Miłość Pygmaliona do posągu kobiety, którą stworzył, od dawna przemawiała do artystów, takich jak Rodin, którzy wykorzystali tę historię jako pretekst do celebrowania własnego talentu. Jednak dla Scholtena wiara Pygmaliona, że jego stworzenie jest lepsze od wszystkich rzeczywistych kobiet wokół niego, przypomina o złudnym zaufaniu ludzkości do własnego wynalazku, SI. „My, ludzie, myślimy, że możemy kontrolować wszystko i mamy rozwiązania na wszystko” – mówi.
Ale ta arogancja ma konsekwencje. Przynajmniej w reinterpretacji mitu autorstwa George’a Bernarda Shawa, później zaadaptowanej do przebojowego filmu z 1964 roku „My Fair Lady”, postać Pygmaliona, Henry Higgins, odkrywa, że jego „stworzenie”, Eliza, w końcu zaczyna myśleć samodzielnie. Jeśli miało by to miejsce w przypadku SI, skutki mogłyby być znacznie mniej satysfakcjonujące.
(Obrazy przechowywane przez Muzeum Metropolitalne. Visual Fact Check: Informujący opis pod obrazem)
Ci aroganccy liderzy obecnie zajmujący stanowiska władzy, czy to giganci technologiczni, czy oligarchowie, prezydenci czy premierzy, powinni uważnie wysłuchać historii o myśliwym Actaeonie. Kiedy spostrzegł Artemidę kąpiącą się z jej nimfami, bogini była tak wściekła, że zamieniła go w jelenia, który został następnie pożarty przez swoje własne psy. „Wszyscy ci światowi liderzy pełni pychy powinni być świadomi, że sytuacja może się zmienić” – mówi Scholten.
Metamorfozy nie są jednak same ostrzeżeniami, W historii zakochanych Salmakisa i Hermaphroditusa, których ciała, męskie i żeńskie, stają się zjednoczone, możemy dostrzec starożytną reprezentację płynności płciowej. Dla Scholtena jest to sugestia, że „powinniśmy traktować każdego jako unikalnego człowieka, a nie dewiację od normy. Dwuznaczność, która istnieje we samej naturze, jest obecna u Owidiusza.



