26 maja Volodymyr Zelenskyy podpisał dekret wysławiający oddział specjalnych sił jako „Bohaterów UPA” — Ukraińskiej Armii Powstańczej, która walczyła zarówno z hitlerowskimi Niemcami, jak i Związkiem Radzieckim w czasie II wojny światowej. W Ukrainie UPA często jest postrzegana jako ruch oporu antysowiecki. W Polsce jest pamiętana z powodu masakr w Wołyniu w latach 1943-1945, w których UPA zabiła nawet do 100 000 polskich obywateli.
W ciągu dwóch tygodni dekret dał polskiej partii nacjonalistycznej prawicowej dźwignię, której od lat szukała. Moment nie mógł być gorszy. Polska jest korytarzem dla zachodnich broni, gospodarzem około 1,5 miliona ukraińskich uchodźców i jednym z głosów, którym Kijów potrzebuje, aby przystąpić do UE. Spór wokół dekretu teraz napiętnowuje wszystkie trzy sfery naraz: broń dla Kijowa, ukraiński uchodźcy w Polsce i ambicje UE Ukrainy.
Szkody są już widoczne tam, gdzie ich najmniej oczekiwano. Polskie i ukraińskie zespoły medycyny sądowej ekshumujące ofiary Wołynia teraz trzymają aparaty fotograficzne z dala od grobów, obawiając się, że obrazy szczątków zostaną wykorzystane do rosyjskiej propagandy lub deepfake’ów AI.
Powiadając się o dekrecie Zelenskiego, który nazwał oddział operacji specjalnych „Bohaterami UPA,” prezydent Polski Karol Nawrocki ogłosił 29 maja, że będzie dążył do odebrania Zelenskiemu Orderu Orła Białego, najwyższego polskiego odznaczenia państwowego, i skierował sprawę do Kapituły Orderu. Kapituła zajęła się prośbą 8 czerwca, ale rozpadła się bez decyzji, pozostawiając spór otwarty.
Partia skrajnej prawicy Konfederacja Krzysztofa Bosaka wezwała do zablokowania przystąpienia Ukrainy do UE. Nawet Lech Wałęsa, były lider Solidarności, publicznie zdjął swoją ukraińską flagę, mówiąc, że nadal będzie pomagać ukraińskiemu ludowi, ale już nie będzie wspierać Zelenskiego.
Polskie sondaże pokazują silne poparcie dla prezydenta Nawrockiego. Na ścianach polskich barów pojawiły się antyukraińskie graffiti, nazywające je „strefami zarażonymi banderyzmem.” Graffiti odnosi się do Stepana Bandery, ukraińskiego nacjonalisty, którego nazwisko wielu Polaków kojarzy z wojennymi masakrami. Ataki na ukraińską młodzież również rosną: w maju pięć polskich nastolatków zostało zatrzymanych w związku z brutalnym atakiem w Warszawie, za który burmistrz miasta obwiniał retorykę skrajnej prawicy.
3 czerwca ukraiński minister spraw zagranicznych Andrii Sybiha wezwał do wstrzemięźliwości, prosząc Ukraińców i Polaków, aby „nie nakręcać spirali nienawiści.”
Euromaidan Press rozmawiał z Jerzym Wójcikiem, polskim dziennikarzem i obrońcą Ukrainy, który współzałożył Sestry.eu, polsko-ukraińską platformę medialną dla ukraińskich kobiet, i współzorganizował Warmth from Poland for Kyiv, kampanię zima 2025-2026, która zgromadziła ponad 2,8 miliona dolarów na generatory po rosyjskich atakach na ukraińską sieć energetyczną.
Wójcik omówił zmianę opinii polskiej, nacisk ze strony Warszawy na Kijów i dlaczego wspólna praca nad identyfikacją i ponownym pochówkiem ofiar Wołynia nadal może stanowić sposób wyjścia, nawet jeśli nacisk polityczny komplikuje tę sytuację.





