Strona główna Aktualności Kurz i rozminowanie w obwodzie lwowskim – gdzie przyszłość oczyszczania najsilniej zaminowanego...

Kurz i rozminowanie w obwodzie lwowskim – gdzie przyszłość oczyszczania najsilniej zaminowanego kraju na świecie zderza się z targiem powiatowym

18
0

Kamery działały, film się kręcił, a także ScanJack 3500 – największa maszyna na polu, cztery koła, mniej więcej wielkości autobusu. Poruszał się po piaszczystym gruncie przez ponad pięć minut, silnik ogłuszający, łańcuchy mielące glebę i unoszące chmurę kurzu i piasku, tempo lodowcowe, każda soczewka skupiona na nim i czekająca.

To był jedyny moment tego dnia, który poszedł zgodnie z planem – maszyna właśnie na czas zrobiła to, co obiecuje broszura.

Kiedy wreszcie dotarła do swojej miny i ją rozproszyła, huk zaskoczył cały korpus prasowy: szarpnęliśmy się razem, a potem wybuchnęliśmy śmiechem, trochę ociężale, z powodu osłabienia. To był jedyny moment tego dnia, który poszedł zgodnie z planem – maszyna właśnie na czas zrobiła to, co obiecuje broszura – i specjalnie nas zaprowadzono, byśmy to zobaczyli.

Był to drugi Tydzień Technologiczny UTTC, dzień mediów z żywymi próbami 17 czerwca na polu w obwodzie lwowskim, którego nikt nie nazwał. Zorganizowali go Ministerstwo Obrony, Ministerstwo Gospodarki, Środowiska i Rolnictwa oraz Program Rozwoju ONZ, a celem było przyszłość rozminowywania: pola minowe oczyszczone przez drony, AI i roboty, z ludźmi trzymanymi jak najdalej od huku.

Centrum wydarzenia stanowił „bieg technologii”. Cokolwiek to znaczyło.

Na koniec były dwie drużyny – operatorzy rządowi po jednej stronie, komercyjni rozminowywacze po drugiej – wypuszczone na dwa obszary, otwarte pole uprawne i obszar leśny, pozornie zasiane minami i uwięźnieniami.

Był huk silników, palące słońce, gigantyczne muchy, a także maszyny.

Ponoć, ponieważ przez cały czas naszej obecności nic się na tych obszarach nie stało. Był huk silników, palące słońce, gigantyczne muchy krążące wokół żądne krwi, a maszyny spędzały połowę czasu zbyt daleko lub za drzewami i krzakami, by można było coś zauważyć.

Drony wodziły się nad nami i przesyłały obrazy na ekrany w pobliskim namiocie; kobieta z mikrofonem dzielnie relacjonowała, ale mimo wszystko nic z tego nie ułożyło się w coś, co mogłem śledzić. Urzędnicy nalegali, że to nie był konkurs, a wymiana doświadczeń – dziwne stwierdzenie odnośnie dwóch drużyn ścigających się po polu minowym.

Podczas rozmowy końcowej weteran jednego z wydarzeń przyznał, że stał na krawędzi tego samego pola z tym samym pytaniem, jakie ja miałem.

Myślałem o Raoulu Duke’u – alter ego Huntera S. Thompsona w „Strachu i w Las Vegas” – na szalonej wyścigowej imprezie Mint 400, próbując i nieudolnie próbując śledzić wyścig za ścianą kurzu i chaosu. W tym nie stałem sam. Podczas rozmowy końcowej jeden weteran wydarzenia przyznał, że stał na krawędzi tego samego pola z tym samym pytaniem, jakie miałem: Okej, ale co właściwie się tu dzieje?

Były przemówienia, bo zawsze tak jest. Oleg Szewarski z Ministerstwa Obrony otworzył obiecując, że sprzęt prezentowany nie jest już absurdalnie drogi, lecz ma, jak to określił, bardziej „ziemskie” ceny.

Następnie zabrał głos wiceminister Ihor Bezkaravainyi, który w 2015 roku stracił własną nogę na rosyjskiej minie przeciwpancernej i obecnie koordynuje reakcję Ukrainy na rozminowywanie. Posłużył się Laoziem – według przysłowia kierowanie państwem to jak gotowanie małej ryby – a następnie wygłosił powtarzaną jak mantra frazę: akcja przeciw minowej nie polega na rozminowywaniu. Rozminowywanie to tylko część tego. Reszta to gospodarka, rolnictwo, środowisko, zarządzanie, cały wolny biznes przywracania ziemi do użytku.

Mówił również personel ONZ. Ben Lark, który zarządza programem działania przeciw minowemu UNDP tutaj, określił dzień mniej jako prezentację maszyn, a bardziej zbieranie operatorów, producentów, naukowców i darczyńców na jednym polu, by się ze sobą spierali.

Jego specjalista badawczy, Edward Crowther, odważniej wypowiedział się na temat stawki: Ukraina, jego zdaniem, znajduje się obecnie na czele światowych technologii humanitarnego rozminowywania. Komunikat pochodzący od organizacji płacącej faktury, wart jest trzymania na pewnej odległości – choć na podstawie imponującego sprzętu przechodzącego obok, nie jest to puste słowo.

W relacji przemiany technologii, przed biegiem, odbył się „march technologii”. Cały arsenał przeszedł obok nas w jednym szeregu – prowadzony, latający czy, w przypadku małych rzeczy jak eksperymentalne baterie czy mniejsze jednostki medyczne, niesione ręcznie.

Wśród nich: gigantyczny ScanJack 3500, różne maszyny do uprawy ziemi i kosiarek zdalnie sterowanych, roboty ziemne średniego MV-4 i Neo, drony do badania wzrokowego i magnetycznego, elektromagnetyczny pojazd do detonacji min z dużej odległości, nawet przenośna stacja bazowa Vodafone do wysłania sygnału na pole.

Większość z nich jest produkcji ukraińskiej. Część z nich nadal jest eksperymentalna, testowana i doskonalona na tym właśnie terenie, częściowo w tym samym dniu.

W jednym z punktów odbyło się odrębne spotkanie dla małej grupy obecnych dziennikarzy, w spokojniejszym rogu pola. Weteran o nazwisku Maksym Dobrianskyi opowiedział nam, jak doszedł do tej pracy. Walczył w okolicach Bachmutu i Awdijiwki, a w 2023 roku wdepnął na minę przeciwpersonelową i stracił nogę.

Oczekiwał, powiedział, na życie spędzane w domu i żałobę. Znalazł jednak ulotkę w centrum zatrudnienia, reklamującą przeszkolenie dla rannych weteranów na humanitarnych rozminowywaczy, i skorzystał z niej. Teraz rozminowuje miny.

„Zostałem ranny, chcę pomagać ludziom w ten sam sposób”, powiedział, „aby to się nie powtórzyło”. Dwóch mężczyzn, obydwoje pozbawieni nogi przez rosyjską minę, obaj teraz poświęcają swoje życia temu.

Obiad był ciepły – wybór kiełbasy lub pieczonej ryby, spaghetti z ziołami – a poczęstunek wokół był hojny: owoce i warzywa, małe ciastka, macarony, różne sałatki. Stoimy i jedliśmy na polu oblewanym pyłem, podczas gdy grube muchy pracowały na naszych rękach i nogach, a ja czułem, jak oparzenie słoneczne powoli opanowywało moją twarz i szyję.

Wojna Rosji dotknęła około 133 300 km2 Ukrainy, w tym 57 900 km2 gruntów rolnych – obszar większy niż Chorwacja – kosztem, który Kijów szacuje na 11 miliardów dolarów rocznie. Miny i niewybuchy zabiły przeszło 400 osób i zraniły ponad 1000 od pełnowymiarowej inwazji, według własnego liczenia Ukrainy.

Bezkaravainyi otwarcie powiedział, że części kraju może nigdy nie wrócić: ukraińska Strefa Czerwona obok tej, jaką Pierwsza Wojna Światowa pozostawiła we Francji, lub obok Czarnobyla.

Najostrejszy werdykt dnia nie był pochwałą, lecz listą życzeń. Rozminowywacze ciągle wiozą pięć lub sześć osobnych robotów na miejsce – jeden do latania, jeden do szukania, jeden do kopania, jeden do rozpylenia – gdy chcieliby mieć uniwersalną maszynę, która wszystko zrobi. Czy to realistyczny kierunek, nad którym pracują inżynierowie, czy też marzenie science fiction, pozostaje jedną z tajemnic tego dnia.

Kolejnym spostrzeżeniem było, że podczas polowego ćwiczenia drużyny mogły swobodnie korzystać z dronów powietrznych do rozpoznania, a w rzeczywistości byłoby to niemożliwe blisko frontu, ponieważ takie drony nie są zabezpieczone przed wojną elektroniczną.

A minister, którego ministerstwo zorganizowało całe widowisko, to ten sam człowiek, który powiedział mi miesiąc wcześniej, że innowacje świetnie zabijają w tej wojnie, ale nie radzą sobie z porządkowaniem po niej. Maszyny identyfikują, powiedział Bezkaravainyi. Człowiek wciąż rozprasza.

Pod koniec dnia byłem opalony, pokąsany na żywym oczu przez muchy, i zbyt wypalony, by śledzić końcowe uwagi, które przeszły w rodzaj rozmowy, którą mogli kochać i zrozumieć tylko ludzie, którzy robią to zawodowo.

Gdy to się skończyło, autobusy nas zabrały z powrotem. Choć byłem wyczerpany, trzymałem się do momentu, aż dotarliśmy do głównej drogi i sygnał wrócił, po czym złapałem telefon i gorączkowo przekartkowałem pełen dni e-maili i wiadomości, czując się nagi po tak długim odcięciu od świata.