Strona główna Aktualności Po Starmerze mamy do czynienia z radykalnym ekstremistą lewicy: STEPHEN GLOVER

Po Starmerze mamy do czynienia z radykalnym ekstremistą lewicy: STEPHEN GLOVER

8
0

[powiązany kontekst: artykuł o sytuacji politycznej w Wielkiej Brytanii w odniesieniu do Partii Pracy i potencjalnych zmian na stanowisku lidera partii]

Wspólnym politycznym nieporozumieniem jest opisywanie tych, którzy dążą do przejęcia władzy po Sir Keirze Starmerze jako członków „miękkiej lewicy”. Angela Rayner, Andy Burnham i Ed Miliband są wymieniani jako należący do tej grupy, która jest dominująca w współczesnym parlamencie Partii Pracy i wśród szerszego grona członków. Termin „miękka lewica” ma sugerować umiarkowanie i wstrzemięźliwość. Jak moglibyśmy bać się ludzi, którzy reklamują swoją niezdecydowanie?

Jednak Rayner, Burnham i Miliband oraz ich zwolennicy nie są wcale „miękcymi”. Spojrzenie na ich politykę potwierdza, że są oni ortodoksyjnymi socjalistami dążącymi do transformacji społeczeństwa. W rzeczywistości mamy już rząd, który można opisać jako „miękka lewica”. Podnosi on podatki do rekordowych poziomów w okresie pokoju, nałożył VAT na opłaty szkolne, co spowodowało zamknięcie dziesiątek prywatnych szkół, oraz rozszerzył prawa pracowników i, jeszcze niedawno, najemców, z zapewnionym skutkiem, że rynek najmu runie.

W przypadku turbopodaży powyżej £ 2 miliony został niedawno ogłoszony. Świadczenia społeczne osiągnęły bezprecedensowe poziomy po tym, jak rząd zlikwidował limit świadczeń dla dwojga dzieci z rocznym kosztem 3,5 miliarda funtów. Rządy Partii Pracy w latach 1997–2010 sprzeciwiły się tym politykom, z wyjątkiem zniesienia limitu na dwoje dzieci, który wtedy nie obowiązywał, oraz wyższych podatków dla zamożnych, które minimalnie podniesiono w ostatnich dniach rządu Gordona Browna.

Blair i Brown odsunęli od siebie miękką lewicę. Starmer i Rachel Reeves ją uosabiają. Mimo to oboje mogą zostać zepchnięci przez ludzi, którzy twierdzą, że są miękką lewicą, ale z racjonalnego punktu widzenia są w pełni ukształtowanymi socjalistami praktycznie nierozróżnialnymi od Jeremy’ego Corbyna.

Jak powinniśmy zareagować ci z nas, którzy brzydzą się Starmerem i Reeves? Często powtarzałem na tych stronach, że Starmer powinien odejść. Wykonał on nieskończoną liczbę zwrotów, a ponadto jest ona mało godny zaufania.

Nie mogłem znieść jego uniesień Trumpa. Jego próby oddania archipelagu Chagos Mauritiusowi i zapłacenia jego rządowi 35 miliardów funtów za ich pożeranie są jednym z najgłupszych aktów w historii polityki.

Jej współpracownica jest beznadziejnie niewystarczająca, a urodzajna, niezdolna do przyjęcia, że to właśnie ona jest głównym autorem brytyjskich kłopotów gospodarczych. Jeśli mysz przebiegła by poprzez jej biurko w skarbcu, to była by to wina Partii Konserwatywnej.

Widok któregokolwiek z nich powoduje u mnie dreszcze. Jestem pewien, że miliony moich rodaków czują to samo. Czyj głos jest bardziej irytujący – jej roboczak czy jego nosowy dźwięk?

Istnieje naturalna tendencja, której nie wstydzę się, żeby pozbyć się obu z nich jak najszybciej i dlatego cieszyć się każdą informacją o spiskach przeciwko nim.

Musimy uważać na to, na czym nam zależy. Jeden z kandydatów, Wes Streeting, może być lepszy od Starmera. Mówi się, że ma już wymagające poparcie 81 posłów Partii Pracy, czyli 20 procent parlamentarnej partii.

Ale jako blairysta w partii lewicowej ma niewielkie szanse na zwycięstwo. Ankieta Survation dla strony internetowej LabourList w lutym sugerowała, że Starmer łatwo pokonałby Streetinga w walce o przywództwo. Ustalono, że jedynymi przeciwnikami, których PM nie pokonałby, są Rayner i Burnham.

Pamiętajmy, że to nie posłowie Partii Pracy będą decydować o wyniku konkursu, a elektrat składający się z setek tysięcy członków partii i związków zawodowych. Czy Angela Rayner czy Andy Burnham zostaną najważniejszymi konkurentami, nadal jest trudno przewidzieć, ponieważ żaden z nich jeszcze nie ustawil swoich spraw w odpowiedni sposób.

Rayner nadal jest badana przez HMRC za niezapłacenie 40 000 funtów podatku od zakupu mieszkania w Hove. Być może ona lub jej chłopak Corbynista, Sam Tarry, spędzają godziny każdego dnia na czekaniu na linii telefonicznej HMRC w nadziei na rozwiązanie.

Burnham nawet nie ma mandatu parlamentarnego, chociaż ma nadzieję, że uległy poseł Partii Pracy ustąpi miejsca. Ale przy tak niskiej popularności partii nie mógłby być pewien wygrania najbezpieczniejszego okręgu wyborczego Partii Pracy w kraju.

Który z nich byłby gorszy? Angela to imprezowiczka, która nie boi się ucinać rogi. W zeszłym tygodniu zdołała wpakować się w drzwi po długim wieczorze spotkań towarzyskich w Izbie Gmin. Andy to bardziej poważna postać, która może mieć ogólny pomysł na to, jak działa gospodarka.

Obydwoje są nieuleczalnie lewicowi. Angela Rayner poszerzyłaby jeszcze bardziej prawa pracownicze i uśmiechała się na rosnący budżet opieki społecznej. Krytykując próby ministra spraw wewnętrznych Shabany Mahmood ograniczenia imigracji jako „niebrytyjskie”, Rayner prawdopodobnie by ją zwolniła i zlikwidowała jej reformy.

Według The Guardian potencjalne polityki Andy’ego Burnhama obejmują podwyżkę podatku od spadków, który obecnie jest znacznie wyższy w realnych terminach niż 20 lat temu.

Angela może wyjść jako premier z Andym jako jej zastępcą, albo na odwrót. W każdym przypadku istnieją wiarygodne spekulacje, że zatrudniteliby Eda Milibanda jako kanclerza. Byłoby to jego nagrodą za niekandydowanie na najwyższy urząd.

Ed umie liczyć lepiej niż Angela, ale nie w sposób, który przyniósłby korzyści brytyjskiej społeczeństwu. Mężczyzna, który w zeszłym tygodniu nazwał zyski firmy BP „moralnie i ekonomicznie błędne” jest zwolennikiem okazjonalnych danin od banków i oszałamiających podatków od nagłych zysków na firmy naftowe.

Jako lider Partii Pracy wspierał podatek od posiadłości i prawdopodobnie kontynuowałby tam, gdzie skończyła Rachel Reeves. Ma również duże szanse na podwójne położenie akcentu na polityce Net Zero, którą definuje nam jako sekretarz energetyki.

Jest pewne, że twardej lewicy, która pojawi się po Starmerze i Reevesie, wprowadziłaby w ruinę gospodarkę i wpłynęłaby na rynek obligacji w kręgi. Nasza zdolność do pożyczania pieniędzy na rynkach utrzymuje brytyjską gospodarkę na powierzchni wody. Jednak w zeszłym wrześniu Burnham z lekkością stwierdził, że „musimy przedrzeć się przez tę rzecz, że jesteśmy w długu wobec rynku obligacji”. To podstawowy element ekonomii.

W zeszłym tygodniu odsetki od dziesięcioletnich obligacji Wielkiej Brytanii przekroczyły 5,1 proc., znacznie wyższe niż 4,6 proc. osiągnięte na krótko za rządów Liz Truss, której Partia Pracy nie ustaje w drwinach.

Sytuacja teraz jest zła, ale będzie znacznie gorzej po każdej potencjalnej zmianie na stanowisku „miękkiej lewicy”. I kto by to nie był – Rayner, Burnham czy Miliband – nie miałby absolutnie żadnego mandatu od narodu brytyjskiego dla swojego ekstremizmu.

Nigel Farage właśnie powiedział dla The Telegraph, że następca Starmera wprowadzi tak radykalne polityki, że doprowadzi to do „rozpadu porządku”, co spowoduje presję na przyspieszenie wyborów powszechnych, być może już w przyszłym roku.

Lider Reform UK zauważył: „W pewnym sensie sprawa Raynera byłaby najbardziej zabawna. Dałaby nam najwcześniejsze wybory”.

Tak jak Farage, ja chciałbym wcześniejszych wyborów, ale nie sądzę, że rozpad porządku, o którym on marzy – prawdopodobnie słusznie – byłby zbyt zabawny. Starmer i Reeves mogli być katastrofą. Ale spiskujący z lewej strony, którzy chcą przejąć nasz kraj, spowodowaliby okropną katastrofę narodową.