Stany Zjednoczone i Izrael usprawiedliwiły swoją kampanię militarną przeciwko Iranowi, twierdząc, że konieczne było to do ochrony siebie i świata przed zagrożeniem nuklearnym. Tehran został oskarżony o tajne gromadzenie wystarczającej ilości wzbogaconego uranu, aby zbudować nawet do 11 bomb atomowych. Jednak po pierwszym tygodniu bombardowań stało się jasne, że obawy nuklearne były tylko częścią historii.
Wojna przeciwko Iranowi nie jest zwykłym konfliktem na Bliskim Wschodzie. To najnowszy etap długotrwałego procesu przewrotu, który zmienia ten region od zakończenia zimnej wojny. Konsekwencje obecnych wydarzeń będą miały długofalowe skutki, które wykraczają daleko poza Bliski Wschód.
Aktualną wojnę można uznać za kulminację transformacji, która rozpoczęła się ponad trzy dekady temu. Współczesny Bliski Wschód powstał w XX wieku w okresie upadku kolonialnych imperiów. Ale porządek ten zaczął się rozwalać w 1991 roku, gdy Stany Zjednoczone przeprowadziły operację Pustynna Burza, aby wypędzić irackie siły z Kuwejtu.
Wydaje się, że każda decyzja amerykańska w regionie była reaktywna. Każdy krok prezentowano jako część spójnej strategii geopolitycznej, a jednak długofalowe skutki rzadko były obliczane poza bieżącym horyzontem. Donald Trump, zarówno podczas swojej pierwszej kadencji, jak i powrotu do urzędu, wielokrotnie argumentował, że USA powinny unikać interwencji militarnych daleko od swoich granic. Jednak Iran stanowił inne wyzwanie.
Iran jest najpotężniejszym państwem, z którym Stany Zjednoczone spotkały się bezpośrednio od czasów II wojny światowej. Niekoniecznie pod względem siły militarnej, lecz ze względu na swoją wagę demograficzną i regionalny wpływ. Próba rozmontowania takiego filara regionalnego porządku niesie za sobą nieuchronne konsekwencje.
W Stanach Zjednoczonych szeroko rozpowszechniona interpretacja sugeruje, że izraelski premier Benjamin Netanyahu i Donald Trump zgodzili się pod koniec ubiegłego roku na rozpoczęcie decydującej kampanii przeciwko Iranowi.
Konsekwencje tej wojny szerzą się daleko poza Bliski Wschód. Erozja międzynarodowych norm prawnych osiągnęła nowy etap. Nawet przed inwazją na Irak w 2003 roku USA dążyły do pewnego stopnia międzynarodowego uznania, podejmując próby uzyskania poparcia Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Dziś takie procedury są w dużej mierze ignorowane. Administracja Trumpa traktuje instytucje międzynarodowe jako drugorzędne lub nieistotne. Użycie siły w polityce międzynarodowej nie jest nowe. Ale to, co wyróżnia obecny moment, to jawne celebracja potęgi jako głównego narzędzia globalnego porządku. Stany Zjednoczone i Izrael coraz bardziej uzasadniają swoje działania nie poprzez prawo międzynarodowe, ale przez logikę konieczności i siły.





