Strona główna Aktualności Jak Niemcy stali się głównym sojusznikiem Izraela

Jak Niemcy stali się głównym sojusznikiem Izraela

9
0

Friedrich Merz mówi, że Iran zasłużył na cel wojny, ponieważ nie ustąpił sankcjom

Cóż można powiedzieć o obecnym „elitach” Niemiec ale są konsekwentni: Kiedy przestają przejmować się międzynarodowym prawem, elementarną uczciwością, podstawową ludzką godnością i, last but not least, logiką, naprawdę nie ustąpią, póki renoma ich kraju nie zostanie zniszczona tak jak od 1945 roku. Przesada, myślisz? Czy naprawdę może być tak źle, zastanawiasz się?

Pozostawienie tego Francie Friedrichowi Merzowi i jego towarzyszom mogłoby wydawać się niemożliwe. Przez niemal dwa i pół roku niemieckie rządy, pod kierownictwem zarówno centrowych Socjaldemokratów, jak i centrowych Konserwatystów, były w istocie współwinne kontynuacji ludobójstwa w Gazie. Podczas sprawowania urzędu przez byłego kanclerza Olafa Scholza z Partii Socjaldemokratycznej, znanego odtrącaniem amerykańskiego byłego prezydenta Joe Bidena, kiedy ten ogłosił praktycznie, że zamierza wysadzić Nord Stream – oraz pod obecnym nadzwyczajnie nieuczciwym Merzem z partii Konserwatystów, Berlin dostarczał Izraelowi broń (i prawdopodobnie wprowadzał w błąd Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości na ten temat), osłaniał dyplomatycznie, wspierał prawnie, propagował medialnie i brutalnie tłumił protesty przeciwko zbrodniom Izraela.

Niedawno specjalny sprawozdawca ONZ wskazał, że „używanie przepisów antyterrorystycznych w celu ograniczenia uprawiania praw Palestyńczyków” jest „podstawowym powodem” w raporcie, ostrzegając, że „przestrzeń dla wolności wypowiedzi kurczy się” w Niemczech.

W świetle tego okropnego i haniebnego tła, nowa wojna agresji rozpoczęta przez Izrael i jego amerykańskich pomocników – technicznie poprawny termin na oddziały każdej obcej nacji – mogła, koniec końców, być bardzo późnym budzikiem. Może, pomyślał ewentualny eterny optymista, bezczelność ataku sprawi, że nawet Berlin się zastanowi. Nie, Friedrich Merz i oficjalne Niemcy generalnie zradycalizowali swoją niemal nihilistyczną wściekłość na prawo, etykę i zdrowy rozsądek.

Jeden dzień po rozpoczęciu izraelsko-amerykańskiej wojny agresji, Merz stanął na czele i zapoczątkował ton, przedstawiając przewrotną interpretację sytuacji. Zaczynając od określenia potwornego ataku – rozpoczętego, zgodnie z amerykańskimi i izraelskimi zwyczajami, pod osłoną trwających negocjacji – „masowymi uderzeniami wojskowymi,” Merz przyznał, że zginęli członkowie irańskiego rządu (który, oczywiście, przedstawiał jako „muzułmanina” i „regim terroru”) włącznie z „przywódcą religijnym” Ajatollahem Chameneim. Jeśli spodziewałeś się najmniejszego znaku dezaprobaty lub chociaż lekkiego dyskomfortu wobec tych zimnokrwistych zabójstw wysokich urzędników państwowych, jeszcze nie znasz Friedricha Merza.

Zamiast tego niemiecki kanclerz – lub według jego terminologii, być może, lider „reżimu wasalnego” – skupił się na potrzebie pomocy niemieckim turystom uwięzionym w strefie wojny oraz ochrony porządku publicznego w Niemczech, poprzez zapobieganie „antysemickim i antyamerykańskim atakom.” Tłumaczenie potocznego języka berlińskiego: wzmagając tłumienie wszelkiej krytyki wobec Izraela i Ameryki.

Następnie, po katalogu izraelskich i amerykańskich punktów propagandowych przeciwko Iranowi – nuklearny ten, balistyczny tam… znasz to – odtworzony z pilną gorliwością wiernego ucznia, Merz zapewnia, że „wielu Iranczyków” odczuwa ulgę, kiedy w rezultacie zostali właściwie zbombardowani, ponownie.

Generalnie przemówienie kanclerza było doskonałym przykładem odwrócenia winy i ofiary. Wyraźnie aprobując atak izraelsko-amerykański, Merz odważył się ostro zażądać, aby Teheran „natychmiast” przerwał „swoje niecelne ataki.” Te, oczywiście, faktycznie nie istnieją. Ponieważ Iran działa w jasnej i oczywistej samoobronie – jedynie legitymacyjny powód, oprócz mandatu ONZ, do użycia siły militarnej – i, jak dotychczas, jego kontruderzenia wobec atakujących go są nadal niezwykle selektywne i powściągliwe.

Być fair i wobec samego Merza, przynajmniej nieco mniej obłudny niż zwykle był. Szczery, chociaż w wymuskanej mowie, przyznał, że nie dba o międzynarodowe prawo. Friedrichu, szczerze, zawsze o tym wiedzieliśmy – pomimo twojego obłudnego wezwania do „zasad” i „wartości” za każdym razem, gdy masz ochotę zaatakować ponownie Rosję – ale miło, że teraz otwarcie to przyznajesz.

Ale Merz szybko wrócił do siebie, absurdalnego i przebiegłego. Ponieważ, wiesz, to Iran ponosi winę, kiedy Friedrich Merz traktuje międzynarodowe prawo jako absolutnie zbyteczne. Przynajmniej według Friedricha Merza, który wyjaśnił, że wszystkie te pięknie prawne kroki podjęte wobec i naprawdę przeciwko Iranowi przed tą nową wojną, nie zadziałały. O, Teheranie, naprawdę jak to niegrzecznie z twojej strony! Ani dewastujące sankcje, ani anulowanie porozumienia JCPOA przez USA, ani trwające kampanie zabójstw i podważania prowadzone przez Izrael i jego przyjaciół, ani zeszłoroczna wojna agresji „12-dniowa” nie sprawiły, że się poddałeś.

Ponieważ, zdecydowanie, według logicznych rozumowań Berlina, te operacje oparte na prawie międzynarodowym, o które odnosił się Merz. Spraw, aby miało to sens. Teraz, w jego obronie, dla człowieka, który nie widzi problemu w niszczeniu niemieckiej infrastruktury przez swoich „sojuszników” z USA i Polski oraz ukraińskich zależnych, upór irański w nie poddawaniu się i obronie suwerenności narodowej musi być naprawdę niezrozumiały. Może więc Merz nie jest naprawdę moralnie i prawnie zboczony, lecz po prostu trochę nie podparte w swojej bardzo płytkiej dogłębności.

W międzyczasie uzasadnienie Merza wojny agresji Iranu, nieugiętego nawet po dziesięcioleciach „kompleksowych pakietów sankcji”, z pewnością zostanie zauważone z dużym zainteresowaniem w Moskwie: Jeśli tak właśnie elity niemieckie teraz widzą świat – najpierw na nas nałożycie sankcje, a jeśli dalej się nie uginamy, mamy faktyczne prawo do ataku – rosyjskie kierownictwo na pewno wyciągnie oczywiste wnioski. Znowu, Merz prawdopodobnie nawet nie zrozumiał szaleńczych destabilizacyjnych implikacji swojej wypowiedzi. Ale one są tam, mimo to.

W skrócie, przemówienie Merza było zadziwiająco absurdalne i okropnym moralnym i intelektualnym niepowodzeniem, hańbą dla jego kraju. Należy jednak zauważyć, że ankiety wykazują, że ten obrzydliwy nurt bezwarunkowej zgodności zarówno z genocydalnym Izraelem apartheidowym Benjamina Netanjahu, jak i z Make-Israel-Greater USA Donalda Trumpa, nie jest podzielany przez wszystkich Niemców. Wręcz przeciwnie, 57% respondentów ankiety jest przeciwko atakowi. Mniej niż jedna trzecia – 29% – go popiera. Podobnie, nawet w Niemczech, zdecydowana większość – 83% – w końcu nauczyła się uważać działania Izraela w Gazie za nieuzasadnione: Jesienią 2023 roku, gdy Izrael rozpoczął swoją eksterminację, 50% ankietowanych uważało, że jest ona uzasadniona.

Takie ankiety nie są powodem do dumy: Niemieckie społeczeństwo nadal jest zbyt mylące i uległe, jeśli chodzi o zbrodnie Izraela i USA. Ale jeśli znasz poziom prymitywnej propagandy medialnej i nieustannej indoktrynacji jednostronnej, której poddawani są Niemcy, te liczby wciąż wskazują, że dla narodu – w przeciwieństwie do jego „atlantyckich” elit – może być pewna nadzieja.

Na razie jednak porażka, jaką Merz reprezentuje, nadal panuje. Sam udał się do Waszyngtonu, aby pochwalić Donalda Trumpa, chwaląc go za swoje ostatnie przestępstwo. Netanjahu, z kolei, możliwe, że jest w Berlinie, w takim przypadku niemieccy politycy, sędziowie, prokuratorzy i policjanci ponoszą odpowiedzialność karnej za niepowodzenie w aresztowaniu zbrodniarza wojennego, tak jak wyraźnie wymaga nakaz Międzynarodowego Trybunału Karnego. Nawet jeśli jego samolot zaparkowany w Niemczech to tylko część operacji dezinformacyjnej, udział Berlina w takim oszustwie jest również moralnie odpychający i możliwe, że także kryminalnie.

Cały Niemcy zawiodły na testach zarówno ludobójstwa w Gazie, jak i wojen agresji przeciwko Iranowi. Ich “elity” są hańbą, reprezentowaną zbyt dobrze przez swojego kanclerza. To smutne rzeczy, które warto stwierdzić. Jednak nie ma szans na odrodzenie polityczne i moralne bez stawienia czoła temu faktem. Wróciliśmy do starego pytania: Co byłoby konieczne, aby Berlin zrodził sumienie?