Carol była podekscytowana dwa lata temu, gdy dowiedziała się, że po kilku rozmowach kwalifikacyjnych dostała pracę biurową w Tajlandii jako maszynistka. Jej lot tam był opłacony, zapewnione było jedzenie, a oprócz pensji w wysokości 600 funtów miesięcznie, miała darmowe zakwaterowanie.
Zaledwie kilka miesięcy wcześniej straciła pracę w branży hotelarskiej w Nairobi, stolicy Kenii, i życie było trudne. Miała problemy z opłaceniem czynszu, rachunków za jedzenie oraz opłat za szkołę dla swojej ośmioletniej córki. To wydawało się jak szansa z nieba.
Jednak rzeczywistość była zupełnie inna. Po przyjeździe do Bangkoku została zabrana w długą podróż na granicę z Mjanmą, a następnie przemycana do kraju targanego wojną. Tam została zmuszona przez strażników pod groźbą broni palnej do pracy w ogromnym kompleksie, gdzie chińscy gangsterzy nakazali jej udział w oszustwach skierowanych przeciwko Amerykanom, Brytyjczykom i Kanadyjczykom mieszkającym tysiące kilometrów stąd, w celu wyłudzenia od nich pieniędzy.
Ogłoszenie dotyczące pracy i rozmowy kwalifikacyjne były okrutnym oszustwem. Carol została oszukana do pracy w ogromnej „fabryce oszustw” prowadzonej przez chińskie gangi, i zmuszana poprzez bicie i tortury do znalezienia potencjalnych ofiar za pośrednictwem mediów społecznościowych, które dałyby się nabrać na oszustwa dotyczące nieruchomości, inwestycji w kryptowaluty, romanse i zakupy online.
Nawet najmniejszy przejaw nieposłuszeństwa, niepowodzenie w dotrzymywaniu codziennych celów, prowadziły do okrutnych kar, takich jak porażenia prądem w głowę, bicie metalowymi rurkami, zamknięcie w małym, ciemnym pokoju na kilka dni lub nawet przywiązanie do klatki z przerażającym tygrysem.
„To była totalna gehenna” – powiedziała Carol, rozmawiając ze mną z Mjanmy cztery dni po ucieczce z 19-miesięcznego koszmaru, podczas którego pracowała w trzech różnych kompleksach. Została uwolniona razem z 12 innymi Afrykanami dzięki sieci tajskich aktywistów.
Znaczne ilości tych ogromnych kompleksów oszustw – wiele otoczonych złowieszczo murami z drutu kolczastego, a niektóre z groźnymi wieżami strażniczymi – widać z Tajlandii zza wąskiej brązowej Moei River, która dzieli oba kraje.
Zostały one celowo zbudowane w ciągu ostatnich czterech lat w bezprawnych regionach Mjanmy kontrolowanych przez milicje walczące w wiecznej wojnie domowej kraju. Mają jeden cel: wyłudzenie ogromnych sum pieniędzy online od chciwych, samotnych lub nieszczęśliwych ludzi z całego świata.
Skala tych uprzemysłowionych operacji oszustw jest oszałamiająca. Kompleksy te pomieszczają dziesiątki tysięcy osób z co najmniej 78 krajów, a jeden ekspert powiedział, że przez oszustów ucierpiało 135 narodów. „To globalny problem” – powiedziała Mechelle Moore, dyrektor generalna Global Alms, organizacji charytatywnej zajmującej się zwalczaniem handlu ludźmi, mającej siedzibę w Tajlandii.
Wielu pracujących tam jest sprowadzanych do kompleksów przez chińskie gangi etniczne.
Większość ludzi, którzy tam pracują, jest oszukiwana jak Carol, ale niektórzy są porwani. Zmuszeni są do podpisania fałszywych umów, a następnie informowani, że muszą zapłacić drakońskie sumy, aby pokryć wszystkie koszty podróży, jedzenia i zakwaterowania, jeśli chcą odejść. „Idea jest taka, że jak już tam jesteś, nie ma wyjścia z wyjątkiem zapłacenia okupu” – wyjaśniła Moore.
W całej Azji Południowo-Wschodniej, gdzie pojawiły się podobne operacje od Kambodży po Filipiny, szacuje się, że te fabryki wyłudzają corocznie do 60 miliardów funtów. Niektóre z centrów w Mjanmie służą także do produkcji narkotyków, takich jak metamfetamina.
To przestępczość na ogromną skalę, widoczna otwarcie.
Z mojego miejsca obserwacji na granicy mogłem wyraźnie dostrzec domy wyglądające na przedmieścia bossów fabryki oszustw, a także bloki mieszkalne nawet ośmiopiętrowe, które pomieściły ofiary handlu ludźmi, często po osiem osób w pokoju na piętrowych łóżkach.
Widziałem robotników budujących dwa kompleksy wzdłuż krótkiego odcinka rzeki, co dowodzi, że to branża o szybko rosnącym rozmiarze.
Wzdłuż tej granicy działa 60 kompleksów prowadzonych jak zorganizowane parki biznesowe, z dyrektorem, podwładnymi, którzy wynajmują biura i sypialnie przestępczym gangom, nadzorującymi wykonanie zadań oraz wyznaczonymi zespołami do różnych zadań.
Zawierają one burdele i siłownie; niektóre mają nawet boisko do koszykówki, stadion piłkarski lub basen.
„Im lepiej jesteś w oszukiwaniu, tym większy dostęp masz do ich udogodnień” – powiedziała Moore. „Chodzi o kontrolowanie ciebie”. Mimo to te przestępcze przedsięwzięcia mają pozory normalności biznesowej.
„Operacje działają jak firmy – mają kluczowe wskaźniki efektywności, kwartały, premie za dobrą pracę, ale tortury, jeśli nie wypadasz dobrze” – powiedział Ivan Franceschini, wykładowca studiów chińskich na Uniwersytecie w Melbourne i współautor książki „Oszustwo: Wnętrze kryminalnych kompleksów cybernetycznych w Azji Południowo-Wschodniej”.
W pewnym momencie usłyszałem odgłosy strzałów artyleryjskich, przypominające o trwającej od długiego czasu wojnie domowej między rządem Mjanmy a różnymi grupami rebeliantów – oraz o ryzykach dla ofiar handlu, uwięzionych w pobliskim kompleksie. Później spotkałem człowieka, któremu palec został strącony odłamkiem w ataku, w którym zginęli współwięźniowie z Chin i Ugandy.
Ten człowiek, zatrudniony jako tłumacz po sześcioletnich studiach w Chinach, był wśród małej grupy Afrykańczyków uwolnionych po tym, jak użyli telefonów i komputerów, by skontaktować się z aktywistami i dyplomatami w Tajlandii. Ich uwolnienie zostało wynegocjowane z lokalną milicją, której liderów objęły sankcje ze strony Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych za związki z oszustwami.
13 mężczyzn i kobiet pochodziło z Kamerunu, Ghany, Kenii, Nigerii, Rwandy i Zimbabwe. Niektórzy byli elokwentni i bardzo wykształceni, inni z prostszych środowisk. Wszyscy aplikowali o prace z dobrymi pensjami oferowanymi przez wyglądające na godne zaufania agencje na platformach mediów społecznościowych lub poprzez znajomych, zanim zostali przesłuchani.
„Prowadziłem biznes kupna i sprzedaży odzieży, zarabiałem 300 dolarów [225 funtów] miesięcznie, więc gdy znajomy z Chin zadzwonił do mnie w sprawie pracy za granicą oferując 1500 dolarów [1124 funty], było kuszące” – powiedział 37-letni tłumacz, który mówi płynnie po angielsku, francusku i chińsku.
Inny mężczyzna zarabiał 37 funtów miesięcznie jako barman w Lagos w Nigerii, gdy jego żona zaszła w ciążę z drugim dzieckiem, więc był zachwycony ofertą miesięcznej pensji w wysokości 637 funtów w Azji, aby pracować jako inżynier danych.
Ale gdy dotarli do Bangkoku, obiecane prace okazały się zupełnie inne. Carol powiedziała mi, że została zabrana z innymi na lotnisko eleganckim minivanem i odwieziona do centrum handlowego na posiłek – następnie, po 15-godzinnej podróży samochodem, grupa została porzucona o północy nad rzeką, zmuszona na łodzie i spotkana na przeciwległym brzegu przez uzbrojonych mężczyzn w mundurach.
„Krzyczeli, przeszukiwali torby, wyrzucali nasze dokumenty, a potem zabrali nas do szpitala, gdzie przetestowali nas na HIV. Byłam bardzo przerażona. Myślałam o córce [pozostawionej w Kenii u siostry Carol], i jeśli coś by się stało, moja rodzina nawet nie wiedziała, gdzie jestem” – powiedziała.
Następnego dnia zostali zmuszeni do rozpoczęcia pracy o północy – zmieniając się z godzinami pracy biur w Kalifornii – i zaczęli 15-godzinne zmiany, w czasie których tworzyli fałszywe tożsamości w mediach społecznościowych i badali rynki nieruchomości w USA, aby celować w sprzedawców.
„Zaczynasz zawierać z nimi znajomość” – powiedziała. „Kiedy stają się twoimi znajomymi, zaczynasz angażować ich emocjonalnie i mówisz im, jak zarabiasz na kryptowalutach, że masz dobrą transakcję”. Jak tylko ktoś przystał na przynętę, jej „klient” przechodził pod nadzór chińskiego nadzorcy. „Wysyłałam do 500 powitania dziennie – miałaś mieć trzech klientów na koniec dnia. Jeśli nie, dostajesz karę” – powiedziała Carol.
Kary były straszne. Powiedziała, że bicie i porażenie prądem były standardem, wraz z zamykaniem w przerażających ciemnych pokojach na dni. „To bardzo przerażające – jak bardzo mała szafa z ledwo wystarczającym miejscem do poruszania się i brakiem miejsca na skorzystanie z toalety.”
Inni opowiadali o udawanych egzekucjach; zmuszano ich do stania cały dzień pod słońcem letnim lub ulewą monsunową; nakazywano robić 300 przysiadów, a potem bici były, jeśli turlały się podczas chodzenia; ich głowy były rzadzone na pół jako upokorzenie; i byli sprzedawani jak niewolnicy między firmami oszustów.
Najbardziej obawiano się „klatki tygrysa”. „Jeśli nie masz klientów, biją cię okrutnie rurkami, a potem zamykają cię w klatce, tak że cię drapie w rękę lub szyję. Potem ciągle cię porażają z tasakiem w głowę” – powiedziała.
Inni potwierdzali tę okropną torturę, wielu pokazując mi swoje blizny. Jeden powiedział, że używano również klatki z białym lwem i ogromnym pytonem, aby ich przerażać do posłuszeństwa. „Mówią, że cię zabiją – codziennie pistoletują na twój rozdział, aby cię przestraszyć.”
To nie były puste groźby. Młody Ghanejczyk powiedział, że widział zabitego Chińczyka po próbie pomocy przyjacielowi ucieczki. Inni powiedzieli, że chińscy pracownicy, często z obszarów wiejskich, byli traktowani najgorzej. Niektórzy byli pozostawieni niezdolni do chodzenia, gdy ich rany po biciach poważnie się zakażały.
Kobiety opowiadały o gwałtach. „Jeśli niektórzy szefowie cię lubią, jeśli uważają, że masz ładne ciało lub jesteś ładna, wzywają cię do biura o dowolnej porze. Potem robią z tobą, co chcą. Stało się to ze mną, gdy byłam nowa” – powiedziała płacząca jedna Wschodnioafrykanka.
Każdy z pięciu ośrodków oszustw, które widziałem zza rzeki, rzekomo pomieścił co najmniej 5000 osób. I słyszałem o Kenijczyku, który był uwięziony przez pięć lat. „Stracił wolę życia – jest tylko cieniem samego siebie” – powiedział jego znajomy.
Kable zasilające i telekomunikacyjne z Tajlandii do firm zostały odcięte w celu powstrzymania przestępczości, ale gangi po prostu przeszły na generatory i wykorzystanie satelitarnego systemu Starlinka Elona Muska.
Eric Heintz, globalny analityk w organizacji International Justice Mission, który używa monitoringu danych do mapowania ich działań, apelował o wyłączenie ich dostępu przez Starlinka. „Każda antena ma abonament, więc powinno być możliwe jego wyłączenie” – powiedział.
W ubiegłym roku jego grupa zajmująca się antyniewolniczą wydała raport sugerujący, że niektóre z kompleksów w Mjanmie uczestniczyły w dziecięcym szantażu seksualnym – angażując dzieci w rozmowy online, udając potencjalnych przyjaciół lub lekarzy, aby przekonać je do wysłania nagich lub seksualnych obrazów, które następnie byłyby używane do wymuszenia od nich wysłania pieniędzy.
Operacje oszustw są bardzo zaawansowane. Korzystają z sztucznej inteligencji, głębokich fałszywek oraz dark webu, aby zbierać dane wraz z platformami mediów społecznościowych takimi jak Facebook, Instagram, Telegram i WhatsApp, aby znaleźć i zwieść swoje cele.
Jedna kobieta z Kamerunu pokazała mi listy nazw i numerów, które miała dzwonić codziennie, oferując prace zdalne i nawet wysyłając kilka dolarów na początek, aby




