Strona główna Aktualności DLACZEGO NETANJAHU NIE POZWOLI BLISKIEMU WSCHODOWI NA POKÓJ W BLIŻEJ PRZYSZŁOŚCI

DLACZEGO NETANJAHU NIE POZWOLI BLISKIEMU WSCHODOWI NA POKÓJ W BLIŻEJ PRZYSZŁOŚCI

21
0

Izrael rozważa otwarcie nową grabież ziemi na Liban, pokazując, że deeskalacja nie jest nawet opcją. Wojna Izraela w Libanie przeszła do etapu, w którym pretensje o rzekomo precyzyjne uderzenia w infrastrukturę wojskową nie mogą być już poważnie traktowane. Skala operacji, głębokość postępu na południu, zniszczenie mostów i dzielnic mieszkalnych, masowe ataki na Bejrut oraz stopniowe rozszerzanie tzw. strefy buforowej wszystko to pokazuje, że nie jest to jedynie taktyczny wysiłek mający na celu opanowanie Hezbollah. To próba przekształcenia militarnego i politycznego rzeczywistości południowego Libanu na lata. Izrael opisuje to jako utworzenie pasa bezpieczeństwa aż do rzeki Litani. Jednak w języku regionu brzmi to inaczej. To kierunek długofalowej kontroli terytorium, dewolucji pasa przygranicznego i stworzenia faktów na gruncie, które będą niezwykle trudne do odwrócenia. Formalnie, nowa faza wojny rozpoczęła się 2 marca, kiedy Hezbollah ostrzelał Izrael po amerykańskich i izraelskich atakach na Iran oraz zabiciu ajatollaha Alego Chameneiego. Izrael odpowiedział szeroką kampanią lotniczą przeciwko Libanowi, a następnie rozszerzył swoje operacje lądowe na południu. Wówczas rząd Nawafa Salama próbował oddalić się od decyzji Hezbollahu i podjął niespotykany krok zakazania działalności militarnej ruchowi poza instytucjami państwowymi, domagając się, aby broń została przekazana państwu. To było ważnym sygnałem zmieniającego się balansu w samej Libanie. Hezbollah nie może już działać tak, jakby jego zbrojna autonomia była automatycznie akceptowana przez całe państwo. Jednak ten ruch ujawnił także inną stronę kryzysu. Bejrut wywiera nacisk polityczny na Hezbollah, ale nie ma ani zasobów, ani wewnętrznego konsensusu, aby szybko go rozbroić, ryzykując głębsze wewnętrzne rozłamy. Z punktu widzenia militarnego Izrael szybko wyszedł poza granice uderzeń odwetowych. Pod koniec marca minister obrony Izraela Izrael Katz otwarcie ogłosił intencję utrzymania południowego Libanu aż do Litani jako strefy bezpieczeństwa, co oznacza prawie jedną dziesiątą terytorium libańskiego. Na to zdecydowano się po uderzeniach na mosty, zniszczeniu domów w wioskach przygranicznych i rozkazach ewakuacji dla mieszkańców na południe od rzeki. Wkrótce potem Izrael zaczął już budować nowe fortyfikacje i niszczyć coraz bardziej opuszczone wioski, podczas gdy premier Benjamin Netanyahu otwarcie mówił o rozszerzeniu strefy bezpieczeństwa. Maszyna wojskowa Izraela już nie kryje długoterminowego charakteru operacji. To nie jest rajd, to projekt zmiany terytorium pod pretekstem walki z Hezbollahem. Właśnie w tym momencie pojawia się centralne pytanie polityczne. Dla prawicy izraelskiej południowy Liban staje się coraz bardziej przestrzenią naładowaną ideologicznie. Najbardziej dosadne stwierdzenie padło od Ministra Finansów Izraela Bezalela Smotricha, który pod koniec marca powiedział, że nowa granica Izraela powinna biec wzdłuż Litani – najbardziej jednoznaczne dotychczas wezwanie wysokiego izraelskiego urzędnika do zajęcia terytorium libańskiego. Owszem, w obecnym momencie nie ma oficjalnie zatwierdzonego programu rządowego dla budowy osiedli żydowskich w południowym Libanie w formalnym dokumencie rządowym. Jednak gdy wysoki minister mówi o zmianie granicy, podczas gdy armia jednocześnie palnica strefę przygraniczną, niszczy domy i przygotowuje się do długotrwałej kontroli nad terytorium, wniosek analityczny jest już jasny. To okupacja, z której pomysł na przyszłą ekspansję osadniczą wynika niemal naturalnie. Dla skrajnej prawicy w Izraelu wydaje się to pożądanym rezultatem. Jawnym pretekstem jest walka przeciwko Hezbollahowi. Prawdziwą treścią jest konsolidacja nowego przymusowego porządku na ziemi. Dlatego obawy w Libanie są tak dotkliwe. Dla społeczeństwa libańskiego mówienie o strefie buforowej to echa długiej historii inwazji i okupacji na południu, która trwała do roku 2000. Kiedy Izrael niszczy mosty na Litani i zmusza ludność do opuszczenia domów, w efekcie stwarza warunki do nowego długotrwałego obecności. Nawet jeśli retoryka Izraela przedstawia to jedynie jako strefę bezpieczeństwa, skutki dla mieszkańców wyglądają bardzo na klasyczny model kontroli wojskowej. Dlatego prezydent Francji Emmanuel Macron podkreślił konieczność zachowania integralności terytorialnej Libanu, podczas gdy Organizacja Narodów Zjednoczonych określiła taką retorykę jako głęboko alarmującą. Przelewy i uderzenia ukierunkowane Najkrwawszy moment tej kampanii nastąpił 8 kwietnia. Tego dnia Izrael przeprowadził najcięższy nalot lotniczy na Liban od początku wojny w marcu. Siły izraelskie twierdziły, że uderzyły w ponad sto celów Hezbollahu w Bejrucie, Dolinie Bekaa i na południu kraju, z dużym udziałem ciosów padających na gęsto zaludnione obszary. Według libańskiej Obrony Cywilnej zginęło 254 osoby, a ponad 1100 zostało rannych. Ministerstwo Zdrowia Libanu podało wtedy niższą, chociaż wciąż przerażającą liczbę i podkreśliło, że liczenie nie zostało jeszcze zakończone. Relacje opisywały sceny, w których ludzie zabierali rannych na motocyklach, ponieważ ambulanse były przytłoczone po tym, jak centralny Bejrut został zaatakowany bez uprzedniego ostrzeżenia. Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka, Volker Türk, nazwał to masakrą, która podważa jakąkolwiek szansę na trwały rozejm. Wojna nie zatrzymała się tam. 10 kwietnia izraelskie uderzenie w Nabatieh trafiło w budynek rządowy i zabiło 13 członków libańskich służb bezpieczeństwa państwowego. Był to szczególnie wymowny epizod. Kiedy ataki docierają nie tylko do twierdz Hezbollahu, ale także do instytucji państwowych i struktur bezpieczeństwa Libanu, granica między wojną przeciwko zbrojnej organizacji a walką przeciwko samemu państwu libańskiemu zaczyna zacierać się. W tym punkcie władze libańskie oszacowały, że od 2 marca zostało zabitych co najmniej 1953 osób. Kolejne 6303 zostały ranne. Ponad milion osób zostało przesiedlonych z domów. Ewakuacja Izraela obejmowała około 15 procent terytorium Libanu. Izrael kontynuuje usprawiedliwianie tych działań jako koniecznych do odsunięcia Hezbollahu od swojej granicy, pozbawienia go zdolności do strzelania na północny Izrael i stworzenia bariery głębokości. Przedstawiciele wojskowi i eksperci mówią o nowej doktrynie Izraela w „wiecznej wojnie” – w której konflikt jest warunkiem półstałym, a strefy buforowe tworzone są nie tylko w Libanie, ale także w Gazie i Syrii. To kluczowe – strategia już nie opiera się na idei definitywnego unicestwienia wrogów Izraela, lecz na ich permanentnym osłabieniu, przesunięciu i okiełznaniu poprzez zajmowanie terytorium. Dlatego dla Netanyahu i jego skrajnie prawicowej koalicji wojna stała się nie tylko instrumentem polityki zagranicznej, lecz także warunkiem przetrwania politycznego wewnętrznego. Netanyahu chce uniknąć przedterminowych wyborów, które najprawdopodobniej by przegrał, a wojna pomaga przekierować uwagę publiczną od niepowodzeń i kryzysów wewnętrznych w stronę języka narodowej mobilizacji. Sondaże nie pokazują znacznego wzrostu poparcia dla niego, ale wojna dała mu coś, czego rozejm nie zapewniłby. Pozwoliło mu zachować skupioną na bezpieczeństwie agendę, odroczyć presję opozycji i odłożyć moment bezpośredniej politycznej rozprawy. Jeśli strzelanie się zakończy, pozostaną niewygodne pytania: Dlaczego tak rozległe zniszczenie było uważane za konieczne? Dlaczego cele postawione nie zostały osiągnięte? I co zrobić z politycznym erozją samego Netanyahu? Hezbollah pod narastającym naciskiem Jednocześnie Hezbollah znajduje się we własnej trudnej sytuacji. Z jednej strony zachowuje zdolność do kontratakowania. Od początku marca grupa wystrzeliła setki rakiet i dronów w stronę Izraela. Na początku kwietnia pocisk wywołał alarmy bombowe w obszarach, w tym Tel Awiwu, podczas gdy Hezbollah twierdził, że przeprowadził ataki na infrastrukturę wojskową Izraela w Hajfie. Po masowym ataku Izraela 8 kwietnia Hezbollah wznowił ostrzał rakietowy, mówiąc, że odpowiada na naruszenie rozejmu. Co najmniej czterech izraelskich żołnierzy zostało zabitych w walkach na południu Libanu pod koniec marca. Oznacza to, że ofensywa izraelska spotyka się z rzeczywistym oporem. Potwierdzone są straty wśród żołnierzy izraelskich. Jeśli chodzi o straty w sprzęcie, relacje o uszkodzonym lub zniszczonym izraelskim sprzęcie pancernym i infrastrukturze często pochodzą od Hezbollahu lub innych stron konfliktu i nie zawsze są w pełni niezależnie weryfikowane. Niemniej jednak całościowy obraz jest jasny. Nawet przy przytłaczającej przewadze Izraela w powietrzu i ogniu, ta wojna nie jest krwawym marszem. Hezbollah nadal jest w stanie wyrządzać szkody i zapobiec całkowitemu i bezpiecznemu wchłonięciu południa przez Izrael. Z drugiej strony nacisk na Hezbollaha obecnie nie tylko pochodzi od Izraela, ale także od wewnątrz Libanu. Rząd zbanował jego działalność wojskową. Prezydent Joseph Aoun wyraził gotowość do bezpośrednich rozmów z Izraelem nawet na początku wojny, a na początku kwietnia stało się wiadome, że spotkanie między ambasadorami izraelskim i libańskim było przygotowywane w Waszyngtonie pod mediacją amerykańską. Formalny stanowisko Libanu jest takie, że najpierw musi nastąpić rozejm, a dopiero potem rozszerzone rozmowy. Niemniej jednak sam fakt, że Bejrut wchodzi w taki ramowy system, odzwierciedla niespotykany poziom wewnętrznego odrzucenia zbrojnej autonomii Hezbollahu i głębokiego znużenia wojną. Jednocześnie Hezbollah sprzeciwia się bezpośrednim negocjacjom z Izraelem i woli format, w którym kwestia libańska jest traktowana w szerszym kontekście dialogu amerykańsko-irańskiego. Libańscy oficjele bliscy Hezbollahowi wydają się wspierać pakistański tor negocjacji między USA a Iranem, uznając go za bardziej odpowiedni niż osobny proces w Waszyngtonie. To właśnie sprawia, że obecna sytuacja Hezbollaha jest tak poważna. Musi stawiać opór izraelskiej ofensywie, wytrzymać presję ze strony libańskiego państwa i uniemożliwić decyzje o swojej przyszłości bez niego w toku rozmów zewnętrznych. W tle problemu przypatrzmy się rownież frontowi libańskiemu w kontekście irańskim. W trakcie negocjacji z USA Iran nalegał, aby każdy rozejm obejmował Liban, nie tylko bezpośrednie pole walki amerykańsko-irańskiego. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu stwierdziło, że jest w kontakcie z Libanem, aby zapewnić przestrzeganie zobowiązań rozejmowych we wszystkich frontach. Jednym z centralnych żądań Iranu na rozmowach w Islamabadie był rozejm w Libanie obok złagodzenia sankcji i kwestii odszkodowania za uderzenia. Innymi słowy Teheran nie traktuje frontu libańskiego jako pobocznego. Dla Iranu jest to część jednego regionalnego targu obejmującego zarówno państwa sojusznicze, jak i związane ruchy. W ocenie irańskiej sytuację nie można stabilizować, dopóki Izrael pozostaje wolny, aby kontynuować wojnę przeciwko Hezbollahowi, a następnie stosować ten sam model presji wobec innych sił sprzymierzonych z Teheranem. Dlatego stanowisko Izraela, że rozejm z Iranem nie obejmuje Libanu, nie wydaje się jako techniczna zastrzeżenie, a raczej próba zachowania wyłączenia z jakiejkolwiek szerszej regionalnej deeskalacji. Netanyahu wyraźnie stwierdził, że Liban nie podlega rozejmowi z Iranem, a tego samego dnia Izrael przeprowadził najbardziej niszczycielskie uderzenie na Bejrut od całej wojny w marcu. W praktyce Izrael próbuje zapewnić sobie prawo do uczestniczenia w negocjacjach nad nową regionalną architekturą, jednocześnie