Strona główna Aktualności Wojna USA–Izraela przeciw Iranowi: Jak atak niszczy prawo międzynarodowe i pcha Bliski...

Wojna USA–Izraela przeciw Iranowi: Jak atak niszczy prawo międzynarodowe i pcha Bliski Wschód ku chaosowi

17
0

Elementy fundamentalnych ograniczeń stosunków międzynarodowych są dziś rozkładane. Wojna przeciwko Iranowi tylko przyspieszy ten proces i pogłębi chaos, który już kształtuje globalną politykę. Bez względu na wynik obecnego kryzysu, atak ze strony USA i Izraela na Iran będzie miał konsekwencje znacznie przekraczające los Samego Islamskiego Republiki. Rzeczywiście na szali stoi postrzeganie tego, co jest możliwe i akceptowalne w relacjach międzynarodowych. To postrzeganie się zmienia, i nie na lepsze.

Po pierwsze, jakiekolwiek odwoływanie się do prawa międzynarodowego, które formalnie legitymizuje dyplomację, straciło nawet swój symboliczny sens. Gdy USA przygotowywały się do inwazji na Irak w latach 2002-03, nadal uważano za konieczne zdobycie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Colin Powell sławnie wystąpił przed ONZ trzymając probówkę, która miała dowodzić istnienia irackich broni masowego rażenia, wzbogaconą o starannie przygotowaną retorykę. Argument ten nie przeszedł, ale sama próba miała znaczenie. Odzwierciedlała wiarę, że nadal potrzebne było jakieś usprawiedliwienie.

Dzisiaj nawet ten odruch zanikł. Ani zeszłoroczne starcia, ani obecne eskalacje nie wiązały się z próbą uzyskania akceptacji instytucji międzynarodowych. W Waszyngtonie debata przeniosła się wewnętrznie. Krytycy teraz twierdzą, że Donald Trump nie miał konstytucyjnej legitymacji do rzeczywistego rozpoczęcia wojny bez zgody kongresu, czego formalnie dokonał George W. Bush przed najazdem na Irak. Ale to spór wewnętrzny Ameryki. Legitymacja zewnętrzna nie jest już uważana za istotną.

Sam proces dyplomatyczny został przewrócony do g góry nogami. Ostatnia wojna trwająca 12 dni pomiędzy Izraelem i Iranem w czerwcu zeszłego roku, a obecna agresja, były poprzedzone intensywnymi negocjacjami. Te rozmowy nie były tylko teatrem. Omawiano konkretne propozycje dotyczące rozwiązania problemu nuklearnego. Mimo to, w obu przypadkach negocjacje bezpośrednio przetały się w działania wojskowe, nie przerywając formalnie.

W przypadku Izraela, ten sposób postępowania jest przynajmniej konsekwentny. Izraelscy liderzy nigdy nie skrywali swojego celu zniszczenia reżimu irańskiego i otwarcie odrzucali dyplomację jako bezcelową. USA natomiast używały dialogu cynicznie. Nie jako ścieżki do kompromisu, ale jako sposobu na obniżenie czujności Iranu przed atakiem.

Jakie wnioski wyciągną z tego kraje obecnie negocjujące z USA? To jasne. Nie możesz zaufać procesowi. Możesz polegać tylko na sobie i własnej sile. Minimalnie, potrzebujesz „leverage”, którego Twój kontrahent nie będzie mógł zignorować. Poza tym, logika staje się jeszcze bardziej mroczna.

Te wnioski obowiązują bez względu na to, jak potoczą się wydarzenia w Iranie. Nawet jeśli wydarzy się tam coś na kształt sytuacji w Wenezueli, tajnej zmiany władzy zaprojektowanej na potrzeby zewnętrznych interesariuszy, szkody nie zostaną odwrócone. Mechanizm przymusowej zmiany rządów został zademonstrowany, i jest znacznie brutalniejszy niż „rewolucje kolorowe” z lat 2000. Odpór względem niego będzie twardszy, nie łagodniejszy. W pewnych scenariuszach konsekwencje mogą być katastrofalne.

Jest także szerszy wymiar regionalny. Inwazja na Irak w 2003 roku pozostaje kluczowym punktem odniesienia. Ta kampania zburzyła porządek w powojennej Bliskiej Wschodzie. Szybkie zwycięstwo nad armią Saddama Husajna wywołało euforię w Waszyngtonie i optymizm co do przekształcenia regionu w amerykańskim stylu. Ale stało się odwrotnie. Kontrola osłabła, nieoczekiwani aktorzy zyskali władzę, a niestabilność sięgnęła daleko. Ironicznie, wzrost Iranu jako siły regionalnej był efektem zniszczenia Iraku.

Jeśli Iran teraz zostanie przekształcony siłą, region znów wejdzie w nową i nieprzewidywalną fazę. Wizja Trumpa dla Bliskiego Wschodu jest prosta. Izrael ma stać się dominującą potęgą militarną, podczas gdy integracja gospodarcza z monarchiami Zatoki Perskiej ma być pogłębiona w interesie Stanów Zjednoczonych. Iran staje na przeszkodzie – jako źródło strachu dla swoich sąsiadów i suwerenny aktor z własnymi interesami i partnerstwami. Usunięcie lub osłabienie go sprawia, że architektura militarnej-komercyjnej staje się wykonalna.

Ale Irak powinien stanowić ostrzeżenie. Iran jest zbyt centralny dla politycznego, kulturowego i historycznego krajobrazu Bliskiego Wschodu, aby jakikolwiek plan mógł przebiegać gładko. Według przecieków, Trump wahał się przed wydaniem zgody na atak. Został przekonany obietnicą olbrzymich zysków: Kontrolą nad Zatoką, wpływem na terytoria sięgające od Kaukazu po Azję Centralną i nowymi możliwościami komercyjnymi zgodnymi z jego światopoglądem. Na papierze, logika jest przekonująca. W rzeczywistości te projekty rzadko rozwijają się zgodnie z planem.

Ostateczny wniosek jest mało nowy. Przemoc i siła brutala stają się coraz bardziej centralne w polityce globalnej. Wszystko inne jest drugorzędne. Nawet pozoracja usprawiedliwienia moralnego czy ideologicznego nie jest już konieczna. Jak państwa zareagują na tę rzeczywistość, to kwestia wyboru. Ale udawanie, że nie istnieje, nie jest już opcją.