Rob Worms. Mam kilku.
Podzielam swój czas między małym apartamentem w centrum Sydney, Australii, a dziką nieruchomością, która kiedyś była gospodarstwem rolnym, zanim została opuszczona w latach 70. cztery godziny na południe.
Są one przeciwieństwem w niemal każdym aspekcie – jeden trzaska od nieustannego hałasu dużej aglomeracji miejskiej, podczas gdy drugi porusza się do rytmu dziczy: chóry kukabur, ogłuszające świerszcze i w nocy potężne pohukiwania swołów i bulgoczące, zombie-podobne odgłosy oposów szarych. Ale jednym wspólnym elementem obu nieruchomości jest ich kultowy kijowy robal. Ten na farmie jest ogromny i radzi sobie z odpadami organicznymi całego gospodarstwa, podczas gdy ten w mieście jest na tyle mały, że zmieści się na werandzie i jest łatwy w ustawieniu – nadaje się dla każdego.
Na farmie cały czas pozostawiłem naturze wolną rękę na ziemi i użyłem jej jako miejsce odosobnienia, gdzie szukałem pokoju i spokoju. Ale pod ziemią jest pełen ruchu. Wewnątrz zbiornika o pojemności 4000 litrów zakopanego na posesji znajduje się ogromna kolonia robali, do której trafia cała moja ścieki i woda szara. Robale zamieniają szlam w bogaty w składniki odżywcze płyn i odchody, które stopniowo wypłukują się, filtrują się przez szereg infiltrowanych porowatych rowów, a następnie wchłaniają w otaczający las.
Gigantyczna ferma robalowa w dziczy ma pokrywę i można nieco zmienić dietę robali z codziennej porcji odpadów toaletowych i wody pod prysznicem, wrzucając mojego kompostu i chwastów, a także sporadycznie kangura, oposa lub padłego ptaka, który znajduję na terenie. Moją zasadą jest taka, że jeśli kiedyś było żywe, to jego ostatnim miejscem odpoczynku jest ferma robali.
Kiedy zdejmuję pokrywę i zaglądam w to czarne otwory rozkładu, zawsze jestem zdumiony, jak szybko znikają wszystkie tam zawarte rzeczy. Martwy, 50-kilogramowy samiec wschodniego kangura szarego (Macropus giganteus) po tygodniu jest ledwo rozpoznawalny, a po miesiącu niewidzialny pod moją latarką. Należy jednak przyznać, że ferma robalowa jest w rzeczywistości ekosystemem wielokulturowym, który obejmuje żaby, pająki i larwy much, które wszystkie prosperują w tej bogatej w składniki odżywcze wilgotności, która mogłaby robić wrażenie na tutejszej Puszczy Daintree na północno-wschodnim wybrzeżu Australii.
I jednak, nawet po ponad ośmiu latach pełnienia roli odłogowej pojemni wszystkiego biologicznego – wyrzuciłem w to nienasycone dziury na robale całe wózki pełne materiałów organicznych – jego stabilny stan wydaje się być nie więcej niż ćwierć pełny. Nieważne, jak zgniły jest martwy kangur czy robaczywy ptak, gdy wrzucam go do środka, nigdy nie wyczułem żadnych nieprzyjemnych zapachów wydobywających się z mojej fermy robali. To zdecydowanie nie jest amatorska operacja – lokalna rada powiatowa przychodzi co parę lat, aby sprawdzić, czy jest oficjalnie zgodna z przepisami.
W dniu instalacji fermy robali w 2018 roku, zostałem zaproszony przez hydraulika do uroczystego wrzucenia robali do ich nowego domu – małego worka roboli tygrysich (Eisenia fetida), gatunku pierwotnie nazwanego w 1826 r. w Europie, który stał się międzynarodowymi superstarłami globalnego kompostowania.
Niezależny badacz roboli Robert Blakemore twierdzi, że gatunek żyje w temperaturach od -2˚C do 40˚C i może przetrwać utratę prawie dwóch trzecich wilgoci ciała i, jak twierdzą, całkowite zanurzenie w wodzie do okresu aż 6 miesięcy.
Twierdzi, że na Ziemi nie ma innego gatunku, który zaoferowałby tak ważną usługę ludzkości, a robal kompostowy suposyjnie potrafi przetworzyć equivalent wagi swojego ciała dziennie. Nic dziwnego, że martwy kangur może zniknąć w kilka tygodni.
Uwielbiam fakt, że wszystko, co trafia do tej fermy robali, jest rozkładane przez robale na wszechstronne składniki życia, które następnie powoli wsiąkają w starożytny las z czerwonego eukaliptusa, by zostać przyswojone i poddane recyklingowi w ekosystemie.





