Pozostaje ledwo widoczne poświata węgla z odysei Szkocji na Mistrzostwa Świata 2026. Czy z nich jeszcze można wydobyć płomień? Czy czas na wiadro zimnej wody?
Zastanawiam się, czy odpowiedź zależy od patriotyzmu, zaangażowania w to maleńkie wzgórze i dolinę naszej, od uporu naszego nigdy-nie-będziemy-straceni ducha destylowanego w Szkocji (z zasady, bez wątpienia) – oraz jak to wszystko się ma do tego, co widzimy własnymi oczami.
Być może, nawet po trzech kompletnie nieinspirujących meczach, odpowiedź zależy od nadziei. Matematycznie wciąż możliwe jest dla Szkocji dotarcie do fazy pucharowej wielkiego turnieju po raz pierwszy w naszej historii, dlatego musimy mieć nadzieję i modlić się, że tak się stanie.
Na co kontrargument powie: a musimy? Czy nie wystawiliśmy się już wystarczająco na Ridiculo? Mamy najbardziej radosnych i zakręconych kibiców na świecie wydzierających się na całe gardła za prawdopodobnie najbardziej nudną i nieodważną drużynę w turnieju. Wiem, co by powiedział terapeuta małżeński.
To niemal tak, jakby losy zgotowały Tartan Army karę za ich zaangażowanie, serwując im zupełnie przeciwstawne widowiska, o których marzą ci kibice.
Być może chodzi nie o nadzieję, ale o wiarę. Czy sukces w sporcie nie polega właśnie na wierzeniu, na pokonywaniu demonów wątpliwości, które starają się powstrzymać dążenie do wielkości?
(NOTE: The article discusses the disappointment of Scotland’s performance in the 2026 World Cup and ponders whether there is still hope for advancement in the tournament despite poor results.)
(NOTE: The content reflects on the disappointment of Scotland’s performance in the 2026 World Cup and discusses the reactions of fans and players to the team’s underwhelming display.)


