwane.

„Chemioterapia zniszczyła moje jajniki, więc pomyślałam, że to teraz po prostu życie” – mówi. „Szpital powiedział mi, że ból jest wynikiem leczenia.”

Leona, która już przestała pracować, zaczęła mieć coraz większe trudności z codziennymi czynnościami, takimi jak doprowadzenie dziewcząt do szkoły czy zakupy. Wtedy poczuła guza pod pępkiem.

„Nie mogłam żyć z bólem. Dostawałam prywatne zastrzyki i nic nie działało” – mówi.

W styczniu 2025 roku Leona sama zadzwoniła do szpitala i nalegała na wizytę. Pomimo zapewnień z poprzednich badań, poprosiła o spotkanie z konsultantem. Badanie trwało chwile.

„Konsultant dotknął mojego brzucha i natychmiast powiedział, 'Potrzebujemy pilniejsze badanie CT dla Leony’. I znowu wiedziałam.”

Rak wrócił – tym razem w czwartym stadium.

„Po prostu płakałam” – mówi. „Nie mogłem patrzeć na dzieci, ciągle myślałam o wszystkim, czego przejdę. One są dwiema dziewczynkami i będą mnie potrzebowały.”

Diagnoza oznaczała najciemniejszy punkt podróży Leony.

Następna faza leczenia miała być trudniejsza niż wszystko, z czym dotychczas się zmierzyła. Miała przejść przez tzw. terapię potrójną w desperackiej próbie zmniejszenia swoich guzów – bezpośrednio atakując jej agresywnego raka za pomocą celowanej chemioterapii i immunoterapii.

Fizycznie i psychicznie była to dla niej najtrudniejsza walka, pozostawiając jej malutką ramę o wysokości 150cm i wagę poniżej 40kg; tracąc wszystkie włosy, brwi i rzęsy.

„Nie obchodziło mnie” – mówi. „Oddałabym swoje kończyny. Po prostu chciałam pozostać na tej ziemi.”

Zamiast próbować osłaniać Quin i Drew od tego, co się działo, Leona postanowiła, że zmierzą się z tym razem wspólnie. Poprosiła je, czy pomogą jej ściąć i zgolić włosy przed leczeniem, ponieważ nie chciała, żeby zszokował je jej wygląd.

Zanim to zrobiły, dziewczynki zrobiły jej dwa małe warkocze – i wciąż je mają.

„Najmłodsza zaczęła płakać, ale chciałam, żeby były zaangażowane, aby mój wygląd ich nie zszokował” – mówi.

Jak każda matka, myśli Leony od razu zwróciły się do tego, jak jej córki sobie poradzą.

„Zastanawiałam się, czy dzieci będą zawstydzane, gdy odbiorę je ze szkoły. Zawsze starałam się być z nimi szczera co do mojej długości życia” – mówi.

„Mówię mojej starszej córce, że nie będę zawsze tutaj. Wiedzą, co to jest rak i że może skończyć się na śmierci, ale ciągle mówię, że robię, co w mojej mocy. Nigdy nie mówię, że wszystko będzie dobrze, bo nie mogę obiecać tego.”

Wsparcie rodziny, zwłaszcza zdolność do radzenia sobie córek, jest zdumiewające.

„Czasem po prostu zapominają, że mama jest chora; są pochłonięte swoim życiem. To kocham. Chcę, żeby zapomniały, że to mnie spotkało” – nalega Leona.

„Nie mogę spędzać reszty swojego czasu na rozżalenie. Chcę cieszyć się byciem ich Mamą.”

Chwali Alana, który był zarówno mamą, jak i tatą.

„Był moim mężem, moim opiekunem i wszystkim, co jest między tymi rolami. Dzięki Bogu jesteśmy silni razem, bo rak potrafi zakłócić relacje.”

„Straciłam przyjaciół przez to. Ludziom trudno jest radzić sobie z tym na co dzień. Czasami myślę, że może przypominam im o śmierci.”

I w trakcie walki o życie Leona podjęła walkę prawną. W czerwcu 2025 roku ona i Alan zakończyli postępowania prawne przeciwko HSE wynikające z (więcej w oryginalnym tekście)