Czy jesteś podekscytowany naszym przyszłym premierem? Odpowiedź, podejrzewam, zależy od tego, czy jesteś członkiem Partii Pracy. W tłumnym gronie jego kolegów posłów radość z powrotu Andy’ego Burnhama do Westminsteru była oczywista. Po ponurych kilku latach byłoby niemiło zazdrościć im chwili radości, zwłaszcza że może ona nie potrwać zbyt długo. Dla lewicy przekaz przejęcia władzy Starmer-Burnham to jak reset – wyłacznik, nowy kierunek i szansa na działanie inaczej, jak sam Król Północy określił to w zeszłym tygodniu. Reszta uwierzy w zmiany, gdy je zobaczy. To nie oznacza, że nie widzą potencjału. W moim ostatnim sondażu Burnham prowadzi nad Kemą Badenoch o osiem punktów w wyścigu o najlepszego premiera, gdzie miesiąc temu Starmer tracił punkt. Burnham wypada również lepiej niż Starmer, gdy pytanie odnosi się do Nigela Farage’a. Nowy deputowany z Makerfield cieszy się takim samym wynikiem sympatii jak Badenoch, ale z mniejszą liczbą negatywów, choć także wielu wciąż pozostaje neutralnych wobec niego – przynajmniej na razie. Przeprowadzone od ustąpienia Starmera sondaże pokazały niewielki wzrost poparcia dla Partii Pracy, głównie kosztem innych partii na lewicy. Potencjalni wyborcy Zielonych są dwa razy bardziej skłonni do pozytywnego nastawienia do Burnhama niż do obecnego posiadacza urzędu premiera (łatwo o tym zapomnieć, ale nadal jest on na swoim miejscu). Zmiany są niewielkie i mogą okazać się tymczasowe, ale z pięcioma lub nawet sześcioma partiami w wyścigu, niewielkie zmiany w poparciu mogą mieć znaczny wpływ wyborczy. Osoby dobrze znające Burnhama wierzą, że będzie on działał inaczej, będzie bardziej zdecydowany i lepiej wyjaśni to, co robi. Jest to pierwsze trudne pytanie dla Burnhama. Musi zdobyć ponownie głosy wyborców zniechęconych całym tym procesem, ale jednocześnie musi przekonać swoich nowych przyjaciół z parlamentu – tych, którzy blokowali reformy w obszarze świadczeń socjalnych, czują się niespokojni wobec planów Shabany Mahmood zmierzających do zaostrzenia systemu azylowego oraz stworzyli sytuację, która skłoniła sekretarza pracy i emerytur Pat McFadden do skargi: „Każde spotkanie, jakie mam, dotyczy tego, kogo możemy opodatkować, aby płacić świadczenia innym”. Kolejnym trudnym pytaniem dla Burnhama jest, na ile odbiegać od manifestu Partii Pracy na 2024 rok. Jeśli zmiany są na hozrizoncie, ile z nich ma zgodę kraju? Większość wyborców chciałaby wyborów w ciągu roku, jeśli nie natychmiast, chociaż niewielu się ich spodziewa. Jeśli będzie miał jakiś rodzaj miesiąca miodowego, może zastanawiać się, czy nie jest to jego jedyna szansa na wygranie kolejnej kadencji, zwłaszcza jeśli Reformy będą miały trudności z odzyskaniem impetu. Jeśli blok Lewicy się konsoliduje, blok Prawicy wydaje się dalej się fragmentować. Ponad 1 na 10 wyborców jest kuszone przez powrót Brytanii Ruperta Lowe’a. Jednocześnie pokusa dla Farage’a, aby zatrzymać ich przy sobie, różnicując Reformy bardziej na prawo, może otworzyć przestrzeń dla Badenoch i Konserwatystów. Tymczasem sukces nowego premiera nie będzie zależał od tego, czy Partia Pracy będzie wyglądać inaczej. Będzie zależał, jak zawsze, od wyborców i ich jakości życia.







