Strona główna Kultura Rycerz Siedmiu Królestw to prawdziwe „dlaźdź”

Rycerz Siedmiu Królestw to prawdziwe „dlaźdź”

9
0

Ser Duncan jest źle wyszkolony, brakuje mu doświadczenia i jest ubrany ledwo lepiej niż w łachmany, z paskiem na miecz zrobionym z liny, ale ma nadzieję, że jeśli zyska sławę na nadchodzącym turnieju na Łące Ashford, jedno z wielkich domów może go zatrudnić. W drodze na „turniej” niechętnie przyjmuje usługi paźa, łysy chłopiec o imieniu Egg (Dexter Sol Ansell), który zaczął go śledzić. Egg, malutki jak Dunk jest ogromny, chce być rycerzem i jest trochę zuchwałym mądralą – zazwyczaj znacznie sprytniejszy niż Dunk „łysiak”, który nie jest intelektualistą. Fabuła, oparta na pierwszej z trzech nowel Martina przedstawiających tę dwójkę, opowiada o tym, co wydarza się na turnieju. W notach prasowych udostępnionych przez HBO showrunner Ira Parker porównuje Ashford do Glastonbury lub Burning Man, a wydarzenia, które tam mają miejsce, mają skutki geopolityczne, które rozchodzą się przez dziesięciolecia i wciąż są odczuwane, gdy „Gra o tron” się zaczyna. Jednak to dziwaczny związek Dunka i Egga, czasem lekko antagonistyczny, ale głównie uczuciowy, jest bijącym sercem tego doskonałego serialu sześcioodcinkowego. Zarówno stare, jak i nowe bogi uśmiechnęły się nad produkcją, gdy Claffey i Ansell zostali obsadzeni. Są genialni indywidualnie, a chemia między nimi jest niezwykła. Można by pomyśleć, że od lat pracują razem w przedstawieniu na wzór Laurel i Hardy’ego, a jednak Claffey – potężny były gracz rugby – gra dopiero od kilku lat, a to jest jego pierwsza główna rola. Jego 11-letni współpracownik gra od czterech lat i już ma na swoim koncie kilka znaczących ról. Ansell ujawnia w notach prasowych, że George R.R. Martin powiedział mu: „Jesteś idealny. Jesteś Egg”.