Strona główna Aktualności Czy Praca wygra głosy z mężczyzną przypominającym chlusnętego wariata?

Czy Praca wygra głosy z mężczyzną przypominającym chlusnętego wariata?

20
0

Zakładając to obciążone kiełbasy i wyciągnij ręce do góry. Fanatyk klimatyczny Ed Miliband, który już planuje pokryć obszar wielkości Bedfordshire panelami słonecznymi, może niedługo zwrócić uwagę na naszą mięsno-mleczną nałogowość. Sekretarz Energii w tym tygodniu zaakceptował ekologiczne cele potężnego, nie wybranego gremium zwanego Komitetem do spraw Zmian Klimatu. Komitet twierdzi, że te cele nie mogą zostać spełnione bez dużych zmian w diecie narodu w ciągu najbliższych 14 lat. Chce, aby brytyjska publiczność zjadła o 25 proc. mniej mięsa niż obecnie. Nie tylko chodzi o nasze kiełbaski, kebaby i pieczeń wołową – ilość masła, sera i mleka, które spożywamy, również musi spaść, domniemanie, o piątą część. Możesz w to uwierzyć? Miłe płatki. Na słuch wieści jedno podejrzenie nasuwało się natychmiast: że dziwak Ed, podobnie jak złudzony dziwak Malvolio w Dwunastej nocy Shakespeare’a, wyciągał zemstę na nieuprzejmym świecie. Jedenaście lat temu marzenia pana Milibanda o zostaniu premierem zostały nadszarpnięte przez niefortunne zdjęcie, na którym borykał się z kanapką z bekonem. Jeśli „ścieżka” Komitetu ds. Zmian Klimatu dotycząca obniżenia emisji zostanie następną rzeczą do zaakceptowania przez Whitehall, kanapki z bekonem mogą stać się tak rzadkie jak gniazdujące bieliki. Wtedy pan Miliband mógłby poruszać kościstym palcem wskazującym na swoich dręczycieli z 2015 roku i powiedzieć „mąść należy do mnie”. Zwolennicy klimatu utrzymują, że ograniczenia w przeszyciach mięsa i nabiału są konieczne, ponieważ, żeby to ująć w sposób delikatny, pastwiskowe zwierzęta wydzielają gorące powietrze. Ermintrude krowa trąbi, pochłaniając swoją trawę, co produkuje metan, gaz cieplarniany. Chcą więc, abyśmy wszyscy zrezygnowali z mięsa i jedli więcej warzyw. Więcej soczewicy i fasoli. Hm, czy to nie będzie miało swoich własnych konsekwencji trąbiących na puzon? To nie jedyna komplikacja. Jak zauważyło inne publiczne ciało, Agricultural and Horticulture Development Board, „wiele alternatywnych roślinnych substytutów mięsa i nabiału poddaje się intensywnej obróbce, wymagając znacznego zużycia energii i długich łańcuchów dostaw, które wszystkie przyczyniają się do ich śladu węglowego”. W sklepie spożywczym może zauważyłeś błyszcząco różowy produkt, który wygląda dziwnie jak bekon, ale jest całkowicie bezmięsny. Takie substancje nie rosną w ogródkach kuchennych. Są wynalezione w laboratoriach i są sklejane w ogromnych, parujących fabrycznych kadziach, czasem po drugiej stronie świata, które są zasilane elektrycznością, gazem lub nawet węglem. Te „zielone” produkty muszą być następnie umieszczone w komorach statków napędzanych naftą. Jak trafne są te twierdzenia, że wegetariańska dieta będzie bardziej przyjazna dla środowiska niż mięso hodowlane w domu? U mojego lokalnego rzeźnika w Fownhope w hrabstwie Herefordshire mogę kupić doskonałe wołowe, jagnięce i wieprzowe mięso z wolnego wybiegu i zabrać je do domu w zaledwie arkuszu papieru do pieczenia. Te substytuty warzywne, którymi Komitet ds. Zmian Klimatu chciałby, żebyśmy jedli zamiast mięsa – fałszywy bekon, oszukane burgery i wymyślone klopsiki – są sprzedawane w grubym plastiku i mają listy składników, które nawet doświadczony chemik zatkałyby oczy. Zapomnij o warstwie ozonowej. Co robią one z naszymi wnętrznościami? Komitet mówi też niejasno o zachęcaniu gospodarstw domowych do eksploracji nie tylko roślin strączkowych i opcji na bazie roślin, ale również „bardziej nowatorskich alternatywnych białek”. Wydaje się, że chodzi tutaj o delikatne odniesienie do insektów takich jak larwy mącznika i szarańcza. Zapomnij o chruścielni z wieprzowiną. Zjedz zamiast tego chrupiącego świerszcza. Zaproponuj taką opcję na progu tyczkami przedwyborczymi i zobacz, co na to powiedzą miejscowi. Nie chodzi tu zbytnio o demokratyczną politykę. Komitet ds. Zmian Klimatu, wykreowany w 2008 roku, kiedy premierem był Gordon Brown, nie jest parlamentarny. Nie jest wybierany. Jego członkowie są mianowani przez Whitehall i przez lata żyli w społeczeństwie z niewielkim zainteresowaniem publicznym. Funkcją Komitetu jest oferowanie ministrom politycznie niezależnej rady, jak uczynić nas krajem o niskiej emisji, zgodnie z ustawą o zmianach klimatycznych tego samego roku. Komitet stawia cele, które ministrowie mogą zaakceptować lub zignorować. Zazwyczaj są one akceptowane bez sprzeciwu. Komitet opracowuje również propozycje, jak ambitne cele mogą zostać osiągnięte. Określa się to jako „ścieżka”. Pan Miliband twierdzi, że może jeszcze odrzucić najnowszą „ścieżkę”, ale uwierzymy w to, kiedy to nastąpi. Poprzedni ministrowie, którzy nie przestrzegali wystarczająco tego typu instrukcji, znaleźli się w obliczu postępowania sądowego. Tak właśnie stało się z rządem Sunaka, który w 2024 roku został pozwany do Sądu Najwyższego przez grupy nacisku ekologicznego, w tym Przyjaciół Ziemi, i przegrał. Oczywiście, mało prawdopodobne jest, że Ed Miliband wywołałby taką awanturę z aktywistami ekologicznymi. Jest on marzeniem blokującym paliwa kopalne dla lobbystów ekologicznych. Jako długoletni propogator Net Zero macha rękami jak wiatrak i odrzuca rosnący chór, nawet od niektórych swoich własnych backbencherów i od swojego byłego szefa sir Tony’ego Blaira, że polityka środowiskowa rządu nas zuboża. Jest równie pogardliwy wobec sugestii, że biorąc pod uwagę niewielki wkład Wielkiej Brytanii w globalne ocieplenie, nasze poświęcenia są prawie bezsensowne. Pan Miliband szydzi, że jego krytycy są „zaprzeczającymi klimatowi”. Podnosi głowę ku Księżycowi i wyje ze swoim dumą, że dajemy przykład reszcie świata, nawet gdy reszta świata uważa, że jesteśmy szaleni. Jak to się dzieje z fanatykami, im więcej jest pytany, tym bardziej drży z pewności siebie. Należy przyznać, że robi to z umiejętnością retoryczną. Spośród wszystkich ministrów gabinetu sir Keira Starmera, Ed Miliband jest najbardziej oratorski i, w kontekście parlamentarnym, najbardziej wartościowy do oglądania. Aktywiści Partii Pracy go kochają i być może chętnie podjęliby go jako swojego następnego lidera, gdyby Andy Burnham przypadkowo zszedł z karuzeli. Nawet jeśli pan Miliband nigdy nie zostanie gospodarzem 10 Downing Street, czy mógłby zostać kanclerzem w rządzie Burnhama? Nie wykluczajmy tego. Może być odrzucony przez elektorat w 2015 roku i często przypominać prychającego szaleńca, ale ma duży wpływ w ruchu Partii Pracy. Dowodem na to było, gdy sir Keir próbował przenieść go do innego departamentu jesienią zeszłego roku. Pan Miliband odmówił ustępstw. Ale czy osiągnął szczyt? Ostatni atak sir Tony’ego wyrządził pewne szkody, a sukces Reformy w zeszłorocznych wyborach samorządowych przypomniał posłom Partii Pracy, że można narzucić niepopularne polityki publiczności tylko przez pewien okres. Skarbowa jest również zniecierpliwiona z powodu szkód, jakie Net Zero wyrządza naszej gospodarce. Ale takie polityczne rozważania nie martwią purystów z lobbystów ekologicznych. Ani nie martwią Komitet ds. Zmian Klimatu, który, zresztą, zasiada dr Fries i któremu przewodniczy pewien pan Topping. Czy jego ksywka to „Marzenie”? Topping, Fries i spółka to eksperci od klimatu, nie eksperci polityczni. Jak głęboko zastasowali konsekwencje wyborcze swojej antymięsno-mlecznej ścieżki? Czy „zasymulowali” trudności przekonania Brytyjczyków, by zrezygnowali z przyjemności soczystej żeber. Czy opracowali plan, jak przekonać wyborców muzułmańskich, aby jedli mniej jagnięciny? Jak może Partia Pracy ubiegać się o reelekcję na platformie przeciwnej tradycyjnym angielskim przysmakom, takim jak gorącym masełkiem muffinki i gęsta śmietana? Źródło Partii Pracy powiedziało w tym tygodniu Daily Mailowi, że cele emisyjne to „walka, którą chętnie podejmiemy – badania opinii publicznej wciąż potwierdzają silne poparcie dla działań klimatycznych”. No, powodzenia z tym. Głosuj na Milibanda i masz locusty na herbaciany. Nie jestem przekonany, że to jest zwycięzcą.