Strona główna Aktualności Australia uderza w 28 MILIONÓW ludzi – i to powoduje bardzo duży...

Australia uderza w 28 MILIONÓW ludzi – i to powoduje bardzo duży problem

9
0

Istnieje powód, dla którego skarbnicy uwielbiają wysoką imigrację, nawet gdy udają coś innego: sprawia, że gospodarka wygląda lepiej, niż jest naprawdę. Imigracja zasłania niepowodzenia gospodarcze klasy politycznej. To wielka australijska iluzja. Populacja Australii właśnie przekroczyła 28 milionów, napędzana przez lata rekordowo wysokich wskaźników imigracji. Ten kamień milowy podkreśla podstawowy chwyt w naszej debacie gospodarczej. Wysoka imigracja podnosi łączny PKB, ponieważ więcej ludzi oznacza więcej pracowników, konsumentów i podatników. Ale większa gospodarka niekoniecznie oznacza, że przeciętny Australijczyk ma się lepiej. W rzeczywistości Australia niedawno doświadczyła recesji na mieszkańca, co oznacza, że gospodarka wzrosła ogółem, ale zmniejszyła się, gdy mierzono ją na osobę. To powód, dla którego można czuć się biedniejszym, gdy gospodarka wciąż rośnie. Rosnąca dzięki imigracji. Dlatego stała się bardzo użytecznym instrumentem politycznym. Pozwala rządom chwalić się wzrostem, unikając trudnych rozmów o stagnujących standardach życia, które wymagają poważnych reform. Co gorsza, imigracja stała się substytutem dla rzeczywistych reform i zasłonięciem systemowych niepowodzeń. Zamiast wykonywać ciężką pracę nad reformami (a nie mówię tutaj o kłamstwach wyborczych, które prowadzą do kolejnych podatków, jak obecnie w przestrzeni podatku od kapitału oraz odliczeń od dochodu ujemnego), rządy używają migracji do zasłaniania słabej produktywności poprzez po prostu dodawanie więcej pracowników, zamiast poprawy wyników na jednego pracownika. Ukrywa także braki umiejętności wewnętrznych poprzez sprowadzanie siły roboczej, zamiast naprawiania edukacji, szkoleń zawodowych i planowania zasobów ludzkich. Oraz odkłada naprawę budżetu, opierając się na ciągłym strumieniu nowych podatników, zamiast restrukturyzacji wydatków czy szerszego systemu podatkowego. Nic dziwnego, że skarbnik Jim Chalmers nie podchodzi do swego uzależnienia od zmiany progów. Skoro każdego roku przybywa tylu nowych podatników migrantów, dlaczego miałby to robić? Dla skarbników pokusa jest oczywista. Migranci zazwyczaj przybywają w młodszym wieku, pracują, płacą podatki dochodowe, konsumują towary i usługi, wynajmują mieszkania, i w krótkim okresie mniej obciążają wydatki związane z wiekiem w porównaniu z starszymi Australijczykami, łagodząc tym samym skutki starzenia populacji. Więcej nowych obywateli sprawia, że dług, deficyty i wydatki wyglądają bardziej zarządzalnie wobec większej bazy PKB. Dlatego imigracja jest tak atrakcyjna dla rządów. Podnosi przychody, poprawia wyniki wzrostu gospodarczego i ogranicza presję fiskalną związaną z postarzającą się populacją, nie wymagając trudniejszej pracy nad reformą podatkową, ograniczaniem wydatków czy wzrostem produktywności. Australia próbowała prowadzić model wysokiej imigracji przez wiele lat, nie podejmując jednak trudnych działań, które powinny to uczynić zrównoważonym. Kraj z obfitością mieszkań, efektywnymi instytucjami szkoleniowymi i rosnącą produktywnością może łatwo absorbować szybki wzrost populacji. Może nawet stać się bardziej zamożny dzięki temu, również na per capita. Ale kraj z niedoborem mieszkań, zatorami infrastrukturalnymi i anemiczną produktywnością nie może, a tak właśnie jest z nami. Otwieranie kranika imigracyjnego jest proste i łatwe dla leniwych polityków, przynajmniej było. Polityka staje się trudniejsza w miarę jak coraz więcej Australijczyków przebudza się do finansowego triku, zdając sobie sprawę, że akumulują się podstawowe presje, jakie wywierają wysokie tempo imigracji. Zapraszamy dużą liczbę ludzi na rynek mieszkaniowy, który już jest niedoszacowany i nadmiernie regulowany, a potem zdziwiamy się, gdy czynsze wzrastają, a wskaźniki wolnych lokali spadają. Rząd korzysta wcześnie z korzyści budżetowych w wyniku wyższej imigracji, podczas gdy społeczeństwo ponosi społeczne koszty później. To nie jest argument za zamykaniem drzwi przed nowymi obywatelami. Australia potrzebuje wykwalifikowanych pracowników, odnowy populacyjnej i dobrze zaprojektowanego systemu migracyjnego. Nie ma wątpliwości co do tego. Jednak potrzebujemy uczciwej polityki migracyjnej, a nie finansowego znieczulenia. Sukces nie powinien być oceniany na podstawie głównych wskaźników PKB, a raczej na to, czy imigracja poprawia dobrobyt na głowę, dostępność mieszkań i zdolności pracowników. Wyborcy prowadzą życie na per capita, płacąc czynsz na gospodarstwo domowe i osobiście doświadczając zatłoczonej infrastruktury. Dopóki rządy nie zharmonizują imigracji z podażą mieszkań (co przewidział Koalicja) i rzeczywistymi potrzebami w zakresie umiejętności, społeczeństwo słusznie będzie kontynuować odrzucanie iluzji, że większa Australia automatycznie oznacza lepszą.