Strona główna Aktualności Zielona oaza zniszczona przez jedną skargę na roślinę bambusową.

Zielona oaza zniszczona przez jedną skargę na roślinę bambusową.

19
0

Jim Gardner, pasjonat ogrodnictwa amatorskiego i filar społeczności, przez lata przekształcał ścieżkę na przemian w zagospodarowanym terenie miejskim w nagrodzony ogród.

Niestety, samofinansujący wolontariusz został zobowiązany do zaprzestania pracy nad projektem z powodu jednej skargi – i teraz ogród, który stworzył, ponownie przekształcił się w zarosłe pustkowie.

Pan Gardner przez niemal dziesięć lat dobrowolnie i na własny koszt przeobrażał wcześniej porośniętą dziko ścieżkę i jej okolice w ulubione miejsce społeczności.

Jednak w listopadzie ubiegłego roku college, który jest właścicielem terenu, wysłał oficjalne pismo adwokata do Jima, zlecając mu zaprzestanie prac na terenie w Poole, w hrabstwie Dorset.

Podejrzewa się, że surowa reakcja była wynikiem jednej skargi mieszkańca z pobliskiego domu na potencjalnie inwazyjne korzenie z rośliny bambusowej, jednak wystarczyło to, aby college przeanalizował „porozumienie pana Gardnera”, jakie od dawna miał z 60-letnim wolontariuszem.

Teraz, to co zostało przekształcone w oszałamiającą zieloną oazę pod opieką pana Gardnera, znowu wygląda zaniedbano i jałowo.

Kiedy „Daily Mail” odwiedził to miejsce w tym tygodniu, zobaczył, że wcześniej bujne pobocza, wypełnione uroczym mieszanką dzikich kwiatów, egzotycznych roślin, większych krzewów oraz roślin stałych i jednorocznych, teraz zmieniły się w duże puste plamy ziemi usiane chwastami.

Pan Gardner mówi, że nadal odczuwa skutki traktowania go – i jego ogród – w taki sposób.

Powiedział nam: „Jestem załamany zbędnym zniszczeniem. To dziewięć lat miłości, ciężkiej pracy, wydatków – zrujnowanych.

„Jestem tak zraniony, zmartwiony i zły. Jak mogli tak zrobić temu pięknemu ogrodowi społeczności? Ogrodowi, który zdobył nagrody”.

Dodał: „Fizycznie nie byłem na miejscu zniszczeń, ponieważ byłoby to zbyt przygnębiające.

„Zobaczenie tego pogorszyłoby moje zdrowie psychiczne. Ale rozumiem, że nie zostało nic”.

Zaznaczył, że nawet gdy powiedziano mu, że musi przestać uprawiać ogród, zapewniono mu, że zakłócenia w jego pracy będą minimalne – co wcale nie było prawdą.

Wyjaśnił: „Mówili, że tylko usuwają bambus, ale usunęli drzewa owocowe, przyjazne dla przyrody okazy jak dojrzałe hebaki.

„Miałem takie rośliny, jakie można zobaczyć w ogrodach publicznych”.

Wskazał na lokalne ulubione ogrody Abbotsbury i Compton Acres jako porównanie do tego, co zbudował, dodając: „To jest taka zbędna destrukcja w świecie, gdzie potrzebujemy pięknych miejsc”.

Samą ścieżkę publiczną posiada lokalna rada miejska, ale pobocza po obu jej stronach należą do Bournemouth and Poole College, który jest w pobliżu.

Pan Gardner miał porozumienie z college’em od 2016 roku, które pozwalało mu uprawiać rośliny i utrzymywać przestrzeń we własnym czasie i kosztach.

Miejsce to stało się schronieniem dla dzikiej przyrody, wliczając motyle, pszczoły, wiele gatunków ptaków i traszków, a Jim zdobył kilka nagród za swoją pracę, a także zyskał uznanie od lokalnej społeczności.

Jednak nagle został poinformowany w lutym, że musi opuścić teren i zabrać ze sobą wszystkie swoje rzeczy.

W liście do niego napisano: „Aby zapewnić college’owi możliwość spełnienia jego obowiązków właściciela terenu dla ścieżki adopcyjnej, college musi dokonać pewnych zmian/uaktualnień, aby wrócić do swojego podstawowego przeznaczenia”.

W ogłoszeniu określono plany usunięcia bambusa i innych gatunków nierodzimych oraz przycięcia zarastających krzewów w celu poprawy widoczności.

W oświadczeniu rzecznik Bournemouth and Poole College zaprzeczył, jakoby ogród społecznościowy był zaniedbany, a zamiast tego został zabezpieczony.

Poinformowali: „Każdy, kto korzysta z tej ścieżki, zauważy, że obszar nie był zaniedbany ani wyniszczony, a będzie tylko bardziej bujny wiosną i latem.

„W ciągu ostatnich kilku miesięcy przeprowadziliśmy prace, aby uczynić obszar bezpiecznym i bardziej dostępnym.

„Objęły one usunięcie inwazyjnego bambusa, zdjęcie przedmiotów przybitych do chronionych drzew, usunięcie rozkładających się i zniszczonych desek, pielęgnację zarastających roślinności oraz usunięcie różnych przedmiotów z terenu i stawów”.

Rzecznik powiedział, że jedyną skargą, jaką otrzymali na temat wykonywanej pracy, była skarga pana Gardnera.

Upierali się: „Otrzymaliśmy listy wdzięczności od naszych sąsiadów, a nasz zespół zarządzający nieruchomościami otrzymał pozytywne komentarze od miejscowej społeczności podczas pracy w obszarze”.

Pan Gardner mówi, że wydał „nie małą fortunę” na rośliny i pracował nad ogrodem prawie codziennie podczas swojej kadencji.

Powiedział: „To była skarpa pokryta chwastami, niezgrabna aleja, zanim zacząłem. Przyciągało wandali, a kobiety nie czuły się bezpiecznie przechodząc przez to.

„Uwielbiam ogrodnictwo, to moja pasja, dlatego zapytałem college, czy mogę to przejąć i uporządkować. Włożyłem w to serce, pot i łzy”.