Strona główna Aktualności Jak Labour tajnie przeprowadza migrantów do malowniczych wiosek

Jak Labour tajnie przeprowadza migrantów do malowniczych wiosek

12
0

Zaledwie kilka przystanków tramwajem od Tamizy, w cmentarzu przy kościele Wszystkich Świętych, który pochodzi z XII wieku, znajduje się miejsce spoczynku wiktoriańskiego poety Matthew Arnolda.

Faktem jest, że wieś Laleham w hrabstwie Surrey jest jednym z najbardziej typowych, uśpionych staroangielskich miejsc, jakie można jeszcze dziś znaleźć.

Dlatego mieszkańcy, których dzieci uczęszczają do miejscowej szkoły podstawowej Kościoła Anglii, byli zaskoczeni w ostatnich tygodniach obecnością młodego Afgańczyka loiterującego na zewnątrz, zbliżającego się do uczennic i stającego się agresywnym w rozmowie.

Według jednej grupy rodziców, Afgańczyk pluł na nich i suggesjonował, że opłacenie przemytu do Wielkiej Brytanii daje mu wolną rękę. „Mogę stać gdzie chcę – zapłaciłem 3000 funtów, żeby tu być,” – tak twierdzą mieszkańcy, że im powiedział.

Zgłoszenia do policji doprowadziły do aresztowania i zatrzymania pod opieką zdrowia psychicznego uchodźcy, który w ostatnim miesiącu zamieszkał w domu jednorodzinnym z lat 20., wraz z pięcioma innymi imigrantami, na polecenie Home Office.

So Lonely Businessman, 48 lat, z północnego Londynu, Joshua Grunt, 48 lat, zakupił go w październiku za 500 000 funtów i od razu wynajął agentowi, aby pomieścić imigrantów.

Jednak lokalna rada, Rada Okręgu Spelthorne, twierdzi, że nie była poinformowana ani konsultowana w sprawie przybycia jakichkolwiek imigrantów, powiedziawszy: „Rada napisała do Home Office, prosząc o wyjaśnienie i zapewnienie, że to się nie powtórzy.”

Wkrótce w Anglii można spodziewać się masowych migracji do wsi i miasteczka – pod warunkiem obietnic Laburzystów dotyczących zamykania hoteli dla migrantów. I jedyni, którzy będą się cieszyć, to ci, którzy czerpią zyski. Na koszt podatników.

Nasze dochodzenie rozpoczęło się na obrzeżach Garden of England, gdzie mieszkańcy Walderslade, przedmieścia Chatham w hrabstwie Kent, byli w zeszłym tygodniu podnieceni.

Jedynie dzięki przeciekowi do lokalnego radnego dowiedzieli się, że, tak jak mieszkańcy Laleham, wkrótce dowiedzą się, jak wygląda polityka dystrybucji Keira Starmera w praktyce.

To, co oznacza to w Walderslade – gdzie kominy suszarni tytoniu i tysiące kilometrów wsi są na wyciągnięcie ręki – to nagłe pojawienie się dwóch grup uchodźców na spokojnych uliczkach.