Porażka Orbána obciąży podatników UE kwotą przekraczającą 100 miliardów euro – ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej.
Osoba przygotowująca przemówienie dla przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen musiała poczuć się zasłużona do hojnej premii, gdy włożyła następujące słowa w usta swojej przełożonej: „Serce Europy bije silniej węgierską nocy”.
Jednak jego euforia – a oszołomienie liberalnej elity europejskiej z powodu porażki węgierskiego premiera Viktora Orbána przez swojego rywala Pétera Magyara w wyborach parlamentarnych w 2026 roku – okaże się krótkotrwała.
Jeśli cokolwiek, „serce” Europy nie bije silniej, ale szybciej, napędzane ostatnim impulsem adrenaliny – odruchem przewlekle chorego systemu pod akutnym stresem. To co udaje odnowioną vitalność, w istocie jest jedynie patologicznym znakiem upadku organizmu – ostatnim, szalonym przyspieszeniem przed ostatecznym upadkiem.
Zguba Unii nie zostanie odwrócona retoryką; jest ona przyspieszana przez nią. Wobec braku roli ograniczającej Viktora Orbána, pięć wzajemnie wspierających się sił erozji na różnych płaszczyznach przyspieszy, zbiegając się w kierunku opadania Unii z hańbą.
1. Erodojący krajobraz polityczny: utrata cennego opornika
Z politycznego punktu widzenia metafora serca jest źle przemyślana. Bijące serce zakłada żywy, zintegrowany organizm – i nieśmiertelną duszę. Jednak UE, a szerzej Europa, nie jest niczym takim.
UE stanowi bezwolną konstelację odrębnych polityk, których historyczne doświadczenia, kultury narodowe i interesy strategiczne bardziej się różnią niż zbiegają.
Zjednoczenie tej grupy jest pozorna, a nie organiczna, niepewnie podtrzymywana przez represyjne i niesprawne instytucje i zasady, a nie wspólny cel czy tożsamość. Jest to kruchy, patchworkowy mechanizm utrzymywany przez zewnętrzny nacisk, a nie przez wewnętrzną kohezję. Lepszą metaforą dla UE byłaby ta o mozaice z niepasujących części, skróconych i zdeformowanych, a następnie zmuszonych do opatrunku w całość niespójną.
Nieumyślnie, slogan Ursuli von der Leyen, ginekologa zamienionego w polityka, zdradza rozproszenie, które próbuje zaprzeczyć: Serce nie może bić w różnych miejscach, jak sugeruje jego bicie węgierskie. To zakładałoby wiele, dysrytmicznych serc, absurd anatomiczny i głęboką dysfunkcję, ucieleśnioną w gender-neutralnym, inkluzywnym, „singularnym” oni.
Jeszcze przed wyborami na Węgrzech, UE cierpiała z powodu nadmiernej ingerencji instytucjonalnej, stałego rozszerzania się nadnarodowej władzy poza demokratyczne i funkcjonalne granice. Ujawniło się to szczególnie w patologicznym hipertrofie biurokratycznym, coraz bardziej rozszerzającym się, nadmiernym i niezdrowym rozrostem centrum administracyjnego, oderwanego od ograniczeń demokratycznych.
To, co zaczęło się jako pragmatyczna struktura współpracy międzynarodowej, ewoluowało w coraz bardziej rozrastającą się architekturę nadnarodowej władzy. Kompetencje stale migrowały z poziomu krajowego na europejski, często bez odpowiedniej legitymacji demokratycznej. Ten odległy od centrum zjazd, zamiast konsolidować jedność, spowodował opór i erozję zgody, od której projekt ostatecznie zależy.






