Nie jestem pewien, jak często John Major odwiedzał Wigan lub Leigh lub inne części nowego okręgu Andy’ego Burnhama w Makerfield podczas swojej kadencji jako premier. Ale z tego, co się dowiadujemy, nie wydaje się, żeby miał wysokie mniemanie o tym miejscu. „Wystąpił w przemówieniu kilka dni temu, w dość kuriozalnej frazie, że jeśli coś nie spełnia 'Testu Makerfield’, to się nie wydarzy,” skomentował z przymrożeniem oka Sir John w wywiadzie zeszłego tygodnia.
„Nie jestem pewien, czy rozpowszechnia to wszędzie, ale jeśli naprawdę myśli, że przed spotkaniem się ze swoimi obserwacjami z panem Xi czy panem Trumpem przeprowadzi to przez Makerfield- w sensie, odkrywając czy zadowalają to dobrzy obywatele tego okręgu – to wpakuje się w poważne kłopoty.”
Podobna krytyka – i lekceważenie – spotkały propozycję Burnhama dotyczącą utworzenia No10 North. Jeden prominentny komentator twierdził, że plan ten został stworzony, ponieważ „żona Andy’ego nie była zainteresowana przeprowadzką do Londynu, więc praktycznie ustalił sobie możliwość pracy w domu, tak jak robi to każdy urzędnik państwowy.”
Były sekretarz gabinetu Mark Sedwill ostrzegł, że ten schemat może przerodzić się w nic innego jak „Manc-a-Lago” – aluzja do rezydencji Donalda Trumpa Mar-a-Lago.
Jesteśmy niemal trzy tygodnie od momentu, gdy Andy Burnham postawi nogę w siedzibie Downing Street. Ale elementy establishmentu westminsterskiego już wyraziły swoje zdanie. Ten ignorant powinien być pozbawiony możliwości zbliżenia swoich brudnych, północnych rąk do pieczęci urzędu.
„Wiedzieliśmy, że stanowi to początek ataków,” zauważył jeden sojusznik Burnhama, „i to w porządku. To gra. Ale muszę być szczery, charakter krytyki mnie zaskoczył.”
„Istnieje prawdziwy snobizm klasowy”, dodano, „to jakby pytali 'Kto on sądzi, że jest? Jest z Manchesteru i myśli, że umie prowadzić rząd?’.”
Nie ma wątpliwości, że krytyka wobec propozycji Burnhama dotyczącej decentralizacji wywołała artystyczne oburzenie wykraczające poza aspekty polityczne. Nagle nasza narodowa debata jest zalana odwołaniami do Coronation Street, stouta i Vera Duckworth. Nasz następny premier, według informacji, lubi używać zwrotów takich jak 'eck as like!’ i 'ooop North’.
To wszystko jest pouczające. Nie jest jeszcze jasne, czy Andy Burnham faktycznie ma to, co potrzebne do przekształcenia rozpadających się, dysfunkcyjnych struktur rządowych Wielkiej Brytanii.
Ale jedno już jest pewne. Tradycyjni strażnicy tych struktur nie planują ich porzucić bez walki. I po ich trupach nie pozwolą, aby przejęli je ci, którzy urodzili się w Aintree, dorastali w Warrington i reprezentują „dobrych obywateli” z Makerfield.
Nie wiem, jak będzie się spisywał Premier Burnham przy pierwszym spotkaniu z Xi, Trumpem czy Putinem. Ale jeśli rzeczywiście poświęci chwilę na rozważenie nadziej, obaw i życzeń Brytyjczyków, to już byłoby to ulepszenie w porównaniu do Johna Majora i niektórych z jego elitarnych i oderwanych od rzeczywistości poprzedników.







