Kiedyś, wierzcie to czy nie, Partia Zielonych starała się ratować planetę i chronić środowisko. Na krótki moment pod koniec lat 80., gdy ocieplenie klimatu i dziura w warstwie ozonowej po raz pierwszy przyciągnęły uwagę publiczną, zagroziła nawet staniem się poważną siłą wyborczą. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 1989 r., na przykład, uzyskała w tym kraju ponad 14 procent głosów.
Jednak ten krótki rozkwit został później zastąpiony powrotem do politycznej zapomnienia, gdy trzy główne partie w Wielkiej Brytanii przejęły politykę ekologiczną jako własną.
Teraz jednak wraca, wywołując zachwyt dzięki skokowi popularności po nominacji Zacka Polanskiego na jej przywódcę we wrześniu zeszłego roku, odrodzenie to wyraźnie zilustrowane jej bezprecedensowym zwycięstwem w wyborach uzupełniających w Gorton i Denton dwa miesiące temu.
Obecnie Partia Zielonych konsekwentnie przyciąga nieco poniżej 20 procent głosów, podczas gdy sondaż Ipsos opublikowany dwa tygodnie temu sugeruje, że około połowy mieszkańców Londynu rozważa głosowanie na nią w jutrzejszych wyborach lokalnych.
Przewiduje się, że zjedna się aż do 2 000 radnych na poziomie krajowym, Partia Zielonych wydaje się być pierwszą w historii tego kraju faktycznie popularną, otwarcie lewicową partią z realistyczną perspektywą ostatecznego zdobycia władzy.
I to powinno niepokoić wszystkich, którzy kochają ten kraj.
Pozyskała swoją pozycję nie przez popisywanie się swoimi ekologicznymi referencjami, ale poprzez ich całkowite zepchniecie na margines.
Jak pokazały wyniki wyborów uzupełniających w Manchesterze, jej wsparcie teraz głównie pochodzi od idealistycznych młodych osób przyciąganych do jej antykapitalistycznej, antygranicznej retoryki oraz obietniczej falą finansowych blichtrów w postaci powszechnego dochodu podstawowego, wyższej płacy minimalnej i zwiększonych świadczeń.
W międzyczasie jej obsesja na punkcie Gazy i z coraz bardziej wrogo nastawionym językiem wobec „syjonistów” przyciągnęła rosnący elektorat muzułmański.
Sam Polanski wielokrotnie unikał okazji do potępienia antysemityzmu.
Zapytany w niedzielnym wywiadzie w Sky TV z Trevorem Phillipsem, czy zgadza się z Fiyazem Mughalem, założycielem Tell MAMA (grupy wspieranej przez rząd monitorującej nienawiść wobec muzułmanów), że „chociaż ogromna większość muzułmanów stanowi skarb naszego kraju, chyba że dokonamy korzennej rezygnacji z muzułmańskiego antysemityzmu, wezwania do współczucia dla brytyjskich Żydów są daremne”, Polanski źle zinterpretował cytowanie i uniknął pytania.
Lider Zielonych powiedział żuczliwie, że uważa, że „obwinianie całej społeczności” to „przeciwieństwo tego, co powinniśmy robić”.
Należy pamiętać, że zdobywa on poparcie wśród utrzymanych i szanowanych kręgów. Wielu ludzi nadal żyje w przekonaniu, że po prostu reprezentuje on „bycie miłym”. Ta percepcja ignoruje dzisiejszą rzeczywistość, że niektórzy ze swych muzułmańskich zwolenników w żadnej mierze nie są ku temu skłonni.
Według niego jednak partia Zielonych stała się nieprawdopodobną koalicją dalekiej lewicy ultra-postępowych – wielu z nich zauroczonych modnymi sprawami takimi jak prawa LGBTQ+ – i tych związanych z radykalnym islamem, ruchu, którego zwolennicy mają niezbyt przyjemne poglądy na osoby nieheteronormatywne oraz bardzo nieprzyjemne opinie na temat Żydów.
Jest kuszące wyśmiewać to niesmaczne porozumienie. Wiele osób przewiduje, że nie może ono trwać: wcześniej czy później będzie musiał nadejść rozliczeniem między homofobami a samozwańczymi „queerami”, którzy stanowią jego członkostwo i wsparcie.
Jednak są z pewnością nie jedyni, którzy dali się zwieść cudownej retoryce Zielonych.
Wielu przeciwników partii obserwowało z zainteresowaniem fakt widzenia znaków „Głosuj na Zielonych” w oknach dwumilionowych domów w zamożnych miastach targowych i miastach katedralnych w takich regionach jak Home Counties czy nawet Cotswolds.
To przeniknięcie sekcji zamożnej klasy średniej znajduje odzwierciedlenie w liście kandydatów Zielonych, która usiana jest miłymi, ale tępych graczy o fantazyjnych nazwiskach, takich jak Rainbow, Aurora i Cynamon, głoszących nierealistyczne polityki, takie jak obniżenie limitu prędkości na autostradach do 55 mph, cięcie armii oraz zniesienie monarchii.
Świadomy, że takie propozycje nie zyskują wiele popularności na progu domu, Polanski ogłosił niedawno przegląd niektórych z tych polityk. Jednak, jak Daniel Hannan przypomniał czytelnikom Daily Mail w zeszłym miesiącu, byłoby zbyt powszechne zlekceważenie dzisiejszej Partii Zielonych jako zgromadzenia nieszkodliwych ekscentryków i zasobnych głupków.
Według wsparcia, jakie zgromadzają w rafinowanych i szanowanych kręgach, wielu ludzi wciąż cierpi z iluzji, że po prostu staje się „miły”. Takie postrzeganie ignoruje dzisiejszą rzeczywistość, że niektórzy z jej zwolenników ze strony islamistów są zupełnie nieprzychylnie nastawieni.
Jak regularnie przypominają nam dochodzące doniesienia w tym roku, wielu z nich jest zaabsorbowanych niechęcią do Żydów i pogardą dla tego kraju. A ta trucizna dostaje się do samego władzy.
8 października 2023 r., dzień po tym, jak terroryści Hamasu zabili 1 200 Izraelitów w najgorszym dniu mordu na Żydach od czasów Holocaustu, Mothin Ali, obecnie wiceprzewodniczący Zielonych, napisał w mediach społecznościowych, że Palestyńczycy mają prawo „do walki” i że „europejskie białe suprematyczne osiedla kolonialne muszą zakończyć”.
A sam Polanski niedawno powiedział New Statesmanowi, że prywatnie przeprosił Jeremiego Corbyna za krytykowanie jego przywództwa w Partii Pracy z powodu antysemityzmu.
Więc zapomnij o jakichkolwiek przesądach, jakie mógłbyś mieć na temat ruchu złożonego z niedoświadczonych, dobrze znaczących osób. Ta partia przekształciła się w dość niebezpieczny kolektyw, który, jeśli osiągnie swój cel, zadziała niezliczone szkody w bardzo skrajnie skompromitowanym kraju balansującym na krawędzi bankructwa.
Tym, co powinno być teraz na naszym radarze, nie są tak bardzo uliczni bigoci czy łatwowierne młode osoby o fantastycznych nazwiskach, które startują w wyborach lokalnych w Anglii i Walii oraz o mandaty w Holyrood na północy granicy, ale polityka Partii Zielonych, które emanują z góry, fantastyczne myślenie, które napędza ten ruch.
To rodzaj niewiedzy historycznej, intelektualnej pustki, przekonanie, że po prostu poprzez zrabowanie majątku 156 miliarderów Brytanii można zapłacić za wszystko w kraju i nikt nie musi już nigdy pracować dla zarabiania na życie.
Wiecznie ponieważ ci miliarderowie – a wielu z tej liczby milionerów i innych twórców bogactwa tego kraju – będą dawno zniknęli, zanim rząd związany z Zielonymi dostanie klucz do drzwi 10 Downing Street.
To jest historycznie amnestyczna, intelektualna pusta wiara, że „litość” sama załatwi sprawę.
To nie tylko głupi pomysł, ale również niebezpieczny. Ponieważ „bycie miłym” – i oczekiwanie od wszystkich innych, że będą postępować w ten sam sposób – to podejście gwarantujące skończenie w nędzy, nieszczęściu i despotyzmie.




