Wczesnym rankiem 7 października 1965 r., gdy dopiero świtał dzień i świat zaczynał się budzić, lokalna komenda policji w przedmieściach Manchesteru w Hydrze otrzymała dziwny telefon alarmowy na numer 999. Przerażony nastolatek dzwonił z budki telefonicznej na pobliskim osiedlu.
Błagał policję o natychmiastowe przyjście i zabranie go stamtąd. Młodym mężczyzną był 17-letni David Smith, a przy nim była jego żona, Maureen.
Gdy dotarł do komendy, David wyrył dziwną historię o tym, jak poprzedniego wieczora poszedł do domu siostry swojej żony Myry Hindley i jej chłopaka Iana Brady’ego. Kilkadziesiąt lat później, podczas realizacji dokumentu telewizyjnego, opowiedział, co się wydarzyło.
Jego instynkt przetrwania włączył się. Zdał sobie sprawę, że jeśli ma wyjść z tego domu żywy i nie stać się kolejną ofiarą, musi zachować zimną krew i nie okazywać obrzydzenia. „Trójka z nas – ja, Myra i Brady – porządkujemy. Owijamy ciało i nosimy je na górę. Schodzimy na dół, a Brady podaje mi topór.
„Poczuj wagę tej – mówi do mnie i zastanawia się na głos: 'Jak on to zniósł?’.
„To normalna rozmowa. Wiem, że brzmi to niewiarygodnie, ale Brady ma kontrolę. Jestem całkowicie posłuszny. Zrobię wszystko, żeby wyjść z tej izby. Czy byłem przerażony? Czy byłam wstrząśnięta? Tak, ale gdybym się z panikiem, gdybym rzucił się do drzwi frontowych, przysięgam, że bym do nich nie doszedł”.
Smith ostatecznie uciekł około trzeciej nad ranem, żegnając się wesoło: „Do zobaczenia jutro, tak, pa-pa”.
Błagał policję o natychmiastowe przyjście i zabranie go stamtąd. Młodym mężczyzną był 17-letni David Smith, a przy nim był jego żona, Maureen
Policjanci byli zdumieni opowieścią. Wydawało się niemal zbyt skrajne, by było wiarygodne. Niemniej jednak, Superintendenta Boba Talbota i Sierżanta Detektywa Iana Fairleya wieziono do domu, nowoczesnego, jednopiętrowego, pół-drewnianego, na końcu małej alei w niedawno rozwiniętej dzielnicy Hattersley.
Myra Hindley otworzyła drzwi, opanowana i spokojna. Brady leżał rozpłaszczony na sofie w salonie, także całkowicie spokojny i nonszalancki. Gdy policjanci rozejrzeli się dookoła, nie było śladów walki ani krwi.
Wszystko wyglądało zupełnie normalnie – aż do momentu, gdy funkcjonariusze nalegali na sprawdzenie reszty domu i znaleźli zamkniętą sypialnię na górze. Poprosili o klucz. Hindley zwlekała, ale Brady, z nonszalanckim rezygnacją, kazał jej go im dać. W sypialni znaleźli ciało młodego mężczyzny owinięte w folię polietylenową.
To, co rozgrywało się tego jesienneo poranka sześćdziesiąt lat temu, było jednym z najsłynniejszych przestępstw XX wieku – notorycznymi Morderstwami na wrzosowisku, w których czworo dzieci zostało losowo porwanych ze sta…







