Superwiększość jako niekontrolowana władza: traktować z podejrzliwością
Ponieważ system wyborczy został zaprojektowany w taki sposób, aby faworyzować silne partie, dwie trzecie parlamentarne większości wydają się stać nowym standardem węgierskim. To ważne, ponieważ taka większość jest potrzebna nie tylko do przyjęcia i zmiany konstytucji, ale także do powoływania sędziów konstytucyjnych i innych urzędników państwowych (takich jak prezes Najwyższej Izby Kontroli, rzecznik praw obywatelskich, prokurator generalny itp), a także do uchwalania i zmiany tzw. „ustaw zasadniczych”.
Te ustawy zasadnicze istniały od czasów przejścia na demokrację, chociaż pod innymi nazwami. Oryginalna idea tych specjalnych ustaw była zapewnienie politycznego kompromisu przy regulowaniu istotnych kwestii konstytucyjnych, takich jak system sądowy, wybory, partie polityczne, sąd konstytucyjny, obywatelstwo i tak dalej. Kiedy Fidesz doszedł do władzy w 2010 roku, zachował te ustawy jako zasadnicze, a dodatkowo kwalifikował losowe kwestie polityczne jako zasadnicze, na przykład migrację i azyl, emerytury lub pewne zasady podatkowe.
To już piąte wybory z rzędu, kiedy partia zdobywa dwie trzecie większości w parlamencie – i pierwszy raz nie jest to Fidesz. I podobnie jak Fidesz w 2010 roku, Tisza została wybrana do władzy z superwiększością niekoniecznie ze względu na swoje zalety, ale dlatego, że wyborcy chcieli ukarać poprzedni rząd. Widzieliśmy, dokąd to prowadzi, więc warto być ostrożnym.
Nadszedł czas, aby zdać sobie sprawę, że uzasadnienie za magicznym wymaganiem dwóch trzecich większości jest kłamstwem. Dwutorowe większości nie gwarantują kompromisu. To, co zapewniłoby kompromis (i wraz z nim dalszy rozwój kultury politycznej), to zmiana w kierunku bardziej proporcjonalnego systemu wyborczego, w którym nawet zwykła większość wymaga kompromisu w ramach koalicji rządzącej. Taki scenariusz sprawia również, że ustawy zasadnicze są niepotrzebne.
Jednak głównym problemem z dwutorową większością jest to, że daje nieograniczoną władzę każdemu rządowi, który ją posiada. Ta większość jest wystarczająca do sporządzenia nowej konstytucji lub jej zmiany – co można robić tak często, jak jest to konieczne i w interesach politycznych, co kolejne rządy Fideszu ilustrowały w ciągu ostatnich 16 lat.
Węgrom nie wolno ponownie wpaść w tę samą pułapkę i pozwolić, aby jakakolwiek partia nadużyła dwutorowej legitymacji. Magyar przysiągł, że jego rząd nie odbuduje państwa prawa w sposób naruszający demokratyczne zasady wzajemnej kontroli, i ma obowiązek to zrobić. Ale jeśli tego nie uczyni, to Węgrzy będą musieli dać znać o swoim sprzeciwie. Oznacza to, że wszyscy niezależni politycy, którzy wycofali się z wyścigu, aby dać Tiszy wolną rękę w nadziei na zmianę systemową, jak również opiniodawcy muszą dać się usłyszeć, szczególnie przy pierwszych słabych oznakach, że Tisza może zacząć nadużywać swojej dwutorowej większości w taki sam sposób, jak to zrobił Fidesz. To samo dotyczy sieci aktywistów Tiszy – ludzi, którzy włożyli ogromną ilość pracy w ten wynik, nawet jeśli nie są formalnymi członkami partii.
A jeśli ta dwutorowa wygrana nie prowadzi do demokratycznej, społeczeństwo-wartej Węgier, ale zamiast tego do Fidesz 2.0, nie możemy pozwolić sobie na kolejne 16 lat. Ludzie muszą wyjść na ulicę, wywierać presję na posłów, zachowywać się jak odpowiedzialni obywatele i wymusić prawdziwą zmianę.
Bea Bakó jest adiunktem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Karola i współautorem węgierskiego biuletynu Gemišt.
Wyrażone opinie są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy BIRN.




