Projekt ustawy dotyczącej wspomaganego umierania, który w piątek ostatecznie wyczerpał czas w Izbie Lordów, okazał się niemal tak kontrowersyjny jak Brexit. Dwóch moich najbliższych przyjaciół pokłóciło się z tego powodu, a zarówno z jednej, jak i drugiej strony padły mocne słowa.
Niezależna baronowa i była paraolimpijka, Baronowa (Tanni) Grey-Thompson, została zaatakowana obelżywymi e-mailami, oskarżając ją o pozwalanie „ludziom umierać w bólu”. Poseł Kim Leadbeater, który przedstawił projekt ustawy, także padł ofiarą ataków, co musi być bardzo przerażające dla niej, biorąc pod uwagę, że jej siostra była zamordowaną posłanką Jo Cox.
Na każdym poziomie cała sprawa była przepełniona emocjami, czy to poprzez zeznania znanych kampanii takich jak Esther Rantzen, czy cicho poruszająca i bardzo dostojna Baronowa Prentis, która opowiadała o własnym doświadczeniu z rakiem i wabieniu śmierci w momentach głębokiego rozpaczy.
Ja, osobiście, cieszę się, że Izba Lordów wstrzymała tę całą debatę.
Nie zrozum mnie źle: nie jestem przeciwny wspomaganemu umieraniu jako takiej koncepcji. Wręcz przeciwnie, zdecydowanie jestem za, w zasadzie. Jak wiele osób, znałem przyjaciół i krewnych, którzy strasznie cierpieli w ostatnich etapach swojego życia i często życzyłem sobie, aby istniał jakiś mechanizm, który pomógłby zakończyć ich cierpienie w godny i bezbolesny sposób.
Jednak jest ogromna różnica między zasadą a praktyką, dlatego ten projekt ustawy ostatecznie nie przetrwał. Aby działał, musiał znaleźć równowagę między gorącym pragnieniem pomocy tym na ostatnim etapie życia a zimnymi, trudnymi realiami zabezpieczenia podatnych. I tego zabrakło.
Jak powiedziała Baronowa Grey-Thompson, było „zbyt wiele luk” i zbyt mało sposobów chronienia osób przed przymusem (który z samej swojej natury jest trudny do zauważenia), szczególnie w przypadku osób niepełnosprawnych lub upośledzonych intelektualnie. Pojawiały się również obawy dotyczące definicji choroby terminalnej, i czy warunki takie jak cukrzyca mogą być interpretowane jako takie.
Istnieje powód, dla którego zostało zgłoszonych ponad 1000 poprawek: projekt ustawy miał więcej dziur niż szwajcarski ser. Pomimo dobrych intencji, po prostu nie nadawał się do celu.
(Żródło: dailymail.com)




